Ministerstwo Zdrowia nie ustaliło dokładnej liczby pielęgniarek czynnych zawodowo. Nie wie też, ile pielęgniarek brakuje w szpitalach w całym kraju i poszczególnych województwach. Z tych powodów mieszkańcy niektórych regionów mogli mieć nierówny dostęp do świadczeń zdrowotnych o odpowiedniej jakości. Tak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli (NIK), która zbadała system kształcenia pielęgniarek i położnych.

Zdaniem NIK wspomniane zaniechania mogą uniemożliwić rzetelne monitorowanie potrzeb oraz skuteczne reagowanie na braki kadrowe w szpitalach. To ważne, bo coraz mniej osób jest zainteresowanych podejmowaniem nauki w zawodzie pielęgniarki (jedną z przyczyn jest niż demograficzny). Z powodu braku wiedzy na temat potrzeb kadrowych limity przyjęć na studia pielęgniarskie i położnicze ustalano wyłącznie na podstawie propozycji zgłaszanych przez uczelnie medyczne lub wyższe szkoły zawodowe, za pośrednictwem Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Zdarzało się, że studia takie prowadziły uczelnie, które nie spełniały standardów kształcenia na kierunkach medycznych. Zdecydowana większość skontrolowanych szkół przyjęła więcej studentów, niż przewidywały to ustalone limity przyjęć. Z tego powodu obniżyła się jakość nauki.

NIK negatywnie ocenił też nadzór nad kształceniem podyplomowym pielęgniarek. Z raportu wynika, że Centrum Kształcenia Podyplomowego Pielęgniarek i Położnych w Warszawie gromadziło niewystarczające informacje o organizatorach zajęć oraz nie dbało o przejrzystość w postępowaniu związanym z zatwierdzaniem programów kształcenia na takich studiach. Zdaniem NIK mogło to prowadzić do korupcji.