Przewodniczący NSZZ "S" Janusz Śniadek wyjaśnił w rozmowie z PAP, że petycja dotyczy czterech głównych postulatów. Związkowcy domagają się ratowania polskiego przemysłu okrętowego; wdrażania polityki transportowej, gwarantującej istnienie spółek przewozowych; ochrony przed upadłością przemysłu zbrojeniowego oraz realizacji przez polski rząd "Globalnego Pakietu na rzecz Zatrudnienia".

Śniadek podkreślił, że w czerwcu br. polski rząd podpisał się pod tym dokumentem w Genewie. "Produktywne zatrudnienie oraz godna praca to jeden z priorytetów reakcji na kryzys, który przewiduje Pakiet Międzynarodowej Organizacji Pracy" - dodał. Zaznaczył, że protest ma na celu również obronę miejsc pracy w pojedynczych zakładach, do których zaliczył m.in. Zakłady Chemiczne w Policach.

Delegacje związków w resorcie gospodarki przyjął wiceminister Rafał Baniak, a w kancelarii premiera minister Michał Boni. Zapowiedział on, że 13 i 14 stycznia odbędą się spotkania stoczniowców z przedstawicielami rządu. Jak mówił szef "S", powołując się na Boniego, 6 stycznia w resorcie infrastruktury ma się odbyć spotkanie z kolejarzami, a jeszcze w grudniu planowane są rozmowy z przedstawicielami przemysłu zbrojeniowego.

Szef "S" zaznaczył, że jest wola rządu, by niektóre zakłady pracy mogły skorzystać ze środków Europejskiego Funduszu Globalizacji

Według Śniadka, rząd nie wyklucza nowelizacji ustawy kompensacyjnej, która umożliwiłaby wypłatę zasiłków dla bezrobotnych stoczniowców. Obecna ustawa uniemożliwia im przez najbliższy rok pobieranie takich zasiłków. Chodzi o tych stoczniowców z Gdyni i Szczecina, którzy skorzystali z programu zwolnień monitorowanych, otrzymali odprawy oraz zasiłki szkoleniowe. "Mamy świadomość, że to się sprowadzi do oszacowania możliwości sfinansowania z Funduszu Pracy tego przedsięwzięcia, a także będzie zależeć od woli politycznej i przegłosowania tego w parlamencie" - podkreślił.

Dodał, że uzyskał również zapewnienie Boniego, iż rząd będzie realizował projekty dotyczące części majątku stoczni Gdynia i Szczecin, łącznie z utworzeniem w Szczecinie specjalnej strefy ekonomicznej. "Ma być przygotowany projekt dwóch scenariuszy - bardziej szczegółowy dla Szczecina, łącznie ze specjalną strefą ekonomiczną dla tego obszaru, oraz trochę odmienny, ze względu na specyfikę miejsca i uwarunkowania, dla Gdyni" - wyjaśnił.

Szef "S" zaznaczył, że jest wola rządu, by niektóre zakłady pracy mogły skorzystać ze środków Europejskiego Funduszu Globalizacji. "W naszej ocenie niektóre branże spełniają kryteria, by wystąpić o środki do tego Funduszu. Wnioskodawcą może być wyłącznie rząd. Rząd złożył deklarację, że wszędzie tam, gdzie będą spełnione kryteria, ma wolę taki wniosek składać w Komisji Europejskiej" - podkreślił.

"Wierzymy, że rząd wywiąże się z tych deklaracji. Nieuzasadnione rozbudzanie takich nadziei byłoby grzechem ciężkim. Nie wyobrażam sobie, żeby nie zostały dotrzymane przynajmniej terminy spotkań, na których te sprawy mają być omawiane szczegółowo i z których - mamy nadzieję - wynikną konkretne fakty. Będzie udzielana ludziom pomoc i będzie rosło bezpieczeństwo pracowników" - podkreślił Śniadek.

"Jedyne, co może zadowolić stoczniowców, to reaktywacja przemysłu stoczniowego"

"Jedyne, co może zadowolić stoczniowców, to reaktywacja przemysłu stoczniowego. Rozwiązania socjalne mają charakter awaryjny i pomocowy. Chodzi nam o miejsca pracy, a przede wszystkim o istnienie przemysłu okrętowego" - dodał.

Z szacunków miejskiego Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego wynika, że w proteście brało udział ok. 3,5 tys. osób. Nad trasą przemarszu krążył policyjny śmigłowiec. Mimo kilku incydentów, manifestacja przebiegła spokojnie. Przed kancelarią premiera związkowcy podpalili kilka opon i obrzucali petardami policjantów ochraniających siedzibę rządu. Na miejsce przyjechała straż pożarna, która jednak nie musiała interweniować.

Jak powiedział PAP rzecznik Komendy Stołecznej Policji podinsp. Maciej Karczyński, dwóch funkcjonariuszy, w wyniku wybuchu petardy, ma lekkie poparzenia. Rzecznik KSP dodał, że wobec manifestujących, którzy złamali prawo, będą kierowane wnioski do sądu grodzkiego. Policja analizuje m.in. zapisy z kamer, które zarejestrowały przebieg manifestacji.