W ubiegłym roku po raz pierwszy od sześciu lat zmalała – z 478 do 351 tys. – liczba pracowników tymczasowych, tak wynika z najnowszych danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Zaskoczenia nie kryją eksperci i agencje pracy tymczasowej. Spodziewali się, że ten rodzaj pracy będzie coraz popularniejszy, zwłaszcza gdy firmy odczuwają w kryzysie spadek zamówień i produkcji. Koszt zatrudnienia tzw. czasowników jest niższy niż pracowników etatowych.

– Spadek ich liczby był najbardziej odczuwalny w firmach produkcyjnych, w tym m.in. w branży motoryzacyjnej – mówi Monika Ulatowska ze Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.

Wskazuje jednak, że od IV kw. ubiegłego roku rośnie zainteresowanie pracownikami tymczasowymi wśród firm usługowych. Chodzi głównie o hipermarkety, biura obsługi klientów i firmy budowlane. Z usług pracowników tymczasowych coraz chętniej korzystają też firmy, które wychodzą z kryzysu i są eksporterami sprzedającymi swoje produkty, np. do Niemiec lub Francji.

– Mimo ponownego wzrostu zainteresowania korzystaniem przez firmy z pracowników tymczasowych nie planujemy podwyżek dla zatrudnianych przez nas pracowników – wskazuje Monika Ulatowska.

Tłumaczy, że przy obecnym bezrobociu agencje pracy tymczasowej nie mają problemów z zatrudnieniem pracowników. Muszą jednak pamiętać, aby pracownik tymczasowy zarabiał podobnie jak pracownik etatowy na tym stanowisku.

Malejąca liczba pracowników tymczasowych doprowadziła też do redukcji tzw. pracodawców-użytkowników. Ich liczba obniżyła się o 8 proc. Obecnie działa ich 9945.

– Spadek liczby pracodawców użytkowników to efekt trudności, jakie przeżywały firmy, które musiały nie tylko rezygnować z pracowników tymczasowych, ale też zwolnić pracowników zatrudnionych na etacie – mówi Krzysztof Ingot z Work Service.

Agencja pracy, która kieruje do tzw. pracodawców użytkowników pracowników tymczasowych, zawiera z nimi umowę o pracę. Jest ona podpisywana na czas określony – do 18 miesięcy.

53,6 proc. pracowników tymczasowych stanowią osoby do 25. roku życia