Na leczenie jaskry czeka się dziś nawet osiemnaście miesięcy, na operację kolana 4 lata. Na nowych lekarzy nie ma pieniędzy, ale jest sposób, jak wyrzucić z kolejki martwe dusze. Minister Kopacz chce, żeby szpitale przekazywały Ministerstwu Zdrowia lub NFZ numery PESEL pacjentów oczekujących na zabieg. Remanent wśród pacjentów czekających na świadczenia pozwoli się zorientować, czy kolejki są faktycznie tak długie, jak nam się wydaje. Czy też pacjenci zapisują się równocześnie do kilku specjalistów, w nadziei, że gdzieś uda im się szybciej.

– Należy skończyć z sytuacją, gdy jeden pacjent zapisuje się na zabieg w kilku miejscach bądź widnieje w kolejce oczekujących, mimo że zabieg został już wykonany – mówi „DGP” rzecznik resortu zdrowia Piotr Olechno. Zdarzają się też sytuacje, że w kolejkach do szpitali widnieją nazwiska osób, które już nie żyją. Urzędnicy mazowieckiego NFZ twierdzą, że z niektórych list powinno zostać wykreślonych nawet 30 proc. pacjentów.

Większość przypadków to ci, którzy zapisują się w kilku miejscach, a potem idą tam, gdzie najszybciej wyznaczy się im termin zabiegu. Nie zdarza się jednak, żeby – kiedy jest już po wszystkim – ktoś wypisywał się z pozostałych list.

Andrzej Troszyński, który odpowiada za kontakty centrali NFZ z mediami, do pomysłu sprawdzania PESEL-ów pacjentów odnosi się z entuzjazmem. Jego zdaniem skończy się preferowanie swoich pacjentów przez lekarzy. – Kolejka do świadczeń będzie transparentna – twierdzi Troszyński.

Ale teoretycznie już taka jest. Zgodnie z ustawą zdrowotną pacjent może być wpisany na listę oczekujących tylko u jednego świadczeniodawcy. Jednak ani NFZ, ani szpital nie mają żadnych możliwości, aby zmusić pacjenta do wykreślenia się z którejś z list. Ustawowy zapis nie przewiduje też sankcji dla pacjentów zapisujących się do kilku kolejek.

– Szpitale mogłyby się bronić, gdyby zbudowały wspólną sieć informatyczną – mówi „DGP” ekspert ochrony zdrowia Rafał Janiszewski. Wówczas można by sprawdzić, czy nowy pacjent nie zapisał się już gdzieś indziej. Jeśli tak, dostawałby ultimatum: zapisujesz się u nas, ale automatycznie wykreślamy cię z innych kolejek.

Brzmi dobrze, ale ministerstwo nie ma systemu informatycznego na poparcie swoich deklaracji, a tym bardziej pieniędzy na jego zakup. Ostatni raz rząd próbował zmniejszyć kolejki w 2007 r. Intencje były dobre, ale dalej nie ma jak tego sfinansować.