Chociaż od ponad roku firmy mogą przyjmować u siebie na praktykę bezrobotnych w ramach tzw. przygotowania zawodowego dorosłych, to jak sprawdziliśmy, dla wielu przedsiębiorców to rozwiązanie jest zupełną nowością.

– Gdybym o tym wiedziała, to niewykluczone, że zdecydowałabym się na praktykanta z pośredniaka – mówi Jolanta Widok, właścicielka zakładu cukierniczego z Rybnika.

W praktyce okazuje się jednak, że te firmy, które interesowały się w urzędach pracy darmowymi praktykantami, często rezygnowały z nich. Nie dlatego, że nie poradziły sobie z ich szkoleniem, ale dlatego, że przygotowanie ewentualnego pracownika do zawodu nakłada na firmę wiele dodatkowych obowiązków. Pracodawcy muszą opracować tzw. plan szkolenia praktykanta. Na firmie spoczywa także obowiązek przygotowania planu egzaminu końcowego zdawanego przez bezrobotnego. Jeśli praktykant go zda, firma otrzyma 400 zł za każdy miesiąc, w którym odbywał u niej praktykę.

– Opracowanie planu szkolenia zniechęca firmy do ubiegania się o praktykanta – mówi Małgorzata Popielarczyk, właścicielka firmy sprzątającej Marcus z Warszawy.

Brak zainteresowania firm taką formą szkolenia osób bezrobotnych potwierdza również Iwona Trzcińska, kierownik Działu Rynku Pracy Urzędu Pracy m.st. Warszawy. Jej zdaniem oczekują one, że to urząd pracy opracuje plan szkoleniowy.

– Nie jest to możliwe, bo tzw. ustawa zatrudnieniowa mówi jednoznacznie, że ten obowiązek należy do pracodawcy – dodaje.

W trakcie przygotowania osoba odbywająca praktykę otrzymuje co miesiąc stypendium w kwocie odpowiadającej zasiłkowi dla bezrobotnych. Wyższe stypendium (120 proc. zasiłku dla bezrobotnych) otrzymują ci, którzy mają m.in. wykształcenie gimnazjalne lub niższe albo ukończyli 50 lat.