Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej, oraz Jacek Rostowski, minister finansów, chcą obniżki składek do OFE. Dzisiejsi 20-latkowie i 30-latkowie mogą przez to nie otrzymać z ZUS świadczeń, które im się teraz obiecuje. Emerytów będzie więcej, a ZUS musiałby wypłacać im wyższe świadczenia. Bo zamiast do OFE wpłacaliby więcej składek do ZUS.

A z najnowszej przygotowanej przez ZUS prognozy wpływów i wydatków funduszu emerytalnego do 2060 roku wynika, że tak czy inaczej ubezpieczonych i emerytów w ciągu najbliższych 20 lat czekają ciężkie chwile. W ZUS, który takie prognozy przygotowuje raz na trzy lata, będzie brakować coraz więcej pieniędzy na wypłatę emerytur. W 2011 roku deficyt funduszu emerytalnego wyniesie 49,8 mld zł i będzie rósł, aby w 2030 roku osiągnąć rekordową kwotę ponad 83 mld zł (w cenach przeliczonych na 2009 rok).

Są też jednak dobre wiadomości. Jeśli nie będziemy zmieniać wysokości składki do OFE czy sposobu obliczania emerytur, po okresie rekordowego manka wydolność systemu emerytalnego zacznie rosnąć. A to gwarantuje osobom płacącym obecnie składki większe bezpieczeństwo wypłat w przyszłości. Nie będziemy też musieli podnosić podatków i składek.

ZUS szacuje w podstawowym wariancie prognozy (najbardziej realistyczna z trzech zaprezentowanych), że w 2040 roku dopłaty do emerytur zmaleją do 64 mld zł, a w 2060 roku do 34,8 mld zł. To mniej niż obecnie, mimo że dramatycznie pogorszy się sytuacja demograficzna w Polsce. Liczba osób płacących składki emerytalne zmaleje w latach 2011 – 2060 z 14,5 mln do 9,8 mln, a liczba emerytów wzrośnie z 5 mln do 7,5 mln.

– Poprawa wypłacalności systemu to efekt dwóch głównych czynników: oszczędzania w OFE i zmiany sposobu liczenia świadczeń – mówi Agnieszka Chłoń-Domińczak ze Szkoły Głównej Handlowej.

Tłumaczy, że dzięki temu, iż obecnie wpłacamy do ZUS mniej pieniędzy (36 proc. składki emerytalnej wędruje do OFE), w przyszłości publiczny system będzie miał mniejsze zobowiązania, dlatego że część emerytury będzie pochodzić z systemu kapitałowego.

Poprawa wydolności systemu jest też związana z nowym sposobem liczenia świadczeń, który obniży ich wysokość. Mają zależeć wyłącznie od wysokości wpłaconych składek i statystycznej długości trwania życia.