Nie można już dłużej zwlekać z reformą systemu ochrony zdrowia, który działa dziś jak studnia bez dna – ostrzega Rada Monitorująca „DGP”. W siedem lat budżet NFZ wzrósł z blisko 22 mld zł do ponad 54 mld zł, ale jakość leczenia się nie poprawiła. Dlatego zwiększanie nakładów na służbę zdrowia i podnoszenie składek nie jest lekarstwem na chory system. Trzeba zmienić sposób zarządzania szpitalami i wprowadzić pełną informatyzację, która pomoże w kontroli kosztów. Scentralizowany NFZ nie zdał egzaminu. Musi ustąpić silnym i stabilnym finansowo funduszom.
Publikacja: 10 maja 2010, 03:00 Aktualizacja: 10 maja 2010, 09:23
W tym roku NFZ wyda na świadczenia zdrowotne 54,1 mld zł. Kolejne 30 mld zł dołożą pacjenci z własnej kieszeni. To wciąż za mało, aby publiczna ochrona zdrowia działała sprawnie. Samo zwiększenie nakładów, bez wprowadzenia reform, niewiele zmieni.
System lecznictwa wymaga zmian, zwłaszcza jeżeli chodzi o jego finansowanie. W Polsce publiczne wydatki na zdrowie to 4,2–4,3 proc. PKB (bez nakładów prywatnych). W UE średnia to 8–9 proc. Aby ten poziom osiągnąć, musi wzrosnąć składka zdrowotna. Ale to wciąż za mało, aby usprawnić jego działanie. Może się bowiem okazać, że dodatkowe pieniądze zostaną zmarnowane i nic się nie poprawi, jeśli chodzi o sytuację pacjentów i wydolność systemu. Najpierw konieczne jest więc uporządkowanie sytuacji publicznych szpitali, wprowadzenie dodatkowych ubezpieczycieli czy konkurencji o pieniądze pacjenta.
W ten sposób system otrzyma zastrzyk pieniędzy, szpitale uzyskają kolejne źródło finansowania, a zarządzający nimi będą mieli większą motywację do poprawy jakości usług.
System ochrony zdrowia jest nieustannie reformowany od co najmniej 10 lat. Może nawet dłużej, jeżeli wziąć pod uwagę zmiany z końca lat 90., których skutki odczuwamy do dziś. To wtedy szpitale przestały być finansowane z budżetu i przeszły pod nadzór jednostek samorządu terytorialnego. Wtedy też, w 1999 r., pojawiły się regionalne kasy chorych. Te zostały zlikwidowane w momencie, kiedy część z nich zaczęła przynajmniej częściowo wychodzić na prostą. Jednak zdaniem ówczesnego ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego kasy nie radziły sobie finansowo, bo część z nich się zadłużała. W ich miejsce pojawił się więc scentralizowany NFZ. Nie ma więc żadnej konkurencji – ani o pieniądze pacjenta, ani o kontrakt z płatnikiem.
O ile na temat słuszności likwidacji kas chorych można dyskutować, o tyle połączenie ich w jeden fundusz nie wyszło na zdrowie ani pacjentom, ani świadczeniodawcom. O tym, jak trudno jest zlikwidować monopol NFZ, przekonała się zarówno ta, jak i poprzednia ekipa rządząca. Przeprowadzenie jego decentralizacji i podziału na mniejsze regionalne fundusze zdrowia, a docelowo wprowadzenie na rynek prywatnych funduszy, do których każdy z nas mógłby przekazywać składkę zdrowotną, proponował zarówno prof. Zbigniew Religa, minister zdrowia w rządzie PiS, jak i Ewa Kopacz, obecna szefowa resortu zdrowia. Jak na razie ta koncepcja nie wyszła poza ramy pomysłu. A eksperci wskazują, że decentralizacja NFZ jest niezbędna. Przede wszystkim wprowadzi rzeczywistą konkurencję szpitali o pieniądze z funduszu i o pacjenta. Tego można przyciągnąć np. lepszym standardem usług. Musi to być jednak proces rozłożony w czasie. Fundusze zyskają stabilność finansowania świadczeń zdrowotnych, a także to, że żaden ubezpieczony, niezależnie od stanu zdrowia i wieku, nie zostanie pozbawiony możliwości zapisania się do wybranego przez siebie funduszu.
Poza tym podział NFZ należy tak przeprowadzić, żeby w jego miejsce powstały silne i stabilne finansowo fundusze. Jeżeli nie będą w stanie przyciągnąć odpowiedniej liczby ubezpieczonych, zapewnić im w zamian pewnych warunków leczenia, to nie utrzymają się na rynku. A to oznacza, że osoby tam zapisane mogą pozostać bez ochrony.
1: Niechętny pacjent z IP: 89.75.74.* (2010-05-10 07:49)
Ani słowa o sanatoriach, sporo nadmorskich ma zapewnioną frekwencję dzięki wieloletnim kontaktom np. z górnikami, a jednak dostają pieniądze z NFZ. Wiele sal, czasami całe budynki przeznacza się nieodpłatnie na płatne zabiegi prowadzone przez personel na państwowym sprzęcie! Idealna chałtura kosztem podatników.
2: Głos rozsądku z IP: 194.50.61.* (2010-05-10 10:04)
Podzielić NFZ i płacic corocznie prowizje akwizytorom Funduszy za werbunek ubezpieczonych - na ten cel OFE wydały w zeszłym roku ponad 400 mln. zł, czyli prawie tyle ile kosztowało utrzymanie NFZ. A czym niby te fundusze będa miedzy soba konkurowac, skoro koszyk świadczeń gwarantowanych jest jeden?
3: Dlaczego służba zdrowia z IP: 89.78.51.* (2010-05-10 11:40)
nie jest zinformatyzowana ??
ODPOWIEDŻ;
-bo ryby najlepiej się łowi w mętnej wodzie;
-na tego samego pacjenta, różne przychodnie biorą pieniądze z NFZ-u;
-łatwo wziąć podwójną zapłatę /raz prywatnie, raz z NFZ/.
4: filologini z IP: 95.49.143.* (2010-05-10 12:07)
Podzielić, czyli utworzyc nowe stołki. Może należałoby raczej zlikwidować ten biurokratyczny twór?
5: Wojtek z IP: 195.128.29.* (2010-05-10 12:08)
System jest dobry tylko uczciwości brak.
6: Krystyna z IP: 94.254.141.* (2010-05-10 12:33)
Te propozycje nie mają wiele wspólnego z zarządzaniem. Jakie są cele? Jak je osiągnąć? Jak mają się do poprawy jakości usług? Na czym ta jakość ma polegać? Jak będzie monitorowana realizacja ? Zwracam uwagę, że nawet placówki posiadające certyfikat jakości, nie poprawiają jakości leczenia ani dostępu do pomocy. A może ktoś pomyślał o help-desk dla lekarzy - miejsce gdzie można skonsultować przypadek? Może krajowy, przez internet ? Nikt nie pojadł przecież wszystkich rozumów, a medycyna to nie matematyka. Czy ktoś nauczył doktorów pisania recept? Czy ktoś uczy takiej ważnej umiejętności jak wywiad z pacjentem - można oszczędzić na bezsensownych badaniach nie robiąc krzywdy. Jest dużo do zrobienia zanim rzuci się wszystkie pieniądze na zmarnowanie.
7: NFZ ZETRZEĆ NA PROCH Z POWIERZCHNI ZIEMI! z IP: 213.172.175.* (2010-05-10 13:40)
To kosztowne monstrum nic nie daje pacjentom, a jest jedynie studnią bez dna w ... "dojeniu swojej krowy" jaką jest całe społeczeństwo. A przy tym są bezczelni, aroganccy i za mocno juz obrośli w piórka. Za nasze - społeczne horendalne pieniądze!
Zetrzeć na proch, by nawet ślad po nich nie został!
A po ich likwidacji pozostanie nam tyle pieniędzy, że wiele dziur się nimi zatka... Może wreszcie w szpitalach chorzy nie będą przymierać głodem, jeśli rodzina nie przyniesie im jedzenia...
8: NFZ zetrzeć na na proch z IP: 213.172.175.* (2010-05-10 13:42)
z powierzchni ziemi!
To kosztowne monstrum nic nie daje pacjentom, a jest jedynie studnią bez dna w ... "dojeniu swojej krowy" jaką jest całe społeczeństwo. A przy tym są bezczelni, aroganccy i za mocno już obrośli w piórka. Za nasze - społeczne horendalne pieniądze!
Zetrzeć na proch, by nawet ślad po nich nie został!
A po ich likwidacji pozostanie nam tyle pieniędzy, że wiele dziur się nimi zatka... Może wreszcie w szpitalach chorzy nie będą przymierać głodem, jeśli rodzina nie przyniesie im jedzenia...
9: marek z IP: 62.233.181.* (2010-05-10 14:10)
Uważam, że w ciągu ostatnich 7 lat zmieniło się sporo. Do zabiegów używamy znamiennie nowocześniejszego sprzętu i instrumentarium, nie mamy kłopotów z dostępem do leków dla hospitalizowanego chorego, do zabiegów uzywamy wszczepów o których jeszcze 3 - 4 lata temu nam się nie śniło. Zwiększyła się także liczba zabiegów. Oczywiście przecietny pacjent może o tym nie wiedzieć, ale z mojego miejsca, chirurga, zmieniło się wiele. Pamietać także należy o kursie złotego, wzroście wynagrodzeń personelu szpitala itp
10: Marek z IP: 62.233.181.* (2010-05-10 14:15)
Jeszcze jedna Uwaga. Po raz kolejny czytam, iż 80% kosztów szpitala to wynagrodzenia. Wg ankiety BBN z tego roku wynoszą one 48 - 51%. Dane pani Kopacz są złe, albo takie być muszą ( lecz w jakim celu?).
Czy pracodawca musi osobiście dostarczyć do ZUS zaświadczenie o przychodzie

Szpitale przestaną pokrywać koszty pobytu pacjentów, którzy nie wymagają leczenia, lecz jedynie całodobowej opieki.