Komitet Stały Rady Ministrów zajmie się w czwartek przygotowanym przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej projektem ustawy zmieniającym sposób oszczędzania na starość. Propozycja resortu pracy zakłada, że składka do OFE zostanie obniżona z 7,3 proc. pensji do 3 proc.

Przewiduje też, że ubezpieczeni nie będą musieli zapisywać się obowiązkowo do OFE, a osoby mające 55 lat (kobieta) i 60 (mężczyzna) będą mogli przenosić całość lub część zgromadzonego kapitału w II filarze do ZUS. Osoba 65-letnia ma z kolei zyskać możliwość wypłaty części kapitału zgromadzonego w OFE w formie gotówki, o ile z I i II filaru uzyska emeryturę w wysokości co najmniej dwóch minimalnych.

– Mam nadzieję przekonać do tych rozwiązań rząd – deklaruje Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej.

Sprawa ta wzbudza kontrowersje, bo przeciw takim propozycjom protestują inni członkowie rządu. Michał Boni, minister w Kancelarii Premiera, uważa, że obniżenie składek do OFE spowoduje, że zobowiązania ZUS w przyszłości będą wyższe, a tylko doraźnie zyska na tym budżet. Resort pracy przedstawia jednak szacunki, które wskazują, że obniżenie składki do OFE spowoduje, że fundusz emerytalny Funduszu Ubezpieczeń Społecznych będzie miał, dzięki dodatkowym wpływom ze składek, mniejszy deficyt. Jeśli składka zostanie na dzisiejszym poziomie, to w 2011 roku deficyt FUS wyniesie 47,7 mld zł, a po obniżce zmaleje do 27 mld zł. W 2060 roku wyniesie on (w cenach bieżących) odpowiednio 29,9 mld zł i 9,9 mld zł.

Ministerstwo proponuje też zakaz akwizycji do OFE. Umowy z funduszem nie byłyby już więc zawierane przez ich przedstawicieli (najczęściej agentów ubezpieczeniowych), ale wyłącznie drogą korespondencyjną.