Do tej pory oprocentowanie takich kredytów wyliczano jako połowę wysokości stopy redyskontowej NBP, czyli 1,9 proc. Według nowego rozporządzenia będzie to aż 1,3 wysokości tej stopy, czyli 4,8 proc. w skali roku. Rozporządzenie dotyczące sposobu przyznawania stypendiów może wejść w życie w tym tygodniu.

– Kredyt, który student otrzyma na nowych zasadach, zacznie spłacać dwa lata po zakończeniu studiów, czyli najwcześniej za pięć lat. Wtedy stopa redyskontowa, a więc także oprocentowanie, może być jeszcze wyższe – mówi Jakub Bis z portalu www.kredytstudencki.com.pl.

Kredyt mało opłacalny

Banki udzielające kredytów twierdzą jednak, że podwyżka była konieczna.

– Przy obecnym oprocentowaniu udzielanie takich kredytów jest na granicy opłacalności – mówi Marek Kłuciński, rzecznik prasowy PKO Banku Polskiego.

Oprocentowanie na obecnym poziomie mają mieć zagwarantowane tylko ci studenci, których dochód na jednego członka rodziny nie przekracza 602 zł netto. Damian Gembarowski z Parlamentu Studentów Rzeczypospolitej Polskiej zwraca jednak uwagę, że studenci pochodzący z mniej zamożnych rodzin i tak nie otrzymają kredytu, bo nie są w stanie przedstawić poręczycieli. Podkreśla też, że podwyższenie oprocentowania byłoby mniej bolesne, gdyby resort utworzył fundusz poręczeniowy dla najbiedniejszych studentów.

Ministerstwo woli jednak, aby to Bank Gospodarstwa Krajowego częściej poręczał kredyty udzielone osobom o niższych dochodach.

Z roku na rok coraz mniej studentów składa wnioski o kredyt. Dwa lata temu starało się niego 21 tys. osób, rok temu – tylko 16 tys. Zapowiadane przez rząd zmiany miały to zmienić. Zdaniem Jakuba Bisa prawie dwukrotne podwyższenie oprocentowania i brak ułatwień w poręczaniu pomocy nie zachęcą studentów do zaciągania długów.

Jedna transza dla wszystkich

Przygotowane przez resort zmiany przewidują też, że wysokość miesięcznej transzy kredytu studenckiego wyniesie wyłącznie 600 zł. Obecnie każdy, komu przyzna go bank, może otrzymać w zależności od własnych potrzeb od 400 do 600 zł miesięcznie. Niższe transze wybierają osoby, które mają problemy z zabezpieczeniem kredytu. Resort argumentuje, że dwie wysokości rat były uciążliwe dla banków, a z niższych transzy korzystało raptem 5 proc. studentów.

Ponadto osoby, które kończąc uczelnie, znajdą się w 5 proc. najlepszych absolwentów, będą mogły liczyć na umorzenie do 30 proc. kredytu. Obecnie jest dla nich przewidziana 20-proc. ulga.