W Polsce największym problemem uczelni jest ogromna liczba studentów studiów niestacjonarnych - uważa ekspert ds. szkolnictwa wyższego Jerzy Thieme. Jego zdaniem, to decyduje o niskiej jakości polskich szkół wyższych.
Publikacja: 19 lutego 2010, 14:49 Aktualizacja: 19 lutego 2010, 14:52
W piątek odbyła się debata o przyszłości szkolnictwa wyższego, którą zorganizował Instytut Lecha Wałęsy w Warszawie.
"W Polsce jest więcej studentów studiów niestacjonarnych (zaocznych i wieczorowych) niż studentów studiów stacjonarnych. Takiej sytuacji nie ma nigdzie na świecie" - powiedział Thieme przedstawiając strategię rozwoju polskich uczelni do 2020 r., którą przygotowało konsorcjum Ernst & Young i Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową na zlecenie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
Jak tłumaczył, fakt, że z wszystkich studiujących (ok. 1,9 mln osób) więcej niż połowa to studenci zaoczni i wieczorowi decyduje o niskiej jakości kształcenia. "To wywołuje szaleństwo weekendowego studiowania: więcej studentów na jednego profesora, 20 godzin nauki pod rząd raz na dwa tygodnie, czyli mniej czasu, bardziej skomasowane studia" - wymieniał Thieme.
"Wiąże się to oczywiście z wielozatrudnieniem nauczycieli akademickich, którzy z tego powodu uczą słabo (...). To jakaś patologia, by jakiś profesor etyki uczył na 13 uczelniach" - dodał ekspert.
Za "niepokojącą informację" Thieme uznał także fakt, że na kierunku takim jak pedagogika na jednego profesora przypada ok. 600 studentów, a na kierunkach takich jak np. prawo czy ekonomia ok. 300. "Jak taki profesor ma uczyć dobrze?" - pytał retorycznie Thieme.
W debacie głos zabrał także prezes Fundacji Rektorów Polskich prof. Jerzy Woźnicki, który zwrócił uwagę, że środowisko akademickie zgadza się z diagnozą, że polskie szkolnictwo wyższe wymaga głębokich reform. "W naszej strategii, sygnowanej m.in. przez KRASP (Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich - PAP), sami oceniamy, że stan szkolnictwa jest niesatysfakcjonujący" - mówił.
Woźnicki zastrzegł jednak, że winę za ten stan nie ponoszą władze polskich uczelni, ale fakt, że po 1989 r. młodzi Polacy masowo rozpoczynali naukę na studiach wyższych. "Ale najbliższa dekada powinna być już dekadą nauki. Niż demograficzny, czyli fakt, że będzie coraz mniej osób w wieku 19-24 lat jest dla nas kolosalną szansą" - ocenił tłumacząc, że w związku z niżem coraz więcej pieniędzy z budżetu państwa będzie przypadało na jednego studenta.
1: A o czym to świadczy?? z IP: 89.78.51.* (2010-02-19 15:03)
1. O niedofinansowaniu edukacji.
2. O pazerności uczelnii.
2: Studentka UŁ z IP: 85.89.185.* (2010-02-19 20:12)
Kurcze, nie zgadzam się z tym. Ja studiuję zaocznie. Mam tych samych wykładowców - co ludzie na dziennych, zazwyczaj nawet egzaminy są takie same... A wymagania wyższe, nie ma możliwości poprawiania się na konsultacjach po 10 razy... Nie ma możliwości chodzenia na każde konsultacje - jak to mają znajomi z dziennych. Mamy mniej czasu na naukę, a te same wymagania... Nikt nikomu nie popuści... Dziekanaty czynne od święta, albo w tygodniu z pracy trzeba się zwolnić. Tak samo z wpisami. 10 godzin zegarowych dziennie, każdy - bez wyjątku weekend na Uczelni. I to pilnują tego jak w podstawówce - obecności to fundament. Miałam 3 na jednym przedmiocie - gdzie dopuszczalna jest 1na, ale to było nieuniknione, gdyż miałam bliską osobę w szpitalu... I już mi zagrożono komisem. Nieważne czemu nie byłam. Sprawa oparła się o Dziekana. Przyjęto 120 os. na rok - o 20 więcej niż planowano. Na 2 roku zostało z nas 58 osób, Ci którzy nie utrzymują poziomu bardzo szybko odpadają.
3: Coll z IP: 94.254.245.* (2010-02-19 21:26)
Studentko UŁ niestety nie masz racji. Prawda jest taka, że studiując zaocznie masz okrojony materiał niż studenci dzienni, dlatego oni mają więcej nauki. Ty po prostu masz wszystko w pod rząd. Sprawdź w sylabusach.
4: Karramba z IP: 85.222.87.* (2010-02-19 21:30)
@2
Jakie konsultacje ? Jest 1. termin, poprawka i warunek. Konsultować to można temat pracy magisterskiej i jej strukturę.
Co do wypowiedzi prof. Woźnickiego, nie wiem czy bardziej śmieszna czy żenująca. Stan polskiego szkolnictwa wyższego to rezultat AUTONOMII uczelni, czyli po naszemu "róbta, co chceta, ale kasujta młodych równo, by dać im na końcu dyplom a la g..wno". Nic dodać, nic ująć
5: kokos z IP: 77.253.43.* (2010-02-19 21:46)
Coll, nie wiem skad ci sie wzial ten okrojony material na zaocznych,material jest taki sam jak na dziennych,tylko wylozony w mniejszej ilosci ze wzgledu na ograniczona ilosc godz,reszte trzeba samemu opanowac. Dzienni maja wiecej nauki??? nie osmieszaj sie...moze i sa trochu wieksze wymagania i to nie zawsze,ale i student dzienny ma wiecej czasu wolnego na opanowanie tego. a takie brednie co opowiadasz sa wyssane z palca...
6: ja z IP: 83.14.115.* (2010-02-19 22:00)
Ktoś kto uważa , że studenci niestacjonarni są gorsi od dziennych jest po prostu idiotą! To właśnie na studiach dziennych studenci mają więcej wolnego czasu który nie zawsze jest dobrze spożytkowany a studenci niestacjonarni pracują bo nie wszystkich stać na studia dzienne poza tym w większości mają większe doświadczenie zawodowe niż studenci dzienni, uczą się bo chcą być kimś niestety po ukończeniu studiów dochodzą do przykrego wniosku, że w naszym kraju studia ***** znaczą i szkoda tylko pieniędzy i wysiłku, który się w nie włożyło przykre , ale prawdziwe...wiem to z autopsji mam tytuł magistra i co z tego nic się w moim życiu nie zmieniło prócz długów w które popadłam dzięki studiom... pozdrawiam panów dziennikarzy, którzy nie mają pojęcia co piszą!
7: Janka z IP: 79.187.180.* (2010-02-19 22:04)
Moim zdaniem to Polacy mogliby się nauczyć tylko pisać i czytać na swoje potrzeby, po co studiować? Bedziemy narodem parobów do bogatszych krajów, a i w Polsce się juz tak robi. Jeszcze jestem w stanie zrozumieć prywatnych przedsiębiorców bo takim nie wykształconym można mniej zapłacić, ale w urzedach administracji samorzadowej tez Ci ze średnim i to nie raz bez matury zajmują kierownicze stanowiska. Kraj idzie na psy. Sama robiłam studia zaoczne i ciężko na nie pracowałam a w nocy się uczyłam. Moze decydenci takiego stanu rzeczy będa rozliczeni przy wyborach?
8: ArnoldUPR z IP: 87.105.100.* (2010-02-19 22:18)
wystarczy wprowadzic platne studia dla wszystkich a poziom sam sie podniesie - pojda ci ktoprzy rzeczywiscie chca. z jakiej racji z moichj podatkow mam komus finansowac studia jesli sam nie moge z nich skorzystac i musze i tak placic za nauke?
9: zofia z IP: 83.142.202.* (2010-02-19 22:38)
Wiem,że ci zaoczni nie daliby rady na studiach dziennych, na których jest więcej materiału wymaganego do przyswojenia.W większości na studiach zaocznych płatnych są ludzie mający aspiracje zostać magistrem i nimi zostają, bo tak chcą rodzice. Nie idzie to w parze z wiedzą i się kompromitują. To wychodzi po prostu w praniu. Za pieniążki te studia nie mają wartości. Ktoś kończący technikum czy liceum 30 lat i więcej temu ma więcej wiadomości, niż ci z mgr w tytule.Przykre to,ale prawdziwe.
10: natalia z IP: 83.142.202.* (2010-02-19 22:54)
A po co tyle ludzi na studiach? Chyba chodzi o wykształciuchów, by ich było więcej. Magistrami będą i już są szwaczki, prasowaczki itd., itp. Czy nie lepiej by było, gdyby uczyć się konkretnego zawodu i umieć coś własnymi rączkami zrobić?

Przyspieszają prace nad zmianami w systemie emerytalnym. Projekt w wersji rządowej koncentruje się tylko na zapisach podnoszących wiek. Zmienione zostały inne, które mogły budzić dodatkowe kontrowersje.