Od stycznia armia wprowadza dla ochotników tzw. służbę przygotowawczą. Mogą do niej wstępować zarówno byli żołnierze, jak i osoby, które wcześniej nie służyły w armii i ukończyły 18 lat. Jest ona skierowana do osób, które będą chciały wstąpić do armii zawodowej lub do Narodowych Sił Rezerwowych. Mogą też po zakończeniu szkolenia zostać przeniesione do rezerwy.

Czas trwania szkoleń ma zależeć od przynależności do poszczególnego korpusu. Najdłużej, bo aż pół roku, szkoleni będą żołnierze w korpusie oficerów. O miesiąc krócej podoficerowie, a najmniej czasu, bo tylko cztery miesiące, przewidziane jest dla szeregowych.

Żołnierze za okres służby będą otrzymywać uposażenie. Jego wysokość została określona w projekcie rozporządzenia w sprawie stawek uposażenia zasadniczego dla żołnierzy pełniących służbę przygotowawczą, który trafił już do konsultacji.

Zgodnie z nim najwięcej otrzymają osoby z wykształceniem wyższym kształcące się na potrzeby korpusu oficerów. Ich miesięczne uposażenie zasadnicze ma wynieść 1,5 tys. zł, podoficerów po szkole średniej – 1 tys. zł, a szeregowych po ukończeniu gimnazjum – 750 zł.

Armia szacuje, że co roku powinna przeszkolić ponad 7 tys. szeregowych, 3,7 tys. podoficerów oraz 2,2 tys. oficerów. Z budżetu na ten cel ma przeznaczyć około 79 mln zł.

– Taki limit jest zdecydowanie za mały, bo ogranicza dostęp do służby w armii ochotnikom, którzy chcą być przeszkoleni na wypadek wystąpienia zagrożenia państwa – mówi gen. Stanisław Koziej.

Podkreśla, że zbyt małe pieniądze dla armii mogą spowodować, że w przyszłym roku taki nabór w ogóle się nie odbędzie.

Służbę przygotowawczą mogą odbywać też studenci w czasie wakacji.