Do utworzenia armii zawodowej zostało zaledwie pięć tygodni. W wojsku ma służyć 100 tys. żołnierzy. Pierwotnie planowano, że będzie ich 120 tys. To właśnie wtedy resort obrony narodowej rozpoczął kampanię medialną, w której zachęcał młode osoby do kariery w wojsku. Równocześnie obawiając się, że nie znajdą się ochotnicy, obniżył dla nich wymagania. Mimo że jak wskazuje wielu ekspertów, służba w profesjonalnej armii wiąże się coraz częściej z obsługą skomplikowanych urządzeń, MON zachęcał do wstępowania do armii osoby z wykształceniem gimnazjalnym i bez doświadczenia zawodowego.

W efekcie zgłosiło się blisko 17 tys. ochotników. Wtedy okazało się jednak, że nie ma dla nich miejsc. MON po ostatecznym zweryfikowaniu planów poinformował, że armia będzie liczyć 100 tys. żołnierzy. A już obecnie służy w niej 99 tys.

Frustracja i rozczarowanie tych młodych ludzi z utraconych marzeń o karierze w wojsku MON może odczuć za kilka lat, kiedy będzie chciał zwiększyć liczebność armii. Wtedy nikt nie będzie już wierzył, że wojsko naprawdę szuka ochotników.

Na dzisiaj wojsku pozostało więc jeszcze znaleźć 1 tys. osób. Z naszych informacji uzyskanych w Sztabie Generalnym WP wynika, że armia szuka specjalistów wysokiej klasy. Ci jednak nie chcą służyć w armii. Armia poszukuje więc lekarzy na prywatnych uczelniach, ale bez większego rezultatu. Potrzebni są też specjaliści do obsługi naziemnej samolotów.

Dlatego komendacji WKU wysyłają do tych osób specjalne zaproszenia na rozmowę. Taka oferta na przykład dla doświadczonych inżynierów czy lekarzy jest mało atrakcyjna.