zaloguj się do e-DGP

Osiem lat na habilitację

skomentuj

Rząd planuje, że na stanowisku adiunkta będzie można być zatrudnionym do ośmiu lat. Jeśli w tym czasie nauczyciel akademicki nie zdobędzie habilitacji, zostanie zwolniony.

Publikacja: 14 stycznia 2010, 03:00 Aktualizacja: 14 stycznia 2010, 09:01

Profesor Stefan Jackowski z Uniwersytetu Warszawskiego wyjaśnia ponadto, że brak habilitacji nie musi oznaczać zwolnienia. Uczelnia bowiem może zatrudnić taką osobę na innym stanowisku, np. starszego wykładowcy. Dodaje, że obecnie adiunktem można być i przez 30 lat, co prowadzi do patologii. Czas przeznaczony na badania w wyniku obniżenia wymiaru godzin dydaktycznych jest bowiem wykorzystywany na pracę poza uczelnią.

Profesor Andrzej Jajszczyk z Akademii Górniczo-Hutniczej uważa jednak, że ten element reformy należy dobrze przemyśleć, aby skutecznie nie zniechęcić młodych ludzi do podejmowania kariery naukowej. Jego zdaniem tak jak na amerykańskich uczelniach o zatrudnieniu powinien decydować dorobek naukowy. Tam można uzyskać tzw. tenure (stanowisko profesorskie) już kilka lat po doktoracie.

Obecnie to statut uczelni określa, w jakim czasie należy uzyskać habilitację. Na UAM od kilku lat na stanowiskach adiunktów osoby są zatrudniane na dziesięcioletnich kontraktach, z warunkiem ukończenia w tym czasie habilitacji. Z kolei na Uniwersytecie Warszawskim czy Opolskim habilitować można się maksymalnie w ciągu 12 lat.

Komentarze: 13

  • 1: sapiens z IP: 83.13.222.* (2010-01-14 08:54)

    A moze jeszcze uchwalić, ze mozna miec maksymalnie 30 lat do habilitacji, 1 psa, 1/2 kota, i 1 dziecko...???!!!

  • 2: Enon z IP: 87.206.25.* (2010-01-14 10:49)

    Klauzula 8 lat na zrobienie habilitacji obowiązuje w PAN od kilkunastu lat. Co niestety zbyt często owocuje przepychaniem na siłę kiepskich "książek habilitacyjnych" i osób o wątpliwym dorobku lecz z silnymi wpływami w jednostce badawczej i CKK.
    Habilitacja powinna po prostu zostać zniesiona. Ocena pracowników co 2-3 lata jest wystarczająco efektywnym narzędziem pozwalającym na odsianie obiboków i osób nie ma mających predyspozycji do pracy naukowej.

  • 3: malgorzata.academicus z IP: 89.76.133.* (2010-01-14 12:46)

    "Wieczni adiunkci" to nie przyczyna, ale skutek wieloletnich nalecialosci systemu, w ktory wpisany jest brak kontroli/odpowiedzialnosci i tysiace podejmowanych NIEMERYORYCZNYCH i niekompetentnych (tez niestety nieetycznych) decyzji na poziomie uczelni. To od uporzadkowania tych spraw (patrz ostatnia diagnoza E&Y) nalezy rozpoczac. W dalszej kolejnosci nalezy ocenic pracownikow "samodzielnych", ich aktualne kompetencje i sposob kierowania zespolami - w koncu to oni maja dbac o rozwoj naukowy "niesamodzielnych" adiunktow. To ich poziom kompetencji (a dopiero w drugiej kolejnosci adiunktow) decyduje o programach i poziomie nauczania na danej uczelni. To ich w pierwszej kolejnosci nalezy "wymienic" na mlodszych/kompetentnych. Obecnie udzial procentowy zatrudnionych profesorow tytularnych w wieku emerytalnym (powyzej 70 lat) wynosi odpowiednio 30% na uczelniach i 48% w instytutach PAN i JBR-ach.

    Skad moje twierdzenie o niemerytorycznych decyzjach podejmowanych na poziomie uczelni? Podam tylko przyklad wypowiedzi w komisji sejmowej, prof. Tazbira, przewodniczacego CKdsSiTN (dla czytelnikow - komisja ta sprawuje m.in. funkcje kontrolne dotyczace sposobu nadawania stopni i tytulow naukowych).
    Wg prof. Tazbira: "Mniej więcej na 10 przejrzanych doktoratów od 4 do 7 doktoratów nie spełnia podstawowych wymagań" (zrodlo : Sejm RP, KENiM, 19-01-2005, Biuletyn nr 4104/IV).
    Prof Tazbir dramatycznie stwierdzil: "Nie bardzo sobie wyobrażam, w jakiej formie miałoby się dokonywać owo podwyższenie wymagań: czy poprzez apele do sumień recenzentów opiniujących prace doktorskie, do sumień rad wydziałowych, do sumień dziekanów?"

    Czy w tej sytuacji mozemy sie spodziewac, ze te same rady wydzialow podejmuja merytoryczne decyzje w sprawie nadania stopnia doktora habilitowanego lub rzetelnego przeprowadzenia oceny okresowej zatrudnionych pracownikow?

  • 4: malgorzata.academicus z IP: 89.76.133.* (2010-01-14 13:04)

    Cytowana w artykule opinia profesora Jajszczyka jest czescia stanowiska wypracowanego w ramach Forum Integracyjnego Academicus Poloniae dotyczacego ogloszonych w czerwcu 2009 r. ministerialnych zalozen do nowelizacji ustawy PSW z 2005 r.
    Z caloscia dwudziestronicowego dokumentu mozna zapoznac sie pod adresem:
    http://www.scribd.com/doc/17254352/UwagidoZalozen10072009FIAP
    Stosowny fragment jest na str. 16 gdzie mozna rowniez znalezc uzasadnienie, dlaczego uwazamy ustawowe ograniczenie zatrudnienia adiunktow do okresu 8 lat za NIEFORTUNNE na OBECNYM etapie reform.

  • 5: Andrzej z IP: 149.156.151.* (2010-01-14 14:40)

    Habilitacja to twór nieznany na uczelniach o światowej randze. Czemu ma służyć w Polsce? Chyba utrwalić naszą pozycję w światowym ogonie.

  • 6: malgorzata.academicus z IP: 89.76.133.* (2010-01-14 16:10)

    Co do meritum zgadzam sie z Andrzejem. Glownym problemem jest jednak nie sam fakt istnienia lub nie stopnia doktora habilitowanego w polskim systemie lecz brak jakichkolwiek dzialajacych mechanizmow zapewniajacych merytoryczne procedury oceny i awansu zgodnych ze standardami swiatowymi. Prof. Tazbir twierdzil na tej samej komisji sejmowej, ze takim "zabezpieczeniem" jest w polskim systemie wlasnie habilitacja i centralna komisja, ktorej przewodniczyl.

    Osobiscie widze w takim postawieniu sprawy wewnetrzna sprzecznosc. To wlasnie ten system nadal "samodzielnym" pracownikom administracyjne dokumenty potwierdzajace posiadanie "dozywotnich komeptencji", praktycznie nigdy pozniej nie weryfikowanych. W koncu to ich podsiadacze sa promotorami, recenzentami, czlonkami wladz i organow samorzadowych decydujacych o przyznaniu lub nie stopnia doktora z podanym przez profesora Tazbira skutkiem.

    Osobiscie podejrzewam, ze statystyczna skala niekompetencji i przewagi prywatnych interesow nad merytorycznymi decyzjami musi byc olbrzymia, skoro przykladowo w obecnej kadencji CKdsSiTN polowa skladu sekcji nauk technicznych nie posiada jakiegokolwiek dorobku publikacyjnego zauwazonego i cytowanego przez kogokolwiek na swiecie (indeks Hirscha ponizej dwa). Taki jest efekt zle pojetej "demokracji akademickiej" - czynne prawo wyborcze maja wszyscy profesorowie tytularni!!!

    Niestety w ostatnich latach cala dyskusja skupila sie na formalnym istnieniu lub nie stopnia doktora habilitowanego zamiast dyskusji nad brakiem wlasciwych mechanizmow zabezpieczajacych merytorycznosc podejmowanych dezyzji przez wladze i organy samorzadowe polskich uczelni. Dotyczy to zwlaszcza uczelni teoretycznie najlepszych, bo to ich pozycja w swiecie (czwarta setka rankingu szanghajskiego) wyznacza standardy dla pozostalych jednostek.

  • 7: takaprawda z IP: 80.50.233.* (2010-01-14 23:36)

    W dziedzinach nie naukowych,np.prawo,administracja nie robi się żadnej kariery naukowej za granicą...Tak samo jak się nie pisze przedstępu do prac "doktorskich",które się nazywają PRACAMI MAGISTERSKIMI...

    To społecznie zbędne.

  • 8: obserwator z IP: 83.28.52.* (2010-01-15 00:47)

    Tym projektem "profesor" Kudrycka udowodniła, że brak jej nie tylko kompetencji, ale elementarnego rozsądku. Pracuję 8 lat jako adiunkt i właśnie kończę trzecią książkę. W tym czasie opublikowałem ok. 1.500 stron w recenzowanych czasopismach naukowych. Mówienie dziś, że na uczelniach siedzą "lenie" jest kuriozalne. "Lenie" garną się do polityki, w której - jak w żadnym innym zawodzie - nie trzeba mieć jakichkolwiek kwalifikacji. Pani minister od dwóch lat mówi o systemie punktowym przy habilitacji tylko nigdy
    nie powiedziała ile punktów trzeba uzbierać i jak punktowane będą wydawnictwa, w których wydaje się monografie. Więc jest to typowy "PR"
    charakterystyczny dla tego rządu - głośne hasła i slogany przy jednoczesnym braku konkretów. I Pani "profesor", minister Kudrycka bierze już trzeci rok pensje w kółko "goniąc króliczka".

  • 9: dr. hab. z IP: 83.28.52.* (2010-01-15 00:55)

    A jakiż dorobek ma Pani Profesor Kudrycka? Czy ktoś o niej słyszał cokolwiek zanim została ministrem? Prawdziwa naukowa "gwiazda" z Białegostoku...
    Podobno nie mówi w żadnym obcym języku... Prawdziwa awangarda nowych standardów...Żenada, że tacy ludzie zostają ministrami...Ale to Polska właśnie...

  • 10: docent z IP: 66.91.134.* (2010-01-15 08:48)

    "Autorzy raportu wskazują, że adiunkci są uzależnieni od swoich przełożonych, czyli profesorów, którzy utrudniają zdobycie habilitacji, dbając w ten sposób o własną pozycję."

    Wiekszość tych tytułów wielu zawdzięcza nadal systemowi komunistycznemu gdzie z silnymi wpływami PZPR zostali wniesieni na pedestał (np. komunistyczna łajza "prof" Joanna Senyszyn) . Tych ludzi trzeba wpierw "uwolnić" od pracy na uczelniach! Najtrudniejhsza operacja chirurgiczną jest odciecie dupy od stołka.

    "Profesorem nadzwyczajnym może zostać tylko doktor habilitowany. Habilitacja jest więc przepustką do kariery na uczelni."

    Jest ale nigdy nie powinna być.
    Kto ocenia kwalifilkacje "professorów" i jakie sa konsekwencje ich niekompetencji ? Podwyzża i przyśrubowanie dupy do stołka?

    Ograniczyć czas pracy profesorów na uczelniach do 10 lat, a potem na własna rekę, aby nie zasiedzieliu sie w stołkach.
    Udostepniać te pozycje młodym którzy potrzebuja nabycia doświadczenia zawodowego i życiowego.

    Uczelnie nie powinny byc przechowalniami starzejacych sie na nich palantów z tytulikami czekajacych na wiek emerytalny.

Twój komentarz
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Zapisz się na bezpłatny newsletter Gazety Prawnej

Sonda:

Czy prezydent powinien podpisać ustawy reformujące system emerytalny

Wyszukaj w Encyklopedii

Galerie zdjęć

Twarze Biznesu

Zapisz się na bezpłatny newsletter