Przeciwny temu jest szef Komitetu, doradca premiera Michał Boni. Koalicja Jolanty Fedak z Pawlakiem i Rostowskim chce, żeby do OFE trafiało nie 7,3 proc. pensji, tylko 3 proc. Pomysł z 0 proc. do OFE pojawił się w ostatniej chwili. Resort pracy zapisał go w ostatecznej wersji założeń do nowelizacji ustawy o emeryturach kapitałowych.

MPiPS tłumaczy ją m.in. troską o budżet. Bo nieprzekazanie środków do OFE oznacza, że dotowany Fundusz Ubezpieczeń Społecznych (administruje nim ZUS) nie będzie musiał przekazać w przyszłym roku do II filaru prawie 23 mld zł. Pieniądze te zostaną w kasie państwa. W kolejnych latach, kiedy składka będzie wynosić 3 proc., budżet będzie oszczędzał około 10 – 13 mld zł (w warunkach 2010 roku).

To oszczędność na krótką metę. Bo w przyszłości ZUS będzie miał wyższe zobowiązania. Bez redukcji składki wydatki na emerytury wyniosłyby w 2060 roku 189 mld (w dzisiejszym pieniądzu), po jej wprowadzeniu – 253 mld. zł. To o 34 proc. więcej. I te nożyce będą się coraz bardziej rozwierać. Państwu zwyczajnie może zabraknąć pieniędzy na wypłaty emerytur dla dzisiejszych 20-, 30-latków.

Nie jest przesądzone, czy te zmiany wejdą w życie, bo protestuje Michał Boni, minister w kancelarii premiera i szef Komitetu Stałego.

– Obniżenie składki do OFE przesuwa tylko w czasie zobowiązania państwa wobec przyszłych emerytów. FUS będzie musiał wypłacać wyższe świadczenia – przekonuje Michał Boni.

Resort pracy przedstawia jednak rachunki, z których wynika, że nawet w długim okresie sytuacja FUS po redukcji składki będzie lepsza, niż gdyby została na poziomie 7,3 proc.

– Trzeba pamiętać, że FUS będzie otrzymywał dodatkowe pieniądze ze składek – mówi Marek Bucior, wiceminister pracy i polityki społecznej.

Z rachunków prezentowanych przez MPiPS (przygotował je ZUS) wynika, że wpływy do FUS (kwoty realne na 2009 rok) będą np. w 2020 roku wyższe o 35,8 mld zł, a w 2060 już o 98,2 mld zł. FUS będzie jednak więcej wydawał na świadczenia. Odpowiednio 0,5 mld zł w 2020 roku, ale już 64,3 mld zł w 2060 roku. To właśnie zwiększających się zobowiązań ZUS obawiają się przeciwnicy zmian.

– Nowy system został wprowadzony, aby w długiej perspektywie malały zobowiązania ZUS, który wypłaca świadczenia z bieżących składek pracujących – mówi prof. Marek Góra z SGH.

Przekonuje, że obniżanie składki do OFE zwiększy ryzyko całego systemu – nie tylko wypłacalności ZUS, ale także tego, że ubezpieczeni nie skorzystają z zysków, jakie OFE osiągają na rynku kapitałowym.

Resort pracy chce jednak zmienić tzw. limity inwestycyjne, które obowiązują OFE. Będą one mogły lokować w akcjach nie do 40 proc., ale do 90 proc. aktywów.

MPiPS chce też, aby osoby, które ukończą 65 lat, mogły wypłacić wszystkie środki zgromadzone w OFE na dowolny cel. Taka jednorazowa wypłata będzie możliwa pod jednym warunkiem – uzyskania emerytury w wysokości co najmniej dwóch minimalnych świadczeń (obecnie 1412 zł). Jeśli więc ubezpieczony zgromadzi w ZUS kapitał wystarczający na takie świadczenie, z OFE wypłaci całość pieniędzy. Jeśli nie – będzie mógł dopłacić do kapitału w ZUS część środków z OFE – a pozostałe pieniędze wypłacić.

– Oceniamy, że osoba zarabiająca średnią pensję i pracująca 40 lat będzie mogła wybrać z OFE ponad 40 tys. zł brutto. Ta, która zarabia 250 proc. średniej, prawie 82 tys. zł – mówi Marek Bucior.

Tłumaczy, że jeśli przekaże te pieniądze na specjalne indywidualne konto emerytalne (IKE Senior) i zdecyduje, aby wypłacać je w ratach przez co najmniej 10 lat, nie będzie musiała zapłacić podatku od zysków kapitałowych (tzw. podatku Belki). Na niekonsekwencję tych przepisów zwraca uwagę Wiktor Wojciechowski z Fundacji FOR. Tłumaczy, że z jednej strony resort pracy chce dać możliwość wypłaty części pieniędzy w gotówce, a z drugiej chce obniżać składkę do OFE. A to może powodować, że taka wypłata będzie jedynie teoretyczną możliwością.

– To sugeruje, że prawdziwym powodem zmian może być krótkowzroczna chęć obniżenia deficytu sektora finansów publicznych – wskazuje Wiktor Wojciechowski.

MPiPS chce też wprowadzić rewolucyjne zmiany dotyczące przynależności do OFE.

Po pierwsze, nie będą się musiały do nich zapisywać osoby wchodzące na rynek pracy – wtedy ich składka emerytalna trafi w całości do ZUS. Po drugie, te osoby, które już zapisały się do II filaru, będą mogły wrócić do ZUS.

Po trzecie, osoby, które zostaną w OFE, jeśli ukończą 55 lat (kobiety) i 60 lat (mężczyźni), zyskają możliwość przekazania całości lub części zgromadzonych tam pieniędzy do ZUS. Jeśli tak zrobią, całość składki emerytalnej z bieżącej pensji trafi do ZUS. Po przekazaniu całości kapitału z OFE tylko ZUS wypłaci im świadczenie.

Niebezpieczeństwem takiego rozwiązania, jak wskazują eksperci, jest nie tylko to, że ZUS będzie miał w przyszłości wyższe zobowiązania, bo będzie do niego teraz wpływać więcej składek. Ryzyko wiąże się też z sytuacją na naszym rynku kapitałowym. Jeśli do ZUS zaczną wracać masowo członkowie OFE, będą one musiały sprzedawać aktywa zgromadzone głównie w obligacjach i akcjach. To może spowodować spadek ich wartości. Osłabnie giełda, a OFE będą przekazywały do ZUS mniej pieniędzy. W efekcie ich emerytury będą niższe.