U trata pieniędzy z funduszy strukturalnych, czy też przykręcenie Polsce kurka z nimi, byłaby złą wieścią. Nie ma co się czarować: to nie postulowany przez Unię rozwój nowych technologii lub odnawialnych źródeł energii pozostanie dla naszego kraju motorem rozwoju. Przez długie lata będzie nim to, na co szła olbrzymia część unijnych dotacji: wyrwanie Polski z infrastrukturalnej zapaści.

Dlatego bardzo dobrze, że nasz rząd buduje koalicję sprzeciwu wobec zmiany budżetowych priorytetów UE. Jednocześnie trzeba sobie zdawać sprawę, że wspólnie z naszymi ewentualnymi koalicjantami przyczynimy się do utrwalenia nowego podziału w Unii. Państwa najbogatsze nie chcą już dotować naszych dróg czy kolei. Jeżeli już, co czynią coraz mniej chętnie, mają zrzucać się do wspólnego worka, to wolą za te pieniądze wzmocnić pozycję Unii w technologicznym wyścigu.

Czy jest wyjście z tego pata? Prawdopodobnie jak zawsze skończy się na kompromisie, a to każe zakładać, że jakieś straty dla Polski będą. I w najbliższych misiącach trzeba się postarać, by je wraz z potencjalnymi sojusznikami zminimalizować. Trzeba znaleźć rozwiązanie, które nie zahamowałoby naszego rozwoju, a z drugiej strony – przynajmniej w części zaspokoiło technologiczne apetyty Unii.