Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej rozesłało do urzędów pracy projekt rozporządzenia dotyczący nowych wytycznych obsługi bezrobotnych. To kolejna próba wprowadzenia nowych zasad pracy publicznych służb zatrudnienia. Jedną z przyczyn niepowodzenia poprzedniej wersji rozporządzania (projekt z maja 2009 r.) były zarzuty z urzędów, że przepisy przyczynią się tylko do wzrostu biurokracji. Teraz od opinii urzędów będzie zależeć, które standardy wejdą w życie i ile środków będzie potrzeba na ich wdrożenie.

– W urzędach pracy tak czy inaczej muszą być zatrudnieni dodatkowi specjaliści, a bezrobotni mają być sprawniej i efektywniej obsługiwani. Polskę zobowiązuje do tego m.in. Europejska Strategia Zatrudnienia – przypomina prof. Elżbieta Kryńska z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych.

Jedną z najbardziej spornych kwestii rozporządzenia jest tzw. algorytm zatrudnienia. To wzór, według którego urzędy mają ustalać minima kadrowe. Według nowych przepisów liczba zatrudnionych pośredników, doradców i liderów ma wynikać z liczby bezrobotnych i ofert pracy. Przykładowo, w Urzędzie Pracy w Rzeszowie zarejestrowanych jest 17 tys. bezrobotnych. Urząd zatrudnia 21 licencjonowanych pośredników pracy. Gdyby bezrobotnych nagle przybyło, dyrektor musiałby do 31 czerwca 2010 r. (tak zakłada projekt) uzupełnić brakującą kadrę.

– Nie miałabym dla nowo zatrudnionych pomieszczeń do pracy – zaznacza Grażyna Żuchowska, wicedyrektor PUP w Rzeszowie.

Podobny problem miałby też Lech Antkowiak, dyrektor Urzędu Pracy m.st. Warszawy. W październiku w jego urzędzie zarejestrowało się 10 tys. nowych osób. Dyrektorzy proponują więc, aby w przypadku licencjonowanych pośredników, których brakuje, górny limit ich zatrudnienia wynosił 40.

Niepokoją ich także nowe przepisy skracające czas oczekiwania bezrobotnego na pierwsze spotkanie z pośrednikiem pracy. Obecnie urząd ma siedem dni roboczych na wyznaczenie terminu osobie uprawnionej do zasiłku i 30 dni dla pozostałych. Rozporządzenie nakazuje wyznaczenie tych spotkań odpowiednio do pięciu i 20 dni roboczych. Standardy były obliczane, gdy bezrobocie było mniejsze.

– Jeszcze kilka miesięcy temu w Gdańsku na jednego pośrednika przypadało ok. 22 bezrobotnych, teraz obsługuje on 37 osób, z czego połowa to długotrwale bezrobotni, wymagające dłuższej rozmowy – wylicza Łukasz Iwaszkiewicz z PUP w Gdańsku.

Problemy mogą się także pojawić z niektórymi nowymi szkoleniami dla bezrobotnych. Do teorii z aktywnego poszukiwania pracy wprowadzono np. 40 dodatkowych godzin praktyk. Nie wiadomo, kto miałaby je prowadzić. Trudno będzie też organizować grupy szkoleniowe liczące do 16 osób. Ministerstwo Pracy planuje też zaostrzenie kryteriów doboru firm rekrutacyjnych i szkoleniowych, które będą świadczyć usługi zlecane im przez urzędy pracy. Dyrektorzy urzędów będą odpowiedzialni za sprawdzenie ich pod kątem przestrzegania nowych standardów.