Przeciętny Polak zgromadził w ciągu ponad 10 lat na swoim koncie w Otwartym Funduszu Emerytalnym nieco ponad 32 tys. zł - wynika z podanych przez ministerstwo pracy informacji porównujących wyniki funduszy.
Publikacja: 28 czerwca 2010, 13:39 Aktualizacja: 28 czerwca 2010, 14:16
Z informacji resortu wynika, że gdyby składki, które trafiły na rachunek ubezpieczonego w OFE, były gromadzone w ZUS, to średni stan konta takiej osoby byłby wyższy o prawie 550 zł.
Na koniec maja 2010 r. kwota składek wpłaconych przez jednego ubezpieczonego wyniosła średnio 22 tys. 839 zł 63 gr. Natomiast średni kapitał na rachunku w OFE wniósł 32 tys. 55 zł 92 gr, czyli 40,4 proc. więcej niż kwota wpłaconych do tego czasu składek. Gdyby ta składka była w ZUS, stan konta wyniósłby 32 tys. 604 zł 6 gr, czyli 42,8 proc. więcej niż kwota wpłaconych do tego czasu składek - podało ministerstwo.
Najwięcej na swoich kontach mieli na koniec maja 2010 r. klienci: OFE Polsat (średnio 32 tys. 799 zł), Aviva OFE Aviva BZ WBK (31 tys. 787 zł), Generali OFE (32 tys. 634 zł). Najmniej mieli klienci: AEGON OFE (30 tys. 915 zł), PKO BP Bankowy OFE (31 tys. 67 zł), AXA OFE (32 tys. 76 zł).
Najwyższa stopa zwrotu była w Generali OFE 4,82 proc.
"W najlepszym funduszu emerytalnym zgromadzony kapitał był o 643 zł 13 gr. większy od przeciętnego (...), różnica między najlepszym i najgorszym funduszem wyniosła 1 tys. 883 zł 96 gr" - czytamy w informacji MPiPS.
Resort podał też wielkości średnich stóp zwrotu w OFE (jest to wskaźnik zmiany wartości jednostki funduszu, obliczany w procentach, najczęściej w skali roku - PAP). Powołał się na komunikat Komisji Nadzoru Finansowego z 8 kwietnia 2010 r., z którego wynika, że za okres od 30 marca 2007 r. do 31 marca 2010 r. stopa ta wyniosła 2,901 proc. Minimalna wymagana stopa zwrotu za ten czas wyniosła natomiast 1,099 proc. Najwyższa stopa zwrotu była w Generali OFE 4,82 proc.
"W tym samym czasie wskaźnik wzrostu cen i usług konsumpcyjnych wyniósł 11,375 proc. Oznacza to, że po raz kolejny OFE nie pokonały inflacji" - napisało ministerstwo pracy.
Analiza dotycząca rozliczenia składek emerytalnych wpłacanych do ZUS i OFE wykonywana jest cyklicznie
Kolejny punkt informacji dotyczy opłat pobieranych przez OFE od ubezpieczonych. Do 31 grudnia 2009 r. opłaty te nie mogły wynosić więcej niż 7 proc. kwoty wpłaconych składek, a od 1 stycznia 2010 r. - więcej niż 3,5 proc. Jak podał resort, wszystkie fundusze pobierały maksymalne stawki. Wyjątkiem był OFE Allianz Polska, w którym opłaty po 1 stycznia 2010 r. wynosiły 3,45 proc.
Analiza kwot zebranych przez Polaków została sporządzona przez resort pracy za okres od 1 lipca 1999 do 31 maja 2010 r. i uwzględnia waloryzację kont w ZUS przeprowadzoną 1 czerwca 2010 r. W analizie przyjęto, że ubezpieczony otrzymywał przez cały czas 100 proc. przeciętnego wynagrodzenia (w I kwartale 2010 r. jest to 3 tys. 316 zł 38 groszy brutto) i jest członkiem OFE z obowiązku (urodzeni po 1968 r.) lub z wyboru (urodzeni w latach 1948-1968).
Jak podkreślił resort pracy, analiza dotycząca rozliczenia składek emerytalnych wpłacanych do ZUS i OFE wykonywana jest cyklicznie. "Wyniki mają charakter informacyjnym, służący pokazaniu efektywności OFE w porównaniu do wysokości środków gromadzonych na kontach w ZUS" - wyjaśnił resort. Dodał, że mogą one służyć także "jako przesłanka do oceny słuszności wyboru funduszu lub podjęcia decyzji o ewentualnej jego zmianie".
1: kaki z IP: 213.25.175.* (2010-06-28 15:04)
OFE maja rozne wyniki inwestycyjne.
2: Ja z IP: 83.238.232.* (2010-06-28 16:51)
A teraz niech policzą to samo, tylko od płacy minimalnej, którą to większość Polaków pobiera.
3: MERKURY z IP: 217.76.112.* (2010-06-28 20:49)
Czy ktoś jeszcze pamięta cudowne reklamówki, w których przedstawiano wypoczynek przyszłych emerytów na plaży w ciepłych krajach? Te gorące piaski, palmy i drinki serwowane dla strudzonych pracą emerytów, odpoczywających po latach zasłużonej pracy, korzystających z dobrodziejstw nowego zreformowanego systemu emerytalnego, w ramach którego prywatne fundusze emerytalne zarabiały miliony dla swoich klientów. Nikt? To i dobrze, bo nic takiego nie będzie.
Może jedynym, który pamięta te sielskie obrazki, jest Jerzy Buzek, premier, za którego rządów zafundowano nam tę cudowną reformę. Dziś europoseł Platformy Obywatelskiej. On swoją emeryturę dostanie, ale miliony, których oszukał, nie dostaną. Dziś ci, którzy mieli cieszyć się zasłużonym wypoczynkiem na ciepłych plażach, drżą ze strachu o to, czy dostaną cokolwiek.
Emerytury, które dostaną, mogą sprawić, że zamiast wędrówki po ciepłych krajach czekać ich będzie wędrówka po śmietnikach. Kiedy wiele lat temu byli tacy, którzy przestrzegali przed takim scenariuszem, ich głosy ignorowano, a ich samych uznawano za wariatów. Teraz te same autorytety, które zachwalały prywatne fundusze emerytalne, zajmują się doradzaniem, jak z tego wyjść, ciągle twierdząc, że mieli rację. Oni zawsze mają rację, a przyszli emeryci nie mają swoich pieniędzy.
Gdy Buzek wprowadzał swoje emerytury, nieliczni przestrzegali przed tym, że skończy się to katastrofą. Już wtedy wyliczano, że średnia emerytura w wymiarze gwarantowanym będzie wynosić 30 do 35 procent wynagrodzenia pracownika. Rzeczywiście, mylili się. Okazuje się, że te wyliczenia, które wtedy wyśmiewano, mogą okazać się zbyt optymistyczne. Warto przypomnieć, że w starym systemie, który uznano za zły i oszukańczy wobec emerytów średnia emerytura była na poziomie 60 procent uzyskiwanego wynagrodzenia.
W nowym będzie dwa razy niższa. Jeśli w ogóle będzie. Z danych Komisji Nadzoru Finansowego sprzed kilku dni wynika, że Otwarte Fundusze Emerytalne (OFE) w ostatnich miesiącach straciły niemal wszystkie oszczędności emerytów. Krótko mówiąc, nic dla nich nie zarobiły. Niemal całą sumę, którą zarobiły zarządzając latami pieniędzmi przyszłych emerytów straciły w ciągu ostatnich miesięcy tego roku.
Oczywiście, stracili tylko klienci funduszy emerytalnych. Same fundusze zarabiają – i to świetnie – na przyszłych emerytach. Od zarządzania pieniędzmi pobierają on prowizję w wysokości ponad 7 proc. Prowizja pobierana będzie także przez tego, kto będzie wypłaty obsługiwał dla przyszłych emerytów. Też będzie ona niemała. Pieniądze gromadzone w OFE nie mają żadnych zabezpieczeń. Można je więc stracić. Ale fundusze – tak czy tak – zarobią.
– Jestem w szoku. Po dziewięciu latach reformy wyszliśmy na zero – mówi dr Filip Chybalski, ekspert emerytalny z Politechniki Łódzkiej. Rzeczywiście po latach oszczędzania przyszli emeryci nie zarobili nic, a uwzględniając inflację stracili – i to dużo. Już w przyszłym roku pierwsze osoby przechodzić będą na emerytury wypłacane z OFE. Będzie to 2,3 tys. kobiet, które w przyszłym roku będą mogły przejść na emeryturę.
Dziś z przerażeniem mogą czekać na skutki oddania swoich pieniędzy w zarządzanie prywatnym funduszom emerytalnym. A ci, którzy jeszcze niedawno wieszali psy na ZUS-ie, wychwalając pod niebiosa korzyści z nowego systemu, dziś mówią, że na szczęście większość ich emerytury będzie pochodziła z ZUS. Politycy odpowiedzialni za wpędzenie nas w te tarapaty umywają ręce. Eksperci zaklinają rzeczywistość gwarantując swoim autorytetem, że sytuacja się zmieni i nie ma powodu do paniki. Są to ci sami eksperci, którzy przy wprowadzaniu reformy systemu emerytalnego zapewniali, że nasze oszczędności są bezpieczne, ZUS to przeżytek, a nowy system zagwarantuje przyszłym emerytom raj na ziemi.
Tymczasem Unia Europejska chce zmusić Polskę do zniesienia ograniczeń możliwości inwestowania przez prywatne fundusze emerytalne pieniędzy z przyszłych emerytur w zagraniczne giełdy i instytucje finansowe. Gdyby nie te ograniczenia, straty OFE byłyby jeszcze większe. Jeśli je się zniesie, pieniądze zostaną wytransferowane do banków zachodnioeuropejskich i amerykańskich, aby ratować tamtejsze systemy finansowe.
Emeryci będą mogli być dumni, że zamiast im służyć, ich pieniądze posłużyły ratowaniu zagranicznych banków i funduszy inwestycyjnych. Polscy emeryci są przyzwyczajeni do tego, że ratują gospodarkę – kiedyś tylko swojego kraju, a dziś całej Europy i świata. Czyż to nie wystarczający powód do dumy i chwały? Czyż to nie powód, aby nie myśleli o swojej przyszłości i nie żałowali straconych pieniędzy? Wątpię, aby to ich przekonywało.
Tymczasem rząd dokonuje zamachu na kolejnych przyszłych emerytów. Prawo do przechodzenia na wcześniejsze emerytury ma stracić 800 tys. pracowników spośród ponad 1,2 mln obecnie uprawnionych. Im też wmawia się, że to dla ich dobra. Każda kolejna zmiana pogarsza sytuację pracowników – przyszłych emerytów. Do grona oszukanych i okradzionych klientów OFE dołączyć ma teraz blisko milion kolejnych ofiar neoliberalnych reform.
Podobnie, jak kiedyś Buzek, tak teraz Tusk doskonale zdaje sobie sprawę ze skutków tych reform. Z uśmiechem na twarzy i głosem pełnym troski przekonuje ludzi, że skazuje ich na nędzę i ubóstwo dla ich własnego dobra. Zapomina przy tym dodać, że na tej nędzy i grabieniu biednych kolejny raz zyskują najbogatsi. Bo choć Polska ma najniższą płacę minimalną w całej Europie, nasi menedżerowie należą do najlepiej wynagradzanych w skali europejskiej. Bo gdy pracowników i emerytów po raz kolejny namawia się do zaciskania pasa, znosi się podatki dla najbogatszych. Bo choć za kryzys i szalone pomysły prywatyzacji płacą najbiedniejsi, najbogatsi mają się coraz lepiej, a rozwarstwienie między najbiedniejszymi a najbogatszymi w Polsce należy do najwyższych na świecie.
Za nami są tylko Meksyk i Turcja. Dlaczego ambitny Tusk, który zbudował nam już drugą Irlandię, nie miałby teraz postawić sobie ambitniejszych planów i dogonić, a nawet przegonić Meksyk? Wszak możemy być pierwsi. Pierwsi wśród najbiedniejszych.
4: Czytelnik z IP: 83.175.161.* (2010-11-18 10:10)
Cieszę się, że chociaż jedna osoba napisała prawdę.
Czy pracodawca musi osobiście dostarczyć do ZUS zaświadczenie o przychodzie

Szpitale przestaną pokrywać koszty pobytu pacjentów, którzy nie wymagają leczenia, lecz jedynie całodobowej opieki.