W komunikacie przysłanym PAP ministerstwo przypomniało, że przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej pielęgniarki i położne uczyły się w różnych typach szkół - liceach medycznych i medycznych szkołach zawodowych. Opinia ekspertów unijnych na temat polskiego systemu kształcenia była jednoznaczna: polskie pielęgniarki i położne nie spełniają standardów kształcenia europejskiego, gdyż liczba godzin kształcenia zawodowego była zbyt mała.

Dlatego zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej od 2004 roku kwestia kształcenia uzupełniającego pielęgniarek i położnych jest regulowana rozporządzeniem Ministra Zdrowia, zgodnie z którym największą liczbą godzin kształcenia uzupełniającego nałożono na licealistki, tj. 1633 i 3000 godz.(w zależności od czasu, kiedy rozpoczęły kształcenie).

Te wymogi były krytykowane przez środowisko pielęgniarek i położnych. W efekcie minister zdrowia Ewa Kopacz ponownie zajęła się sprawą ustalenia liczby godzin kształcenia uzupełniającego dla absolwentów liceów medycznych.

"Mimo wątpliwości zgłaszanych przez niektóre państwa członkowskie, dzięki staraniom strony polskiej Komitet ds. uznawania kwalifikacji zaakceptował regulacje przygotowane przez resort zdrowia" - napisano w komunikacie ministerstwa.

"Na posiedzeniu Komitetu ds. uznawania kwalifikacji ostatecznie podsumowano wynik uzgodnień przyjmując polską propozycję, przygotowaną przez resort zdrowia. Uzyskany rezultat to skrócenie kształcenia pomostowego, które obecnie będzie wynosiło 1150 godzin kształcenia zawodowego, w ciągu dwóch semestrów" - głosi przesłany PAP komunikat resortu.

W sprawie uznawania kwalifikacji polskich pielęgniarek w Unii Europejskiej od lat interweniował Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych (OZZPiP).

Przewodnicząca OZZPiP Dorota Gardias zapowiadała na początku roku, że jeśli rząd "nie dopilnuje ich interesów", pielęgniarki skorzystają z zapowiadanej przez rząd instytucji pozwu zbiorowego i wystąpią o odszkodowanie i zadośćuczynienie szkód, które szacują w sumie na ok. 170 mln zł.