Spór ministrów, kolejki w przychodniach i dezorientacja wśród lekarzy – tak wygląda sytuacja w miesiąc po wprowadzeniu nowych zasad przyznawania matkom jednorazowego zasiłku z tytułu urodzenia dziecka.
Publikacja: 9 grudnia 2009, 08:32 Aktualizacja: 9 grudnia 2009, 08:35
Chaos jest tak wielki, że wiceminister pracy Marek Bucior poprosił resort zdrowia, by przesunąć termin pierwszej obowiązkowej wizyty ciężarnej u ginekologa, która uprawnia do becikowego. Teraz kobieta musi przedstawić zaświadczenie od lekarza, że była pod jego opieką od 10. tygodnia ciąży. W praktyce często jest to niewykonalne.
Nowe, obowiązujące od 1 listopada, przepisy wprowadzono po to, by zmobilizować ciężarne Polki do dbania o własne zdrowie. Nad rozporządzeniem pracowały dwa resorty: zdrowia i pracy. Szybko okazało się jednak, że każde z nich interpretuje przepisy inaczej. Ministerstwo Pracy uważa, że każda kobieta, która zgłosi się po becikowe po 1 listopada tego roku, powinna przedstawić zaświadczenie lekarskie. I to bez względu na to, kiedy urodziło się dziecko. Ministerstwo Zdrowia jest mniej rygorytstyczne i uważa, że zaświadczeń można wymagać jedynie od tych kobiet, które zaszły w ciążę najwcześniej na 10 tygodni przed 1 listopada. Przyznaje jednak, że ostateczna decyzja należy do resortu pracy.
Efekty nieporozumień między resortami już są. – Nie wydano mi becikowego, mimo że dziecko urodziło się w lipcu, jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów. Jednak panie w urzędzie żądały zaświadczenia od lekarza. Nie mam takiego papierka – opowiada Magdalena Kozioł, która 4 miesiące temu urodziła córkę. Kobieta nie zamierza rezygnować z dodatku za urodzenie dziecka i zapowiada, że złoży odwołanie od decyzji urzędników.
W identycznej sytuacji jest wiele matek. W listopadzie do ośrodka pomocy społecznej, który wypłaca becikowe, w Bochni w woj. małopolskim zgłosiła się kobieta, która urodziła dziecko w grudniu ubiegłego roku. Zasiłku nie mogła odebrać wcześniej, bo mieszkała za granicą. Zresztą wcale się nie spieszyła, bo zgodnie z przepisami ma na to cały rok. – Nie mogliśmy jej wydać pieniędzy, bo we wniosku brakło zaświadczenia od polskiego lekarza. A ona prowadziła przecież ciążę za granicą – tłumaczy Barbara Nowakowska, pracownik socjalny z tamtejszego miejskiego ośrodka pomocy społecznej.
Ale brak jasnej interpretacji to tylko jeden z wielu problemów. Wymaganych zaświadczeń nie chcą wypisywać lekarze ginekolodzy, bo to dla nich dodatkowy obowiązek. Z tego właśnie powodu Małgorzata Kotlęga z Ośrodka Pomocy Społecznej w Dębnicy Kaszubskiej na Pomorzu w ubiegłym miesiącu odrzuciła aż połowę z 11 wniosków o becikowe. – Kilka dni temu sama dzwoniłam do miejscowego ginekologa i próbowałam go przekonać, by jednak wystawiał te dokumenty – mówi urzędniczka.
Bywają też sytuacje, których twórcy przepisów nie mogli przewidzieć. Do urzędu na warszawskim Mokotowie zgłosiła się kobieta, która przyznała, że nie ma zaświadczenia i z pewnością go nie zdobędzie, bo jej ginekolog zmarł. – A w przychodni usłyszeliśmy, że nikt inny nie może wystawić tego dokumentu – mówi Monika Zylc z mokotowskiego urzędu dzielnicowego.
W nowych przepisach zapomniano również o tym, że kobiety często dowiadują się o ciąży później niż w dziesiątym tygodniu. – Jedna z pacjentek trafiła do mnie dopiero w 20. tygodniu. To było jej czwarte dziecko i po prostu nie wiedziała, że jest w odmiennym stanie – opowiada warszawska lekarka.
Wypłacanie becikowego utrudniają też całkiem banalne przyczyny. Bytomski MOPS odrzucił 15 proc. wniosków, bo zaświadczenia od lekarzy były wypełnione nieczytelnie, niektóre rubryki pozostawiono puste, a z dat wystawienia wynikało, że kobieta zgłosiła się do ginekologa zbyt późno.
1: antypo z IP: 88.199.111.* (2009-12-09 08:50)
przepisy prowadzono w celu utrudnienia ludziom zycia!! tylko i wyłącznie!!
2: ~~lolo z IP: 212.244.6.* (2009-12-09 09:59)
Zamieszanie w PO-alndzie panuje wszędzie, tylko w TVN24 kraj mniodem i Donkiem płynie.
3: magda z IP: 77.222.233.* (2009-12-09 14:32)
nie wierzę by kobieta nie wiedziała lub co najmniej nie podejrzewała że jest w ciąży i w 10 tygodniu a zatem 4 miesiącu ciąży ewentualnie się domyślała...a w 20ym? zaniedbania kobiet, inną sprawą jest oczekiwanie na wizytę do ginekologa z NFZ 3 miesiące - standard
4: kurka wodna z IP: 82.177.168.* (2009-12-09 14:57)
POpaprańcy kurka wodna
5: matka z IP: 83.17.34.* (2009-12-09 15:03)
Trochę się chyba magda zagalopowałać z tym 4 miesiącem. Literatura mówi, iz 10 tydzień to poczatek 3 miesiąca /9-13 tydzień/. Podejrzewać może kobieta, która ma regularne cykle. A co z kobietami, które takich nie mają, leczą się?
W sytuacji kiedy okres oczekiwania na wizytę jest długi powinna liczyć się data zapisu do lekarza. Przecież kobieta chciała ale nie mogła. Niestety wydaje się, jak niechcący zauważyła jedna z urzędniczek, przepis ma na celu nie dobro matki i dziecka ale uzyskanie oszczędności.
6: Matka Polka z IP: 85.89.175.* (2009-12-09 18:42)
Trzeba przyznac,że wszyscy chcieli dobrze,a wyszło jak zawsze...są różne sytuacje,mamy dużą migrację ludności w poszukiwaniu pracy,częste delegacje zagraniczne,itp.i przez to ,że ma się obywalelstwo Polskie,urodzi się małego Polaka,jest się pod stałą opieką lekarską,płaci się w Polsce podatki trzeba byc dyskryminowaną ,bo nie odebrało się zaświadczenia od lekarza zagranicznego?...Przepis zbędnie wprowadził ograniczenia 10 tygodni,jest to nieraz zbyt szybko by się zorientowac o ciaży-gdy się np.karmi dużo,nie ma się jeszcze miesiaczki,ciąza kolejna może nas zaskoczyc...są takie przypadki nie odosobnione...kobiety starsze również <początki menopauzy>również zorientują się póżniej...Ale czy przez to muszą byc<nie z własnej winy>dyskryminowane i gdzie konstytucja zapewnniająca równośc?Wierzę,że każda matka chce dla swojego dzieciatka jak najlepiej i gdy tylko orientuje sie,że moze byc w ciiąży udaje się do gina i dba o terminowośc wizyt i badań<są też wiadomo i inne przypadki>...ale jak widac z obecnej sytuacji cierpią na tym porządne kobiety,bo "menelki"i tak w swoim upojeniu alkoholowym nie wiedzą co się koło nich dzieje...Szukanie oszczędności...
7: trójka z IP: 188.33.27.* (2009-12-16 13:27)
ja jestem w 10tyg.ciąży to ja też zaliczam się na to żeby wziąść zaświadczenie od ginekiologa żeby dostac becikowe bo ja już całkiem zgupiałam o co tam im wszystkim chodzi
8: Aga z IP: 95.40.34.* (2009-12-21 11:45)
Ja mam kartę ciązy założoną od 11tyg.ciązy,do gin. chodzę regularnie-oczywiście prywatnie,bo na NFZ czeka się ok.3-mies.Termin porodu mam wyznaczony na 25 marca 2010-i juz 4 wizyty za sobą,a wg.nowych przepisów i tak becikowe mi się nie należy(pomimo iz wizyty prywatne kosztowały mnie już ok 700zł)Mam nadzieję że moja pani dr.na zaświadczeniu wpisze mi 10tydz.tzn moment kiedy zrobiłam pierwsze badania :morfologię,an.moczu itd.-też oczywiście za własną kasę...
9: daria z IP: 188.146.101.* (2010-01-21 23:38)
to jest po prostu paranoja z tym becikowym poslowie siedza z tylkami na stolkach i zwyklym ludziom zycie utrudniaja
10: jooolanda83@gmail.com z IP: 217.203.13.* (2010-03-22 18:29)
Witam!!ja tak czytam i naprawde zaczynam sie obawiac!!poniewaz bede rodzic we Woszech, chodze do lekaza i mam zalozona karte od 9 tyg.ciazy ,teraz jestem juz w 8mies.i co miesiac regularnie robie usg i wszystkie potrzebne badania.po urodzeniu dziecka chciala bym wrocic do Polski i starac sie o becikowe ,widze ze dopiero wtedy zaczna sie problemy nie tylko dla mlodych matek takich jak ja ,ale i wszystkich innych matek!!dlatego zastanawiam sie czy wogole jest jakis sens wracac do Polski ?a moze lepiej postarac sie tutaj o becikowe i mozliwe ze bedzie to o wiele latwiejsze niz w Polsce???sama juz nie wiem mam wielki metlik w glowie!!pozdrawiam!!
Czy pracodawca musi osobiście dostarczyć do ZUS zaświadczenie o przychodzie

Z roku na rok coraz więcej uczniów zgłasza się, aby sprawdzić, czy wynik ich matury jest na pewno prawidłowy.We wrocławskiej okręgowej komisji egzaminacyjnej nawet jedna piąta skarg jest uznawana za zasadne.