■  Czy definitywnie zrezygnowała pani z przesunięcia wejścia w życie przepisów, które od 1 stycznia 2008 r. mają skrócić czas pracy lekarzy średnio do 48 godzin tygodniowo?

- Przepisy te wejdą w życie wraz z nowym rokiem. Podtrzymuję jednak opinię, że ustawa je wprowadzająca wymaga nowelizacji.

■  Kiedy to nastąpi?

- Trzeba to zrobić bardzo szybko i bez zbędnej zwłoki.

■  Jakie zmiany pani proponuje?

- Ustawa wprowadza generalną zasadę, że lekarzowi w każdej dobie należy się 11 godzin odpoczynku. To uniemożliwia pełnienia przez lekarzy 16- i 24-godzinnych dyżurów. Oprócz tego przepisy te są bardzo różnie interpretowane przez prawników, nie ma ich jednoznacznej wykładni. Doprecyzowania wymaga również sprawa dyżurów lekarzy rezydentów.

■  Jak więc znowelizować ustawę, żeby szpitale mogły pracować przez 24 godziny na dobę?

- W nowelizacji zaproponuję taką zmianę, aby system dyżurów, pracy i odpoczynku, przy respektowaniu przepisów unijnych, nie kolidował z ciągłością funkcjonowania placówki. Zliberalizujemy przepisy dotyczące rozliczania czasu odpoczynku lekarzy. Zamierzam też wydłużyć czas pracy stażystów i rezydentów do 56 i 52 godzin tygodniowo, zgodnie z prawem unijnym.

■  Sądzi pani, że lekarze będą chcieli pracować ponad unijny wymiar, czyli 48 godzin tygodniowo?

- W ustawie istnieje tzw. klauzula opt-out, dzięki której, za zgodą lekarzy, czas pracy może być wydłużony do 72 godzin tygodniowo. Taka zgoda zależy tylko od ich woli. Dyrektorzy szpitali muszą więc zaproponować im taką formę pracy i zatrudnienia, żeby, z jednej strony, zapewnić wystarczającą obsadę na szpitalnych oddziałach, a z drugiej, żeby nie łamać unijnego prawa.

■  Ale nie uda się to pani bez zgody lekarzy?

- To prawda. Dlatego chcę ich do tego przekonać.

■  A jeżeli nie będą podpisywać klauzuli opt-out?

- To dyrektorzy szpitali będą mieli bardzo duży problem. Na nich spoczywa obowiązek zapewnienia ciągłości opieki nad pacjentem. Dlatego będą musieli indywidualnie negocjować z lekarzami warunki ich zatrudnienia i wynagrodzenia. Dyrektorzy szpitali mogą im zaproponować kilka form zatrudnienia - np. zawieranie kontraktów całościowych lub tylko na pełnienie dyżurów medycznych. W niektórych placówkach możliwe jest wprowadzenie pracy zmianowej. Zdaję sobie sprawę, że części lekarzy i tak do tego dyrektorzy nie przekonają. Mam na myśli tych, którzy wchodzą w wiek przedemerytalny. Dla nich dużo bardziej atrakcyjna jest praca na etacie, bo mogą liczyć na przywileje pracownicze wynikające z kodeksu pracy.

■  Wprowadzenie tych rozwiązań jest możliwe, ale musi pani na nie znaleźć dodatkowe pieniądze?

- Zdaję sobie z tego sprawę. Wiem, że argumentem, którym mogę przekonywać lekarzy, aby wyrażali zgodę na dłuższą pracę, są pieniądze.

■  O jakiej kwocie pani mówi?

- Po I kwartale 2008 r. do szpitali trafi dodatkowo 1 mld zł. Te pieniądze są w NFZ, ale z powodów proceduralnych nie mogę z nich już teraz skorzystać. Muszę poczekać na zakończenie roku bilansowego.

■  Czy kwota ta daje szanse na przekonanie lekarzy do tego, żeby po 1 stycznia zgadzali się na pracę w dłuższym wymiarze?

- Niestety, nie jest to kwota, która pozwalałaby spełnić wszystkie oczekiwania lekarzy.

■  Jaka będzie cena ewentualnego porozumienia?

- Chodzi o niebagatelne kwoty. Mój poprzednik zaproponował zasilenie budżetu NFZ z części pieniędzy pochodzących ze składki wpłacanej obecnie na Fundusz Pracy. Chodziło o ponad 3,6 mld zł. Uważam jednak, że gdybyśmy przesunęli te pieniądze do NFZ, to pozbawilibyśmy pomocy bezrobotnych i jednocześnie zmniejszylibyśmy możliwość pozyskiwania środków europejskich.

■  Czyli nie będzie pani korzystać z tego projektu?

- Nie jest on ani dobry, ani sprawiedliwy. Cóż to za rozwiązanie, żeby zabierać biednemu i dołożyć temu trochę mniej ubogiemu. Albo decydujemy się na to, że wprowadzamy rozwiązania systemowe w ochronie zdrowia, nawet jeżeli to jest bolesne, albo nie robimy nic i tylko udajemy, że naprawiamy system.

■  No to gdzie znajdzie pani te dodatkowe pieniądze?

- Trzeba uszczelnić obecny system finansowania ochrony zdrowia. Nie chciałabym podnosić płac lekarzy w niezreformowanym systemie kosztem wzrostu np. składki zdrowotnej. Takie działanie jest pozbawione sensu.

■  Ale czy to przekona lekarzy. Ich głównym postulatem jest przecież ustalenie płacy minimalnej. Czy jest to realne?

- Uważam, że gwarancje minimalnego wynagrodzenia w momencie, gdy system wymaga gruntownej naprawy, paradoksalnie ograniczyłyby ich szanse na godziwe zarobki. Przecież już teraz w indywidualnych kontraktach dyrektor szpitala może dać lekarzowi dodatkowe pakiety socjalne, udział w zyskach itp. Upieranie się więc, że lekarz ma zarabiać określoną kwotę, jest powrotem do czasów, kiedy wszystkim należało się wszystko po równo. Ja tego nie akceptuję.

■  Zaproponuje pani lekarzom jakąś inną drogę dochodzenia do wyższych wynagrodzeń?

- Tak. Mam taką „mapę drogową”. Jeszcze w tym roku będziemy chcieli sprawdzić, czy obecne środki w systemie lecznictwa, po przeprowadzeniu niezbędnego uszczelnienia systemu, pozwolą realizować kolejne planowane przeze mnie punkty reformy. A jeżeli nie wystarczą, zaproponować inne źródła fiansowania.

■  Jakie inne projekty do końca tego roku skieruje pani do Sejmu?

- Będą to projekty ustaw, które dostosowują nasze prawo do prawa unijnego. Dotyczy to m.in. wykonywania zawodu przez farmaceutów, lekarzy dentystów. Zamierzam również zaproponować nowelizację ustawy o zawodzie lekarza, która dziś umożliwia lekarzom niepraktykującym dłużej niż pięć lat powrót do zawodu bez konieczności zdania egzaminu sprawdzającego.

■  Czy skorzysta pani z projektów przygotowanych przez ministra Religę?

- Zależy z których.

■  Z projektu ustawy o sieci szpitali?

- Nie.

■  A z projektu ustawy o koszyku świadczeń gwarantowanych?

- Nie widziałam jeszcze projektu takiej ustawy, ale na pewno skorzystam z efektów pracy, którą przy konstruowaniu koszyka wykonały setki ekspertów.

■  A co z projektem ustawy o wzroście składki zdrowotnej do 13 proc. w2012 roku?

- Powrócę do tego projektu tylko wówczas, kiedy będę miała pełną wiedzę na temat tego, jakie rodzaje podstawowych świadczeń powinny należeć się pacjentom w ramach powszechnego ubezpieczenia.

■  Czyli jednak najpierw musi być ustalony koszyk świadczeń?

- Tak, ale skupię się na wyodrębnieniu procedur niefinansowanych ze środków publicznych. Czyli przygotuję tzw. koszyk negatywny. Zakładam, że będzie on co roku zmieniany.

■  Czy wykorzysta pani projekt ustawy o ubezpieczeniu pielęgnacyjnym?

- Jeszcze nie. Pamiętajmy, że miałoby wejść w życie dopiero za kilka lat.

■  W resorcie jest też gotowy projekt ustawy o przekształcaniu szpitali w spółki prawa handlowego. Skorzysta pani z niego?

- Widziałam w czasie kampanii wyborczej projekt PiS-u, który przewidywał przekształcanie szpitali w spółki kapitałowe. Otóż PO zaproponuje zmianę formę własności szpitali, ale będą to spółki prawa handlowego z większościowym lub całkowitym udziałem samorządu terytorialnego.

■  Kiedy będzie gotowy projekt ustawy o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych?

- Myślę, że powstanie on w I połowie 2008 roku. Wiąże się on również z przygotowaniem harmonogramu decentralizacji NFZ. Planujemy, że już w 2010 roku Fundusz zostanie podzielony na kilka publicznych instytucji ubezpieczenia zdrowotnego.

Rozmawiała Dominika Sikora

EWA KOPACZ

pediatra, lekarz rodzinny, posłanka PO od 2001 roku. W Sejmie poprzedniej kadencji pełniła funkcję przewodniczącej Komisji Zdrowia.

OPINIA

JAROSŁAW KOZERA

prezes Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej

Jest jeszcze za wcześnie na ocenę działań minister zdrowia, ale nie przedstawiała ona jeszcze środowisku żadnych swoich pomysłów na reformę systemu lecznictwa. Obecnie skupia się na rozwiązaniu bieżących problemów związanych z dostosowaniem czasu pracy do wymogów unijnych. Obiecała, że w 2008 roku NFZ przekaże na podwyżki dla lekarzy ponad 1 mld zł. To nie jest jednak taka prosta sprawa, bo wymaga przede wszystkim zmiany planu finansowego NFZ, a to trwa. Mam wątpliwości, czy pieniądze te trafią do szpitali już w I kwartale. A jeżeli tak się nie stanie, to lekarze jeszcze bardziej zaostrzą swoje stanowisko.