W stacjach pogotowia zwiększa się liczba karetek typu podstawowego (P), w których skład wchodzą ratownicy i pielęgniarki. Nie ma w nich lekarza. Ci są jedynie w karetkach specjalistycznych (typu S).

– Ratownicy często są wzywani do osób, które zachowują się w sposób agresywny. Problem w tym, że nie mogą stosować przymusu bezpośredniego – mówi Elżbieta Sochanowska, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie.

W konsekwencji interwencję podejmują często policjanci, którzy nie są przeszkoleni, jak postępować na przykład z osobami chorymi psychicznie. Stosowane przez nich środki przymusu bezpośredniego mogą być nieskuteczne lub wręcz niebezpieczne dla takich osób.

Uprawnienia do stosowania przymusu bezpośredniego (w sposób bezpieczny dla pacjenta) mają jedynie lekarze, a w szczególnych przypadkach także pielęgniarki zatrudnione w szpitalach psychiatrycznych lub w domach pomocy społecznej.

– Zdarza się więc, że do pacjenta z zaburzeniami psychicznymi jadą w efekcie dwie karetki. Jedna z ratownikiem, a później z lekarzem, bo tylko on może się zająć taką osobą – dodaje Elżbieta Sochanowska.