Od stycznia 2011 r. w Polsce będą tylko trzy szkoły podoficerskie – w Poznaniu, Dęblinie i Ustce – a nie osiem jak dotychczas. Przestaną istnieć również cztery jednostki, które zajmują się kształceniem specjalistycznym (np. obsługą czołgów, inżynierią chemiczną) – w Kielcach, Łodzi, Grudziądzu i Ostródzie. Liczba szkół oficerskich i akademii pozostanie bez zmian.

– Jest dziś mniej żołnierzy, więc nie ma potrzeby kształcić tylu podoficerów. Część kadry jest już wysłużona, więc odejdzie sama ze służby, a część zostanie przetransferowana do innych jednostek – mówi w rozmowie z „DGP” gen. Wiesław Michnowicz, szef zarządu szkolenia Sztabu Generalnego WP.

Dzięki konsolidacji szkół liczba wojskowych etatów stałych zmniejszy się o 343, a etatów cywilnych o 35. Na wynagrodzeniach wojsko zaoszczędzi w przyszłym roku blisko 5,1 mln zł.

Kandydaci do szkół podoficerskich będą nadal pozyskiwani spośród korpusu szeregowych zawodowych i cywili. Zmieniają się jednak priorytety: w pierwszej kolejności będą przyjmowani zawodowi szeregowi z minimum 5-letnim okresem służby.

Wśród cywili na szkolenie podoficerskie mogą liczyć tylko ci, którzy mają cenne umiejętności. Michnowicz mówi m.in. o ratownikach medycznych i informatykach. Jak zamierza przyciągnąć ich do wojska? Pensja podoficera to blisko 2,5 tys. zł brutto. Do tego zasiłek mieszkaniowy 300 – 900 zł. I pewna praca do emerytury. – Co roku mamy więcej chętnych niż wolnych miejsc. Szczególnie teraz, w czasie takiego bezrobocia – mówi Michnowicz.

Wojsko planuje też reformę systemu kształcenia podoficerów. Adepci będą musieli przejść dwa etapy – szkolenie ogólne i kursy podnoszące stopień wojskowy lub doskonalące w danej dziedzinie.