Aby wyjść bez szwanku z trudnej sytuacji gospodarczej, prywatne firmy potrzebują najlepszych menedżerów. I są gotowe dobrze im płacić za ich pracę.
Publikacja: 15 lipca 2010, 03:00 Aktualizacja: 15 lipca 2010, 09:38
Okazuje się, że i szeregowych pracowników małych firm polski kryzys nie bardzo dotknął. – Ich zarobki wzrosły o blisko 5 proc. w stosunku do poprzedniego roku – mówi „DGP” Renata Kucharska-Kawalec, która przygotowywała raport o małych i średnich przedsiębiorstwach.
W małej firmie szeregowy pracownik zarabiał w ubiegłym roku przeciętnie 2,1 tys. zł miesięcznie, a w średniej 2,4 tys. zł. Wówczas średnia krajowa nieco przekraczała 3 tys. zł.
– Małe i średnie przedsiębiorstwa są niemal w zupełności prywatne, to odgrywa rolę kluczową – twierdzi Jeremi Mordasewicz. Dla prywatnych firm zasadą jest uzależnianie wzrostu wynagrodzeń od wzrostu wydajności. A w sektorze prywatnym wydajność rośnie o 3,5 proc. w skali roku, więc i zarobki muszą rosnąć.
W niektórych przypadkach było też tak, że aby poradzić sobie z problemem kosztów, firmy redukowały zatrudnienie. Bo jak tłumaczy Mordasewicz, w sektorze prywatnym pensje tnie się w ostateczności. Wszystko po to, by nie pogarszać nastrojów pracowników.
Kryzys nie zachwiał utrzymującą się od lat tendencją, że najlepiej w kraju zarabia się w Warszawie. Kierownicy dostawali tu w 2009 roku przeciętnie 6,5 tys. zł miesięcznie. Takie zarobki dystansują oczywiście małe miasteczka do 20 tys. mieszkańców, gdzie pensje kierownicze wynosiły 3,4 tys. zł. Jednak nawet duże – liczące między 400 a 850 tys. mieszkańców – ośrodki nie mogą równać się do stolicy. Kierownicy zarabiają tam przeciętnie 4,7 tys. zł, czyli niemal o 30 proc. mniej niż w stolicy.
Mazowsze dystansuje resztę kraju. Dyrektorzy zarabiali tu w 2009 r. 12 tys. zł. To o 74 proc. więcej, niż dostaliby np. w Małopolsce. Szeregowi pracownicy – o jedną czwartą. Powód jest oczywisty – Mazowsze żyje z Warszawy, a stolica to miasto, w którym praktycznie nie ma bezrobocia, za to jest najwięcej kapitału zagranicznego.
A firmy zagraniczne – nawet te średnie i małe – nadal płacą więcej niż ich krajowe odpowiedniczki. Pracownicy szeregowi zarabiają tam o 29 proc. więcej. Szefowie – niemal o połowę więcej.
1: Janeczek z IP: 83.20.170.* (2010-07-15 10:18)
Jacy menedżerowie ? pospolici nadzorcy i papudraki . Przeciętny Niemiec pracuje1390 godzin w roku , Francuzi – 1554, a Polak 1966 godzin ! To tylko z winy tych naszych nadzorców i papudraków, takich jak Mordasewicz , roczny czas pracy Polaków jest marnotrawiony bez efektów dla pracowników i Polskiej gospodarki. Czy polski hydraulik, murarz, czy pracownik montowni w Tychach jest mniej wydajny od identycznych profesji pod kierownictwem niemieckich czy francuskich menedżerów ?
2: sekretarka szkolna z IP: 78.8.103.* (2010-07-15 10:55)
Wielu tych menedżerów, to nie ma zielonego pojęcia o niczym.
TUPET< GŁUPOTA I BEZCZELNOŚĆ
3: ala z IP: 79.163.209.* (2010-07-15 14:06)
JESTEM KIEROWNIKIEM I KIERUJE GRUPA LUDZI ODPOWIEDZIALNYCH ZA URBANISTYKE I MAM 1317 ZL brutto TO DUZO A MOJA SZEFOWA MA 10 RAZY WIECEJ JA ROBIE CZRNA ROBOTE Z LUDZMI ONA BIERZE PREMIE TAK TO WYGLADA BO JESTEM MLODY WIEC MOZNA NAMI SIE WYSLUGIWAC I NIEZLE ZAROBIC
4: ela z IP: 84.10.39.* (2010-07-15 22:03)
Pracodawcy nie tylko młodych mają za sługusów,ale i starszych. A przecież to dzięki sługusom żyją w luxusach. Pracodawcy bez sługusów byliby nikim.
Czy pracodawca musi osobiście dostarczyć do ZUS zaświadczenie o przychodzie

Emeryci i renciści, którzy pobierali nienależne świadczenia, maja powody do niepokoju. Sad Najwyższy w powiększonym składzie uznał, ze ZUS może się domagać bezterminowo zwrotu nienależnie pobranej emerytury lub renty.