Jeśli nie rosnące przyzwolenie obywateli, to może Trybunał Konstytucyjny zmusi polski rząd do reform. Dzisiaj orzeknie, czy niższy wiek kobiet jest zgodny z ustawą zasadniczą.

Wyniki naszego sondażu zaskakują jeszcze bardziej, gdy porównamy je z nastrojami społeczeństw w Unii. W dotkniętej kryzysem Grecji poparcie dla reform wcale nie jest wyższe niż w rozwijającej się Polsce. A w Niemczech 81 proc. badanych chce wycofania się rządu z decyzji o podniesieniu wieku emerytalnego do 67 lat.

– Zaczynamy rozumieć, że tylko dłuższa praca zapewni nam bezpieczeństwo wypłat emerytur – komentuje te wyniki prof. Janusz Czapiński z UW.

Dociera do nas, że się starzejemy i ktoś musi zarobić na świadczenia. Nie bez znaczenia są informacje o kłopotach finansowych ZUS czy gigantycznych dopłatach do KRUS.

Ekonomiści uprzedzają, że bez reform grozi nam albo obniżka emerytur, albo podnoszenie podatków. Tymczasem nie ma żadnych argumentów za utrzymaniem niższego wieku kobiet. – Ani nie żyją krócej, ani nie są w gorszym zdrowiu. A dla gospodarki ich ucieczka na świadczenia to strata – mówi Wiktor Wojciechowski z Fundacji FOR. Jako przykład eksperci podają łotewski i węgierski scenariusz. Bałtowie obniżyli w ub.r. emerytury nawet o 70 proc., a Węgrzy podnieśli zaledwie w ciągu 2 lat wiek emerytalny z 62 do 65 lat.

Ale nie dalej jak wczoraj minister Fedak powtórzyła: – Nie widzę powodu do zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Rządy unijne reformują mimo oporu społeczeństw. Rząd polski zwleka, choć nie musi się bać blokad i strajków.

Nie ma właściwie żadnych argumentów, aby utrzymywać w Polsce niższy wiek emerytalny kobiet. Przeczą temu nie tylko dane medyczne czy to, że kobiety żyją dłużej niż mężczyźni. Jest to też nieefektywne ze względu na wypłacalność ZUS czy sytuację na rynku pracy.

Premia za dłuższą pracę

Rzecznik praw obywatelskich (RPO), który zaskarżył w 2007 roku niższy o 5 lat wiek emerytalny kobiet, przekonuje, że powoduje on ich dyskryminację, bo ich świadczenia są niższe. Pracując krócej, mniej lat oszczędzają na emeryturę, a dłużej ją pobierają. A w nowym systemie emerytalnym jest ona liczona przez podzielenie kapitału w ZUS i OFE przez statystyczną długość trwania życia. Im później się na nią przejdzie, tym jest wyższa.

– Każdy rok dodatkowego oszczędzania podwójnie premiuje emeryta – zauważa prof. Marek Góra, współtwórca reformy emerytalnej.

Tłumaczy, że po pierwsze ma on coraz więcej pieniędzy na kontach, a po drugie kapitał ten jest dzielony przez mniejszą wartość. Jak podaje GUS, osoba mająca 60 lat ma statystycznie do przeżycia 20,6 lat, a 65-letnia – 17 lat. W pierwszym przypadku każde 100 tys. da jej około 403 zł, a w drugim – 488 zł miesięcznie. Jeśli ubezpieczony zgromadzi np. 800 tys. zł, na opóźnieniu o 5 lat odejścia z rynku pracy zyska prawie 700 zł miesięcznie.

RPO przekonuje też, że nie można wskazać żadnych racjonalnych argumentów usprawiedliwiających utrzymanie różnego wieku. Tłumaczy, że nie da się wykazać, iż różnice biologiczne i społeczne między kobietami a mężczyznami mają tzw. relewantny charakter, a więc pozostają w bezpośrednim i koniecznym związku z dokonanym zróżnicowaniem. Co więcej, jak wskazuje RPO, dłuższe trwanie życia kobiet i brak wskaźników o ich gorszym stanie zdrowia powodują, że wiele krajów zrównuje – lub już to zrobiło – wiek emerytalny obojga płci.