To efekt braku zaangażowania szkół wyższych we współpracę z przedsiębiorstwami na rzecz innowacyjności.

Z najnowszej ekspertyzy Polskiej Agencji Rozwoju i Przedsiębiorczości wynika, że zaledwie 6 proc. polskich firm współpracuje ze szkołami wyższymi, podczas gdy w Finlandii jest ich pięciokrotnie więcej. To także wynik, który plasuje nas poniżej średniej unijnej. Za taki stan rzeczy odpowiada m.in. nastawienie polskich naukowców. Nie widzą oni korzyści w zacieśnianiu współpracy z biznesem. – Czasem taka współpraca traktowana jako wyraz nielojalności czy też konfliktu interesów – mówi prof. Karol Grela z Wydziału Chemii na Uniwersytecie Warszawskim.

Wolą publikację od patentu

Polska kadra naukowa nie widzi też sensu w patentowaniu swoich wynalazków czy myśli intelektualnej. Wystarczą im publikacje, które przekładają się na ich status na uczelni, a także sytuację finansową. A właśnie od liczby publikacji uzależniona jest kariera naukowa. W efekcie mamy najniższą liczbę patentów na tysiąc mieszkańców w Unii. Choć w ostatnim roku minimalnie wzrosła: z 3 tys. do 4 tys., jest zaledwie nieznacznie wyższa, niż była 10 lat temu. – Ja sam dopiero po rozmowach z zagranicznymi kolegami zrozumiałem, że o pozycji w świecie nauki świadczy liczba patentów. I że współpraca z przemysłem to wyraz nobilitacji – mówi prof. Grela, którego patent filtrów kupiła firma niemiecka i wykorzystuje go do produkcji leków. Tymczasem, jak dodaje Tomasz Perkowski z Fundacji na rzecz Nauki Polskiej (FNP), polscy naukowcy wolą dostać grant na podstawie publikacji niż patent, który jest kosztowny.

Problem polega również na tym, że najczęściej te publikacje to czysta teoria, która nie ma praktycznego zastosowania. Jednym z przykładów są badania ekonomiczne, z których przedsiębiorcy po prostu nie korzystają.

– Z badań mówiących o tym, że płynność finansowa wpływa na rentowność, nic dla przedsiębiorców nie wynika. A skomplikowanego modelu upadłości firm wymyślonego przez naukowców żaden przedsiębiorca nie zastosuje – mówi Monika Klemke-Pitek z Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy. Bo jak tłumaczy, badania nie robi się dla biznesmenów, tylko dla własnych potrzeb, np. do zrobienia habilitacji. Efekt jest taki, że długie analizy ekonomiczne, które są wydawane w formie książek i kupowane jedynie przez studentów, którzy potem powielają te same wzorce. Jak dodaje Klemke-Pitek, naukowcy nie mają pojęcia o tym, jak działa biznes, więc nie wiedzą, jakie są jego potrzeby. Nie mają też motywacji, by to zmienić.