Zdaniem Radosława Szuberta, prezesa Polmedu, w Polsce prywatne usługi zdrowotne przyciągają z każdym rokiem coraz większą liczbę klientów. W porównaniu z 2005 rokiem, w 2006 roku odsetek pacjentów płacących za usługi medyczne bezpośrednio z własnej kieszeni wzrósł o 7 proc. W zeszłym roku z prywatnych świadczeń zdrowotnych skorzystało około 2 mln osób, z czego 1/3 dzięki tzw. abonamentom oferowanym przez prywatne centra.

Klientów przybywa

Wartość całego sektora usług zdrowotnych szacuje się na 20-22 mld zł, a przychody prywatnych przychodni rosną o 20-30 proc. rocznie. Oznacza to, że w ciągu roku Polak przeznaczył na prywatne leczenie 520-630 zł, czyli 130-150 euro rocznie. Dzięki temu przychody prywatnych przychodni rosną o 20-30 proc. rocznie. W tym roku to tempo powinno być jeszcze szybsze - w dużej mierze dzięki ułatwieniom podatkowym dla pracodawców, którzy mogą odliczyć koszty prywatnej opieki medycznej dla pracowników od podatku. Polmed to spółka medyczna zajmująca się ambulatoryjną opieką zdrowotną.

- Pomijając oczywisty zastrzyk gotówki dla spółki, giełda oznacza również prestiż i bardzo wysoki poziom wiarygodności dla inwestorów. Dzięki wejściu na warszawski parkiet chcemy stać się firmą o zasięgu ogólnopolskim - mówi Radosław Szubert.

W 2006 roku przychody netto firmy wzrosły o 14,8 proc., do 8,5 mln zł. Spółka wypracowała 1,9 mln zł zysku netto, wobec 0, 9 mln zł rok wcześniej.

Zadowoleni debiutanci

Wśród polskich prywatnych firm medycznych debiut na giełdzie mają za sobą tylko dwa podmioty. Pierwszym, który zdecydował się na taki krok, był Swissmed Centrum Zdrowia z Gdańska. Akcje Swissmedu można nabywać od października 2004 r.

- Dzięki wejściu na giełdę zdobyliśmy kapitał na dalsze inwestycje i rozwój. Ponadto podnieśliśmy swój prestiż i staliśmy się transparentni dla opinii publicznej, co dodatkowo obliguje nas do przestrzegania norm i standardów - podkreśla Roman Walasiński, prezes Swissmed.

EMC Instytut Medyczny to kolejna firma, która zdecydowała się na debiut giełdowy. Jest on notowany na Giełdzie Papierów Wartościowych (GPW) już od dwóch lat. Pierwotna cena emisji wynosiła 7,6 zł za jedną akcję.

- W 2007 roku średnia cena pojedynczej akcji oscylowała wokół 30 zł, osiągając maksymalny poziom 40 zł - mówi Aneta Bawiec z EMC.

Jak podkreśla, inwestorzy, który zakupili akcje w czasie ich pierwszej emisji, mogli osiągnąć 413 proc. zwrotu z inwestycji, sprzedając akcje przy najwyższych notowaniach.

Wejście na giełdę to przede wszystkim szansa dla firm medycznych na zdobycie dodatkowego kapitału na dalszy rozwój. Placówki należące do sieci EMC dzięki temu rozszerzają swoją działalność o usługi, których brakuje w danym regionie, jak również o nowoczesne techniki medyczne w diagnostyce i leczeniu.

- Jedną z ostatnio oddanych inwestycji jest lądowisko dla szpitalnego oddziału ratunkowego (SOR), który od września działa w Szpitalu św. Antoniego w Ząbkowicach Śląskich. To jedyny prywatny SOR w kraju - mówi Aneta Bawiec.

Liczą na własne siły

Nie dla wszystkich prywatnych firm medycznych wejście na giełdę jest podstawowym celem. Na taki krok, mimo wcześniejszych zapowiedzi, nie zdecydowała się Medycyna Rodzinna, specjalizująca się w świadczeniach z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej. Również Medicover nie zamierza w najbliższym czasie wchodzić na warszawski parkiet.

- Będąc firmą nienotowaną na giełdzie, mając poparcie właścicieli, którzy myślą długofalowo, ale mając odpowiednie fundusze, Medicover jest w stanie szybciej oraz bardziej elastycznie reagować na potrzeby rynku medycznego i jego klientów - podkreśla Agnieszka Szpara, prezes zarządu Medicover.

Eksperci rynku medycznego podkreślą jednak, że rosnące zapotrzebowanie na prywatne usługi zdrowotne w przyszłości zaowocuje większą liczbą centrów medycznych na parkiecie.

DOMINIKA SIKORA

dominika.sikora@infor.pl