W przypadku zabiegów planowych, czyli takich, na które pacjent może poczekać, bo jego życie i zdrowie nie są zagrożone, a wykonywanych w szpitalach, zgoda nadal będzie konieczna. Co to oznacza dla pacjenta? Niekoniecznie łatwiejszy i szybszy dostęp do leczenia w innych krajach UE.

Zgodnie z przepisami dyrektywy, które powinny zostać zaimplementowane do polskiego prawa za 2 – 2,5 roku, pacjent nie tylko będzie musiał mieć zgodę prezesa NFZ na operację w szpitalu w innym państwie, ale w dodatku fundusz zapłaci za jego leczenie tylko tyle, ile płaci za ten sam zabieg czy operację w Polsce. Ewentualną różnicę chory będzie musiał pokryć z własnej kieszeni. Zdaniem ekspertów z tego powodu nowe przepisy nie spowodują większego niż obecnie zainteresowania Polaków leczeniem za granicą. Zwłaszcza że zabiegi za granicą są przeważnie dużo droższe niż w Polsce. Na przykład za wszczepienie endoprotezy stawu biodrowego NFZ płaci 8,4 tys. zł. Ten sam zabieg w Wielkiej Brytanii kosztuje ponad 10 tys. zł więcej.

Jak tłumaczy minister zdrowia Ewa Kopacz, unijna dyrektywa znosi obowiązek uzyskiwania zgody prezesa NFZ na leczenie poza Polską tylko na świadczenia wykonywane w trybie ambulatoryjnym (tzw. ambulatoryjna opieka specjalistyczna AOS). – To dotyczy np. porad specjalistów czy badań specjalistycznych, których udzielenie nie wymaga warunków szpitalnych – mówi szefowa resortu zdrowia. To oznacza, że pacjent nie będzie potrzebował zgody NFZ na wizytę np. u neurochirurga we Francji czy badanie tomografem komputerowym w Niemczech.

Możliwość leczenia za granicą nie jest jednak tożsama z tym, że polski pacjent wymagający leczenia planowego ominie kolejkę, jeżeli taka jest do danego świadczenia w wybranym kraju. W Wielkiej Brytanii na wszczepienie endoprotezy stawu biodrowego trzeba czekać nawet rok. Dla porównania w Polsce to 295 dni. Ale już na wizytę u lekarza specjalisty czas oczekiwania jest krótszy niż w rodzimych placówkach. We Francji na konsultację okulistyczną czeka się kilka dni, a w Polsce – nawet pół roku.

Uwaga na ubezpieczenia w biurach podróży

W krajach Unii Europejskiej można się leczyć nieodpłatnie już teraz w ramach systemu Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego. System EKUZ nie obowiązuje jednak w krajach takich jak Tunezja czy Egipt, czyli popularnych miejscach wakacji Polaków.

Ubezpieczenie od kosztów leczenia to niemal norma w ofertach wyjazdów organizowanych przez największe biura podróży. Problem w tym, że ubezpieczenia te często na miejscu okazują się nieprzydatne. – Zdarza się, że zbyt niska suma ubezpieczenia nie gwarantuje pokrycia kosztów leczenia – mówi Halina Olendzka, rzecznik ubezpieczonych. Dlatego RU zaleca, żeby limit ubezpieczenia nie był niższy niż 10 – 15 tys. euro.

Biura podróży zastrzegają też często w umowach, że tylko część ubezpieczenia przeznaczona jest na opłatę leczenia ambulatoryjnego. Tymczasem leczenie złamanej nogi we Francji kosztuje 1000 euro, czyli tyle, ile często gwarantuje umowa. A co, jeśli oprócz tego trzeba będzie leczyć zwichnięty nadgarstek? W dodatku zdarza się, że polisa nie zawiera kosztów transportu sanitarnego na miejscu albo przewiezienia chorej osoby do kraju. – To koszt do 12 tys. euro – mówi Iwona Mazurek z Warty.

Również EKUZ nie pokrywa wszystkich wydatków na leczenie. Jedynie te finansowane przez system opieki zdrowotnej w państwie, w którym korzysta się z ubezpieczenia. A w wielu krajach europejskich chorzy płacą za pobyt w szpitalu. Tego typu wydatki przewidują jedynie dodatkowe ubezpieczenia.

ksk