Powód – za zabiegi wykonane w szpitalu NFZ płaci kilkakrotnie więcej niż za takie same, ale przeprowadzone w warunkach ambulatoryjnych. Eksperci od rynku zdrowia szacują, że nawet 25 proc. hospitalizacji może być niepotrzebne.

Matka jednego z naszych czytelników przeszła radioterapię. Lekarze zatrzymali ją na półtora miesiąca w szpitalu. Kobieta jest przekonana, że niepotrzebnie. Czuła się dość dobrze, by dojeżdżać na zabiegi. Jej stan zdrowia nie wymagał dodatkowych interwencji lekarskich. Nasz kolejny rozmówca miał zbadać słuch swojemu dziecku. Badanie trwa około godziny. Powinno być przeprowadzone podczas snu. Niemowlę budziło się jednak. Rozwiązaniem byłoby badanie nocne. Jednak wtedy dziecko musiałoby na trzy dni zostać w szpitalu. – Inaczej NFZ nie zwróci nam pieniędzy – usłyszeli od lekarzy rodzice niemowlęcia.

Podobne przykłady podają urzędnicy. – Jeden ze świadczeniodawców u 51 pacjentów wykazał usunięcie znamion skórnych – opowiada Małgorzata Koszur, rzeczniczka prasowa Zachodniopomorskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ. Oczywiście wszystkich pacjentów hospitalizowano, choć nie było medycznego uzasadnienia. Wiadomo jednak dlaczego. Za usunięcie znamion u pacjentów zatrzymanych w szpitalu fundusz zapłacił 75,3 tys. zł. Gdyby te zabiegi wykonano w trybie dziennym, zapłaciłby 5,1 tys. zł.

To jest właśnie powód, dla którego pacjenci, zamiast po badaniu wyjść do domu, zostają w szpitalu. – To bardzo poważne zjawisko – przyznaje Rafał Janiszewski z kancelarii doradczej, która zajmuje się audytem kilkudziesięciu szpitali w Polsce. – Można szacować, że dotyczy 25 proc. sprawdzanych przez nas jednostek – dodaje. Jego zdaniem chęć zarobienia dodatkowych pieniędzy jest dla wielu szpitali kusząca, zwłaszcza wtedy, gdy od przychodów z NFZ uzależnione są zarobki lekarzy.

Finanse to jednak niejedyny powód, dla którego pacjenci leżą niepotrzebnie na oddziałach. Winny jest również utrudniony dostęp do usług medycznych. – Na tomografię można czekać kilka miesięcy, ale w szpitalu zostanie zrobiona w kilka dni – mówi Janiszewski.

Ekspert od rynku zdrowia Adam Kozierkiewicz uważa, że te nadużycia są trudne do wyeliminowania. – Lekarz dość łatwo udowodni, że hospitalizacja jest niezbędna – mówi. Problem mogłyby rozwiązać szczegółowe kontrole. Takie, jakie przeprowadzają na przykład ubezpieczyciele amerykańscy. W Polsce to jednak – zdaniem eksperta – niemożliwe. – Trzeba by rozbudować administrację NFZ, a to kosztowna decyzja – uważa.