Niezgodnie z prawem obsadzonych jest 300 z 1700 wyższych stanowisk w administracji rządowej. W konkursach wygrywają najczęściej osoby, które wcześniej zajmowały dane stanowisko. Ustawa o służbie cywilnej nie przewiduje sankcji za naruszanie przepisów o sposobie zatrudniania.
Publikacja: 24 marca 2010, 03:00 Aktualizacja: 24 marca 2010, 08:21
Zgodnie z ustawą o służbie cywilnej otwarty i konkurencyjny nabór na tzw. wyższe stanowisko powinien być przeprowadzony niezwłocznie po tym, jak pojawia się na nim wakat. Jednak większość urzędów zwleka z ogłaszaniem konkursów na dyrektorów generalnych, departamentów czy kierowników. Mimo że od roku obowiązuje już nowa ustawa o służbie cywilnej, zorganizowały ich tylko 413. Ciągle nieobsadzone jest prawie 300 stanowisk. Funkcje z nimi związane wykonują tzw. osoby w zastępstwie.
Od sierpnia dyrektora generalnego w Ministerstwie Finansów zastępuje dyrektor Departamentu Polityki Regionalnej i Rolnictwa. Podobnie jest w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Ponadto trzema z 37 departamentów w MF kierują tzw. osoby w zastępstwie, a Ministerstwo Sportu nie może ciągle przeprowadzić naboru na dyrektorów dwóch departamentów: infrastruktury sportowej i sportu powszechnego. Tam też kierują nimi tzw. zastępcy.
Dagmir Długosz, dyrektor Departamentu Służby Cywilnej w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, podkreśla, że zgodnie z ustawą nie ma możliwości zajmowania wyższego stanowiska w zastępstwie. Jeśli na stanowisko pojawia się wakat, to nie powinno być ono obsadzone do czasu zakończenia naboru. Tak się jednak nie dzieje. Eksperci wskazują, że jest to m.in. konsekwencją tego, że ustawa o SC nie przewiduje żadnych sankcji za nieprzestrzeganie prawa.
1: ASkier z IP: 84.205.4.* (2010-03-24 07:38)
Ale to samo się dzieje na szczeblu smorządowym pracują tylko osoby z poparciem politycznym. Nie ma co się dziwić, ryba psuje się od głowy.
2: BUCHU z IP: 81.190.160.* (2010-03-24 07:46)
Nie zawsze większe kwalifikacje są najważniejsze.
Lepiej mieć troszkę podkreślam troszkę gorszego pracownika pod względem merytorycznym z czasem i tak nabierze odpowiedniego doświadczenia i pewnych rzeczy się nauczy, ale żebym miał do niego zaufanie to też jest ważne kryterium w wyborze pracownika.
3: KOmentator z IP: 195.26.24.* (2010-03-24 08:03)
To nie ministra trzeba zmusić, tylko dyrektora generalnego.
Chociaż wiadomo, że oni wszyscy są z nadania politycznego i nie mają jaj.
4: ed z IP: 84.10.177.* (2010-03-24 08:18)
I znowu BMW - przecież nikt w to nie wątpi, że nie chodzi o zatrudnienie fachowca, he he
5: POlaka z IP: 89.74.191.* (2010-03-24 09:05)
A to Polska właśnie...
6: mifin@wp.pl z IP: 194.153.119.* (2010-03-24 09:11)
Dyletanccy czy Dyspozycyjni Dziennikarze?
Tzw. władza wciąż opowiada na ten temat bajdy nie z tej ziemi, a ciemny lud to kupuje. Ciemny w sensie, że nigdy bezpośrednio z tematem się nie zetknął, to i opiera swą wiedzę na tym, co tam jakich "członek" czy inne idywiduum bredzi.
Nikt, kto miał styczność z tym obszarem tzw. konkurencyjnego obsadzania stanowisk nie ma wątpiwości, że jest to przekręt na miarę ustroju państwa.
Tylko dlaczego biorą w tym udział dziennikarze wciąż lansując tezy przedstawiane prawie wyłącznie przez tych, którzy za ten stan rzeczy są odpowiedzialni?
Dlaczego ci - niewątpiwie profesjonaliści dziennikarscy - w jakiś przedziwny sposób pomijają informacje o choćby dziesiątkach spraw sądowych na tym tle, wyrokach - w tym i Sądu Najwyższego - w których urzędnicy wysokich szczebli oceniani są nierzadko jako osoby łamiące prawo? Przyczyną milczenia mediów na ten temat z pewnością nie jest brak wiedzy. Co więc to jest?
Dyspozycyjność? Czy może zwykła flejtuchostwo? A może umysły nie są w stanie zrozumieć mechanizmów zawłaszczania państwa?
Dlaczego z uporem maniaka pomijane są wieloletnie wysiłki i próby zmian przepisów o procedurach w administracji rządowej i samorządowej w tym - nazwijmy to umownie - konkurencyjnym kleceniu kadry urzędniczej?
Podstawową zasadą dziennikarską jest sieganie do wielu źródeł informacji. W tym wypadku generalnie mam wciąż tę samą śpiewkę: nie jest źle, ale poprawiamy, poprawiamy, poprawiamy...
I poprawiają. Żeby się przypadkiem żaden "obcy" nie przemknąl. A jak już się takie nieszczęście zdarzy, to się po prostu łamie prawo i po krzyku.
Wyroki sądowe i zasądzone odszkodowania i tak zapłaci podatnik, a urzędnik ma to, co zamierzał.
Gdzie w takich wypadkach podziewają się ci zatroskani dziennikarze?
7: tak zwany urzędnik mianowany z IP: 77.91.25.* (2010-03-24 09:38)
Bardzo dobry artykuł naruszający tabu, korporacyjność urzędników służby cywilnej. Śląski Urząd Wojewódzki staje się oazą bezprawia, kuriozalny wybór dyrektora generalnego oraz układ towarzyski przy wyborze osób na wyższe stanowiska urzędnicze. Czekamy na rozwinięcie tematu i przedstawienie roli p. Długosza w destabilizacji systemu służby cywilnej. Podobno bardzo ciekawie w sprawie wypowiadają się związki zawodowe
8: skarbowiec z IP: 77.91.25.* (2010-03-24 09:57)
proszę zapytać Długosza kto był autorem zapisów ustawy. Wypowiedzi tej osoby ubliżają nam urzędnikom.
9: mifin@wp.pl z IP: 194.153.119.* (2010-03-24 10:19)
To "atabu" wywlekane jest od dawna, tylko jakoś dotąd nie było o tym słychać w tzw. mediach opiniotwórczych. Czemu?
Choćby teksty typu:
"Sąd nad Rządem czy Rząd nad Sądem" -
http://www.kontrateksty.pl/index.php?action=show&type=news&newsgroup=3&id=3330
10: aaa z IP: 193.111.236.* (2010-03-24 12:01)
poparcie polityczne zawsz bylo jest i bedzie ... bez tego nie ma szans nawet na stanowisko sprzataczki - wszedzie musie byc swoj czlowiek - bierny mierny ale wierny... polska rzeczywistosc , ciagle rodem z prl-u
Czy pracodawca musi osobiście dostarczyć do ZUS zaświadczenie o przychodzie

Szpitale przestaną pokrywać koszty pobytu pacjentów, którzy nie wymagają leczenia, lecz jedynie całodobowej opieki.