"To okropne i przerażające, aby tego typu naciski miały miejsce w demokratycznym kraju" - mówi oburzony przedstawiciel związku zawodowego islandzkich mechaników lotnictwa Gudjon Valdimarsson.

164 mechaników Icelandair rozpoczęło strajk o godz. 2 nad ranem w poniedziałek. Sprzeciwiają się zbyt niskim płacom. Tego samego dnia późnym popołudniem parlament przyjął w trybie pilnym ustawę zabraniającą im strajku do 30 listopada, aby uniknąć następstw finansowych.

W 63-osobowym parlamencie za przyjęciem ustawy było 38 parlamentarzystów, przeciw 2, a 8 wstrzymało się od głosu.

"Ten parlamentarny zakaz to wstyd dla rządu. Uważam tę ustawę za przestrogę dla całej klasy pracującej kraju, w strasznej sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy" - przekonuje Valdimarsson.

Gospodarka Islandii załamała się po upadku w październiku 2008 roku, w wyniku światowego kryzysu finansowego, jej dobrze prosperujących kiedyś banków. Spowodowało to wzrost bezrobocia i spadek wartości korony, co zrujnowało wielu obywateli.