Resort zdrowia zastanawia się, w jaki sposób zalegalizować dopłaty pobierane od pacjentów przez publiczne szpitale. O to, czy te dopłaty są zgodne z konstytucją, zaczęli toczyć spór prawnicy.
Publikacja: 17 maja 2010, 03:00 Aktualizacja: 17 maja 2010, 11:41
Szpitale publiczne mają pieniądze na leczenie, bo podpisują kontrakty z NFZ. Temu jednak wciąż ich brakuje, więc ogranicza liczbę operacji i zabiegów wykonywanych przez nie, wprowadzając tzw. limity. Część placówek znalazła sposób na podratowanie własnych finansów i pobiera opłaty od pacjentów – za zabiegi, badania czy operacje, które teoretycznie im się należą w zamian za opłacanie składki do NFZ. Tyle że na zabieg finansowany przez fundusz trzeba czekać w szpitalnej kolejce. Na usunięcie zaćmy nawet 600 dni, na wszczepienie endoprotezy stawu kolanowego – około 1200. Łatwiej i szybciej jest więc za nie zapłacić.
Szpitale, nie mając pewności, czy przepisy pozwalają na pobieranie takich opłat, próbują je omijać. Część z nich otwiera fundacje, przez które przechodzą prywatni pacjenci. Inne podpisują umowy cywilnoprawne z lekarzami. W zamian za wydzierżawienie sprzętu czy sal operacyjnych ci wykonują zabiegi komercyjne. Za wynajęcie na jedną godzinę sali operacyjnej szpitale życzą sobie przeciętnie 400 – 600 zł.
Przepisy o pobieraniu opłat od pacjentów przez publiczne szpitale chce uregulować resort zdrowia. Propozycja, jak to zrobić, ma się znaleźć w pakiecie ustaw reformujących system ochrony zdrowia. Jak na razie publiczne szpitale bez obawy, że łamią prawo, mogą podpisywać dodatkowe umowy z prywatnymi ubezpieczycielami. Na przykład Towarzystwo Ubezpieczeniowe Signal Iduna ma zawarte kontrakty z ponad 80 szpitalami. Tam jego klienci mogą się leczyć na podstawie prywatnej polisy.
– Najczęściej korzystają ze świadczeń z zakresu chirurgii, ginekologii, ortopedii oraz laryngologii – mówi Adam Pustelnik, prezes Signal Iduny.
Oprócz uzyskania dodatkowych pieniędzy z kontraktów z prywatnymi ubezpieczycielami publiczne placówki mogą również obciążyć chorego dodatkowymi opłatami za pobyt i leczenie w warunkach podwyższonego standardu (np. pokój jednoosobowy z telewizorem czy łazienką). Ceny wahają się od 100 do nawet 300 zł za dobę. Szpital może również ustalać m.in. cenniki opłat dla pacjentów, którzy chcą mieć zapewnioną dodatkową opiekę pielęgnacyjną (np. pielęgniarka po godzinach pracy zajmuje się nim dodatkowo). Za wynajęcie pielęgniarki pacjent zapłaci od 80 do 200 zł za 8 godzin.
1: Chocholi taniec z IP: 109.129.190.* (2010-05-17 12:20)
To jest poprostu chocholi taniec, a nie reforma organizacji sluzby zdrowia, systemu ubezpieczeniowego i systemu rozliczeniowego za uslugi medyczne.
2: Zaproszenie do tanca z IP: 109.129.190.* (2010-05-17 12:42)
Biednym pacjentom pozostanie "Zaproszenie do tanca" autorstwa Isany.
"Zatanczmy w rytm wiosennego wiatru,
uniesmy sie wysoko do nieba.
Wiatr na skrzypcach zagra nam do taktu.
Chor ptakow pieknie nam zaspiewa".
3: Klemens z IP: 193.19.165.* (2010-05-17 15:34)
Nie wiem, dlaczego pismacy z uporem maniaka lansują tezę,że jako pacjent otrzymuję cokolwiek od szpitala "za darmo".Wierutne kłamstwo!!!
Kasa chorych,zwana NFZ za opłacaną składkę oferuje określony zestaw usług.Od lat więcej pieniędzy wpłacam,niż otrzymuję świadczeń.Pokrywam zatem koszty leczenia pacjentów,którzy częściej korzystają z pomocy medycznej.To się nazywa solidaryzm społeczny.
Darmocha już dawno się skończyła i pora przestać kłamać w mediach.
4: Herkules z IP: 90.156.67.* (2010-05-29 20:03)
Klemes ma rację a pobieranie dodatkowych opłat jest( przy opłacaniu tak wysokich stawek miesięcznie przy niskich zarobkach obywaleli) jest niezkgone z Konstytucją,niech Polacy w końcu zaczną czytać i myśleć.
5: sasza z IP: 83.14.88.* (2010-06-15 18:53)
i po co ta obłuda przecież to ukryta podwyżka ZUSu

Przygotowane przez rząd rozwiązania nie zyskały akceptacji związkowców. Funkcjonariusze i żołnierze krytykują pomysł wykonywania obowiązków służbowych aż do ukończenia przez nich 55 lat.