Po dwóch miesiącach od momentu zaprzestania działalności przez pracodawcę podwładni będą mogli ubiegać się o zaliczki na poczet zaległych wynagrodzeń. Wypłaci je Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Wysokość zaliczki wypłacanej przez FGŚP nie będzie mogła przekraczać płacy minimalnej (1317 zł w 2010 roku). Tak wynika z ustawy o zmianie ustawy o ochronie roszczeń pracowniczych w razie niewypłacalności pracodawcy, która czeka na podpis prezydenta. Wejdzie w życie po upływie 14 dni od ogłoszenia.

Na ostatnim posiedzeniu Sejmu posłowie odrzucili poprawkę Senatu, zgodnie z którą maksymalna wysokość pomocy wypłacanej pracownikom porzucanych firm miała być równa przeciętnemu wynagrodzeniu za pracę (czyli obecnie 3113,86 zł). Oznacza to, że zaliczka na poczet zaległych wynagrodzeń nie przekroczy kwoty minimalnego wynagrodzenia za pracę. Posłowie poparli natomiast senacką poprawkę, która umożliwi ubieganie się o pomoc z FGŚP pracownikom firm porzuconych przez właścicieli jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów (ale nie wcześniej niż przed 1 października 2006 r.).

Zdaniem związków zawodowych zmiana przepisów jest konieczna, bo coraz częściej otrzymują one informacje od pracowników o porzuceniu działalności przez pracodawców i niewypłaceniu świadczeń pracowniczych. Podkreślają jednak, że nowela może niewiele zmienić.

– Pracownik będzie musiał czekać dwa miesiące, nie otrzymując pensji, aby dopiero zacząć procedurę ubiegania się o zaległe świadczenia z FGŚP – mówi Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ.

Dodatkowo będzie musiał m.in. określić rodzaj niezaspokojonych roszczeń pracowniczych i ich wysokość oraz uprawdopodobnić fakt wystąpienia niewypłacalności firmy lub udowodnić, że złożony został już wniosek o ogłoszenie jej upadłości. W rezultacie może się okazać, że podwładni mogą szybciej uzyskać zaległe wynagrodzenia na podstawie wszczęcia procedury upadłościowej.