Dwa lata temu Provident ogłosił nabór konsultantów. Ogłaszał się wyjątkowo – bo szukał najchętniej tych po pięćdziesiątce. Starsi mieli się lepiej sprawdzać w pracy z klientami w podobnym wieku i skuteczniej przekonywać ich do wzięcia pożyczki. Jednak efekt akcji był mizerny. Na ponad 2400 pracowników firma zatrudnia dzisiaj tylko 130 osób po pięćdziesiątce.

Niewiele lepsze są statystyki w skali całego kraju. Z danych GUS wynika, że w trzecim kwartale 2009 r. aktywnych zawodowo było niespełna 1,6 mln osób w wieku 55 – 64 lat. Z miesiąca na miesiąc jest lepiej, ale Polska wciąż jest w ogonie Europy. Eksperci mówią wprost: jeśli nie skończymy z praktyką eliminowania osób starszych z rynku pracy, systemowi ubezpieczeń społecznych grozi zapaść.

Koniec mitu emeryta

Sytuacja poprawia się, bo zmienia się struktura grupy wiekowej 50+. Mit „prawie emeryta”, który nie zna obsługi komputera, ma kłopoty ze zdrowiem i tylko patrzy, jak czmychnąć na zwolnienie lekarskie, odchodzi w przeszłość. Teraz pół wieku kończą ludzie, którzy w 1989 r. dopiero tak naprawdę wchodzili na rynek pracy. Są dobrze wykształceni, mają za sobą doświadczenie dwudziestu lat pracy w rozwijającej się Polsce. Nic dziwnego, że z najnowszych badań PBS DGA wynika, że zdecydowana większość pracodawców widzi korzyści z zatrudniania pięćdziesięciolatków. Ich zdaniem biją oni na głowę młodych wilczków doświadczeniem, przywiązaniem do firmy i dyspozycyjnością. – Taka osoba nie ma zobowiązań rodzinnych – podkreśla szef jednej z firm uczestniczących w badaniu. – Mają też dar integrowania zespołu i łagodzenia konfliktów – mówi Małgorzata Domaszewicz z Providenta.

Starsi nie wierzą w siebie

Mimo to aktywizacja zawodowa ludzi po pięćdziesiątce przebiega bardzo opornie. – Podstawowym problemem jest niska aktywność osób poszukujących pracy i ich niewielka wiara w siebie – mówi Magdalena Janczewska, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich. Z badań PBS wynika, że tylko 6 proc. bezrobotnych pięćdziesięciolatków aktywnie szuka zajęcia. Nie bez winy są tu jednak również pracodawcy. Wielu ankietowanych przyznawało, że szukając pracy, już na etapie rozmowy telefonicznej padało pytanie o wiek i odmowa.

Pracodawcy oficjalnie twierdzą, że nie widzą barier w zatrudnianiu osób starszych. Ale jednocześnie uzależniają je od ulg na zatrudnianie starszych, doświadczonych pracowników, zwolnień ze składek na Fundusz Pracy i Fudusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, a przede wszystkim skrócenia okresu ochronnego przed emeryturą. Dziś pracownika, któremu do emerytury zostały tylko cztery lata, można zwolnić praktycznie tylko dyscyplinarnie. Pracodawcy skarżą się, że zatrudnianie takiego pracownika to dla nich za duże ryzyko. Chcą, by okres ochronny dla osób przed emeryturą trwał tylko dwa lata. Ale status quo twardo bronią związki zawodowe. – O zmianach nie ma dziś mowy – mówi stanowczo Marta Pióro z NSZZ „S”. Jak najwyższy poziom zatrudnienia osób w wieku powyżej 50 lat to wymierny zysk państwa. Tylko powrót do pracy 800 tys. osób w wieku od 55 do 64 lat według wyliczeń rządu przyniósłby 16 mld zł wpływów podatkowych do budżetu. A na tym nie koniec plusów. Kolejne 16 mld państwo zaoszczędziłoby na wpłatach do systemu ubezpieczeń społecznych, który wypłacałby znacznie mniej świadczeń.

dziennik.pl