W szczycie zachorowań 2009 r. ZUS i pracodawcy wypłacili chorym świadczenia w kwocie 2,9 mld zł. Dodatkowo zasiłki opiekuńcze, czyli tzw. zwolnienie chorobowe na dzieci, kosztowały 133 mln zł.

Eksperci szacują, że w styczniu i lutym przyszłego roku liczba zachorowań może wzrosnąć nawet o 80 – 100 tys. dorosłych i dzieci. Przeciętne zwolnienie grypowe to 10 dni. Oznacza to wzrost kosztów o blisko 115 mln zł.

Czy FUS wytrzyma takie obciążenia? Według danych z wykonania budżetu opublikowanych w poniedziałek przez resort finansów wynika, że w państwowej kasie nie ma już pieniędzy na dotację do tego funduszu. A to oznacza, że w ostatnich dwóch miesiącach roku, by utrzymać płynność finansową i wypłacać świadczenia, ZUS będzie musiał wziąć kredyt w wysokości ok. 5,5 mld zł. – Sytuacja FUS jest trudna, ale trzeba pamiętać, że wydaje on rocznie prawie 160 mld zł. Wzrost wypłat sięgający nawet kilkuset milionów złotych z tytułu zwiększonej liczby zwolnień lekarskich jest więc do udźwignięcia – mówi Wiktor Wojciechowski z Fundacji FOR.

Ale wydatki na świadczenia chorobowe to niejedyny koszt, jaki gospodarka poniesie z tytułu zdecydowanie większej zachorowalności na grypę. Wiele firm, zwłaszcza produkcyjnych, musi liczyć się z tym, że w trakcie zwiększonej absencji, aby zachować ciągłość produkcji, będą musiały zatrudnić dodatkowych pracowników. Jeśli zwolnienia będą bardzo długie, to mogą ich zatrudnić na tzw. zastępstwo. Jeśli krótkie – mogą zachować ciągłość produkcji, zatrudniając pracowników tymczasowych. A niektóre wyjątkowo specjalistyczne firmy będą w ogóle zmuszone do zamknięcia produkcji na czas absencji, co negatywnie wpłynie na ich wynik finansowy, ale też całą gospodarkę.