– W 2010 roku reforma emerytur pomostowych przyniesie prawie 2 mld zł oszczędności – szacuje Michał Boni, minister w kancelarii premiera.

Tłumaczy, że ten szacunek to wynik porównania tych, którzy już nie przechodzą na wcześniejsze emerytury, z tymi, którzy wedle starego systemu wciąż by na nie przechodzili, gdyby rząd nie wprowadził w styczniu 2009 r. ograniczeń w ich przyznawaniu. To właśnie wtedy przestała obowiązywać większość przywilejów. Osoby pracujące w tzw. szkodliwych warunkach mogą wprawdzie odchodzić na emerytury pomostowe, ale ich liczba została zmniejszona o około 800 tys. Rząd wygasił też tzw. wcześniejsze emerytury pracownicze – dla 55-letnich kobiet z 30-letnim stażem i 60-letnich mężczyzn z 35 latami stażu. Warunki korzystania z tych emerytur były bardzo liberalne i Polacy masowo odchodzili wcześnie z rynku pracy. W 2008 roku kobiety miały średnio 56 lat, a mężczyźni nieco ponad 60.

Słowa Michała Boniego potwierdzają dane ZUS. Jak pisaliśmy na początku lutego, w grudniu 2009 r. padł emerytalny rekord. Po raz pierwszy od 20 lat zmalała liczba osób otrzymujących z zakładu emerytury. Z najnowszych danych ZUS wynika, że ten trend się utrzymuje. W styczniu znów zmalała liczba emerytów. W listopadzie było ich 5,006 mln, w grudniu 5,005 mln, a w styczniu 5,003 mln. Choć spadek jest niewielki, oznacza jednak – zwłaszcza że w wiek emerytalny wchodzą roczniki urodzone w powojennym wyżu demograficznym – rewolucyjną zmianę. Dotychczas emerytów stale przybywało. Na przykład w ciągu trzech ostatnich lat ich liczba zwiększyła się o 0,5 mln.

– Zahamowaliśmy wreszcie proces dezaktywizacji osób mających ponad 50 lat. Potrzebne są jednak mocne działania promujące zatrudnienie osób 50+ na rynku pracy – mówi Agnieszka Chłoń-Domińczak z SGH.

Eksperci wskazują też, że wygaszenie przywilejów oddala konieczność podnoszenia składek lub podatków, aby sfinansować świadczenia.