Już nie zagłębie taniej siły roboczej dla zagranicznych firm, ale kraj świetnie wykształconych specjalistów. Coraz więcej koncernów lokuje w Polsce pieniądze ze względu na fachowość pracowników i ich stosunkowo niską cenę. Jak wynika z danych Państwowej Agencji Inwestycji Zagranicznych, aż 25 – 30 proc. z zainwestowanych w tym roku 5,1 mld zł stanowią nakłady na projekty związane z przedsięwzięciami opartymi na wiedzy i nowych technologiach.

Jeszcze kilka lat temu firmy, takie jak Fiat czy Dell, budowały u nas fabryki i montownie, w których pracę znajdowały dziesiątki tysięcy pracowników fizycznych. Dziś zagraniczne firmy chcą otwierać centra usług finansowych, nowoczesne ośrodki informatyczne i farmaceutyczne. W latach 2000 – 2003 stanowiły one niespełna 3 – 5 proc. przedsięwzięć zagranicznych.

Inwestycje oparte na technologii zaczęły iść stopniowo w górę od 2006 roku. Od kiedy Polska zintegrowała się na dobre z Unią, przystosowując swoje prawo do światowych standardów i zyskując na wiarygodności w oczach inwestorów. I wtedy pieniądze popłynęły nie tylko w linie produkcyjne, które łatwo przenieść do innego kraju, ale również w bardziej kapitałochłonne przedsięwzięcia.

Rosnący udział inwestycji tzw. intelektualnych w Polsce to efekt rozwoju potencjału intelektualnego w polskim społeczeństwie – wynika ze Światowego Raportu Inwestycyjnego przygotowanego w tym roku przez międzynarodową organizację UNCTAD. Dzisiaj co dziesiąty absolwent kończący wyższą uczelnię w Europie jest Polakiem. – A to sprawia, że jesteśmy w stanie zrealizować zapotrzebowanie wielkich koncernów na dobrze wykształconą kadrę niemal we wszystkich branżach – mówi prezes PAIiIZ Sławomir Majman.

Z inwestycjami opartymi na technologii ruszyło się w 2006 roku, kiedy Polska zintegrowana już na dobre z Unią przystosowała swoje prawo do światowych standardów i nabrała wiarygodności w oczach inwestorów. Zaczęli oni lokować pieniądze nie tylko w liniach produkcyjnych, które łatwo przenieść do innego kraju, ale również w bardziej kapitało-chłonnych przedsięwzięciach.

Dla polskich specjalistów – inżynierów, technologów czy informatyków – to dobra wiadomość, bo popyt na ich pracę będzie rósł bardzo szybko. Gorzej ze słabiej wykształconymi. Świadczą o tym liczby: w 2005 roku, gdy wartość zagranicznych inwestycji wyniosła 8,5 tys. mld euro, powstało 37,6 tys. nowych miejsc pracy. W tym roku, według szacunków PAIiIZ, będzie to co najwyżej 6 – 8 tys. Wiele z nich przypadnie w udziale specjalistom ze znajomością obcych języków i dyplomami wyższych uczelni.

Indesit, włoski producent AGD, stworzy u nas centrum badawczo-rozwojowe. Zatrudni ponad 100 inżynierów do opracowania nowych technologii obniżających zużycie energii w lodówkach czy zmywarkach.

Swoje centra otwierają Nokia Siemens Networks – potentat w branży telekomunikacyjnej; koncern farmaceutyczny Roche; Acer, Fujitsu i IBM specjalizujący się w produkcji laptopów, ekranów ciekłokrystalicznych, sprzętu komputerowego; Husqvarna – potentat w produkcji maszyn. UBS – instytucja finansowa – będzie otwierać u nas kolejne oddziały.

Nasi specjaliści szczególnie cenni są dla chińskich koncernów. Firmy, takie jak Compa Europe (elektronika), Dallan Talent Gift (chemia), Dong Guang (branża papiernicza), otwierają w Polsce ośrodki i zatrudniają polskich naukowców.

– Chińczycy tanią siłę roboczą mają u siebie, ale brakuje im specjalistów, którzy pracowaliby nad usprawnieniem ich technologii i produktów – tłumaczy Stanisław Stangierski z firmy konsultingowej AT Kearney.

Wartość inwestycji chińskich przekroczy w tym roku 462 mln euro. Jeśli wszystkie uda się zrealizować, to powstanie ponad tysiąc miejsc pracy. Nie sprawi to jeszcze, że nasza gospodarka zaraz stanie się bardziej stabilna i szybciej się będzie rozwijała, co jest przywilejem gospodarek opartych na wiedzy. Ale jest to już dobry początek.