Jest to m. in. efektem wzrostu liczby dzieci kierowanych tam przez sąd. W 2005 r. było to 2,6 tys. postanowień, w ubiegłym roku już 4 tys.

Problemem związanym z funkcjonowaniem MOS i MOW, a zwłaszcza skuteczną realizacją postanowień sądowych zajmuje się od 2007 roku specjalny rządowy zespół działający przy resorcie sprawiedliwości. Wchodzący w jego skład przedstawiciele ministerstw i policji nie wypracowali jednak do tej pory zmian, które usprawniłyby wadliwy system. O spotkanie z przedstawicielami zespołu i przedstawienie aktualnych jego prac wystąpił właśnie Marek Michalak, rzecznik praw dziecka.

Blokada miejsc

Nieletni są kierowani do konkretnych MOS i MOW na podstawie centralnego, elektronicznego systemu, który prowadzi Ośrodek Rozwoju Edukacji (ORE). W przypadku braku miejsc w określonej placówce dziecko oczekuje na jego zwolnienie. Przepisy nie przewidują bowiem umieszczania w MOS i MOW w trybie natychmiastowym, nie ma też w systemie oświaty placówek interwencyjnych.

– Kiedy oczekiwanie na miejsce wynosi od sześciu do kilkunastu miesięcy, małoletni jest pozbawiony właściwej opieki – mówi dr Magdalena Arczewska z Uniwersytetu Warszawskiego.

Część sądów, mając tego świadomość, wydaje postanowienia o tymczasowym umieszczeniu dziecka w placówce opiekuńczo-wychowawczej, najczęściej pogotowiu opiekuńczym czy domu dziecka. To powoduje, że przebywają tam dzieci, które są pozbawione właściwej opieki rodzicielskiej, oraz zdemoralizowani nieletni.

Czas oczekiwania na miejsce w MOS i MOW dodatkowo wydłużają przepisy, które nakazują rezerwowanie miejsca przez trzy miesiące. W tym czasie nieletni na polecenie sądu, który sprawuje nadzór nad realizacją postanowienia, powinien być przez policję lub rodziców doprowadzony do ośrodka, do którego został skierowany. Dopiero gdy po tym okresie nie zostanie doprowadzony, na to miejsce może być skierowana następna osoba. Do tej pory ORE zanotował ponad 900 sytuacji niedoprowadzenia do placówki.

Wędrówka po placówkach

Coraz częściej też do MOS lub MOW trafiają wychowankowie domów dziecka. W niektórych placówkach, wg danych resortu edukacji, nawet 30 proc. stanowią nieletni, którzy wcześniej tam przebywali. Zdaniem Magdaleny Arczewskiej potwierdza to niską jakość prowadzonych w domach dziecka zajęć opiekuńczo-wychowawczych, skoro dochodzi do takiej demoralizacji wychowanka, że trzeba go umieścić w placówce o zaostrzonym rygorze.

– Zdarzają się też sytuacje, gdy dziecko, które trafi do nas, jest po prostu skreślane z listy wychowanków domu dziecka – mówi Beata Potkańska, dyrektor MOS w Bielsku-Białej.