Rzecznik praw obywatelskich nie wystarczy. Ich zdaniem żołnierze mają inne potrzeby niż zwykły obywatel.

W zamyśle grupy posłów, m.in. Marka Balickiego, Izabeli Sierakowskiej, Marka Borowskiego, rzecznik praw żołnierza ma stać na straży prawa do pełnego umundurowania, zakwaterowania, ochrony zdrowia, równego traktowania w zakresie wynagrodzenia i awansów. Ma być powoływany przez Sejm, a więc niezależny od dowództwa armii i Ministerstwa Obrony.

Autorzy projektu zauważają, że swojego rzecznika mają żołnierze kilkunastu krajów rozwiniętej demokracji. Jest on potrzebny, bo „skomplikowanie i dynamika stosunków międzyludzkich (...) sprawiły, że pojawili się rzecznicy przypisani do konkretnych grup społecznych czy zawodów”. Zaś żołnierze to specyficzna grupa obywateli, której prawa na czas służby zostają ograniczone. Funkcjonują w strukturze, w której nie ma miejsca na dyskusje, tylko na wykonywanie rozkazów. – Ważne, aby istniał skuteczny aparat pomocy żołnierzom w dochodzeniu ich praw – argumentują posłowie.

Artur Pietryka z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka przyznaje, że warto bronić praw żołnierzy, wątpi jednak, czy właśnie tak, jak proponują posłowie. – Prowadziliśmy sprawę żołnierzy, którzy zostali postrzeleni w bazie przez żołnierzy amerykańskich i chcieli dochodzić od armii amerykańskiej odszkodowania – opowiada. W sprawę zaangażowała się kancelaria adwokacka, która pomogła wywalczyć spore pieniądze. – Instytucję, która broni praw żołnierzy, widziałbym jako zespół prawników, pomagających im przed sądami – mówi Pietryka. Tymczasem rzecznik mógłby głównie kierować zapytania i zwracać się o wyjaśnianie wątpliwych spraw do właściwych organów.

ksk