W podstawówce i gimnazjum dzieci słabosłyszące mają egzamin taki sam jak niesłyszące. Otrzymują inne niż pozostali uczniowie arkusze egzaminacyjne, w których pytania są dostosowane do ich dysfunkcji. I są np. zwolnione z zadań sprawdzających rozumienie ze słuchu. Jednak na maturze podwyższa się im poprzeczkę, dając te same wymagania co reszcie maturzystów. – To tak jakby urzędnicy uważali, że dzieci z wadą słuchu nagle po 17 latach odzyskiwały go – denerwuje się Anna Twardochleb, dyrektor specjalnego ośrodka szkolno-wychowawczego dla dzieci słabosłyszących w Szczecinie.

Jedyną zmianą, którą zaoferowała Centralna Komisja Egzaminacyjna w przyszłym roku słabosłyszącym maturzystom, to możliwość posiadania na egzaminie słuchawek. Zdaniem pedagogów to tylko pokazuje, że urzędnicy nie rozumieją problemu, jaki wiąże się z niedosłuchem. – To nie jest kłopot ze słyszeniem, ale sposobem rozumienia poleceń. W ogóle percepcji świata. Takie dzieci nie rozumieją pojęć abstrakcyjnych i potrzebują, aby zadania były formułowane w prostszy sposób – mówi Twardochleb. Problem jest o tyle poważny, że wynik matury decyduje o dostaniu się na studia. Pedagodzy przytaczają historię ucznia jednego ze szczecińskich liceów, który pomimo świetnych wyników w nauce poległ na maturze z języka angielskiego. W zadaniach sprawdzających rozumienie ze słuchu zabrakło mu kilku punktów, które uniemożliwiły mu dostanie się na wymarzony kierunek w SGGW.

Jednak CKE nie chce zmienić zasad, uważając, że jeżeli wada słuchu nie przekracza 70 dB, uczeń doskonale sobie poradzi na egzaminie. I wystarczy mu, że będzie miał o pół godziny więcej na egzamin. Zdaniem pedagogów, jeśli maturzysta nie zrozumie polecenia, to nie pomoże dłuższy czas do dyspozycji. Zdaniem pedagogów brak dostosowanych egzaminów do dysfunkcji ucznia to naruszanie Europejskiej Karty Praw Osób Niepełnosprawnych.

klr