Brytyjski Kongres Związków Zawodowych (TUC), zrzeszający większość pracowników na Wyspach, opublikował wczoraj raport na temat wyzysku imigrantów.

- W raporcie jest mowa o systematycznym wyzysku imigrantów. Dlatego przybysze z innych krajów potrzebują pomocy - oświadczył szef TUC Brendan Barber.

Badanie wśród Polaków i Litwinów w Wielkiej Brytanii, które na zlecenie TUC przeprowadził Ośrodek Migracji, Polityki i Społeczeństwa z Uniwersytetu w Oksfordzie, ujawnia skalę nadużyć ze strony pracodawców i zaskakującą nieporadność polskich i litewskich pracowników. Choć 60 proc. respondentów znalazło pierwszą pracę w Wielkiej Brytanii bardzo szybko - poniżej miesiąca od daty przybycia do tego kraju, to często wyrażali oni zgodę na niekorzystne warunki pracy.

Aż 11 proc. respondentów zadeklarowało, że ich zarobki są poniżej wymaganej na Wyspach płacy minimalnej (w skrajnym przypadku respondent zgodził się pracować za 1,19 funta za godzinę, przy obowiązującej w Zjednoczonym Królestwie minimalnej stawce 4,85 funta). TUC przypomina, że według dorocznego badania na temat płac dotyczącego wszystkich pracowników w Wielkiej Brytanii, tylko 1,3 proc. pracuje za stawki poniżej płacy minimalnej.

Jednocześnie mniej niż połowa respondentów deklarujących zarobki poniżej płacy minimalnej nie uskarżała się na warunki płacowe. Część respondentów deklarowała, że zaniżone stawki za pracę wynikają z faktu, iż pracodawca oferuje im mieszkanie. Autorzy badania przekonują, że nie da się wyjaśnić tak wysokiego odsetka niedopłacania polskim i litewskim pracownikom powiązaniem płacy i zamieszkania.

Mieszkanie a sprawa nadgodzin

Autorzy zwracają też uwagę na korelację pomiędzy mieszkaniem oferowanym przez pracodawcę a koniecznością pracy w nadgodzinach: aż 40 proc. tych, którzy deklarują pracę powyżej 48 godzin tygodniowo, mieszka w miejscu wskazanym przez pracodawcę. Cytują jedną ze skarg: - Kazali mi pracować powyżej 60 godzin tygodniowo, także w soboty, grożąc, że mnie wyrzucą z pracy i z mieszkania.

Zdarza się, że oferowane warunki mieszkaniowe są złe: - Żądał, żebym mieszkał w jego mieszkaniu i podpisał wynajem na pół roku. Opłaty były wysokie - 80 funtów tygodniowo, a warunki straszne. Kiedy wróciłem z wakacji, w pokoju mieszkał ktoś inny, także zatrudniony w firmie.

Umowa na gębę

Co czwarty respondent deklaruje, że nie ma kontraktu na piśmie. Najczęściej zdarza się to pracownikom agencyjnym (w tej grupie co trzeci badany nie ma umowy). Bywa, że dopominanie się o kontrakt powoduje utratę pracy: - zostałem wyrzucony po tym, jak poprosiłem o rejestrację, umowę na piśmie i stawkę minimalną - skarży się jeden z badanych. Kolejny problem, to brak zapłaty za część pracy. - Mój pracodawca liczy godzinę jako 100 minut, a nie 60. Próbujemy mu to wytłumaczyć, ale on odpowiada, że taki ma system komputerowy i nie może nic zmienić. Zdarza się, że Polacy skarżą się na brak wyższej stawki za pracę w nadgodzinach, nie wiedząc, że w Wielkiej Brytanii jest to zgodne z prawem.

Warto zaznaczyć, że respondenci rekrutują się spośród tych, którzy znajdują się w Programie Rejestracji Pracowników (WRS), który nie jest obowiązkowy, ale wymaga wypełnienia pewnej liczby dokumentów, a relacje z pracodawcą muszą być w pewnym stopniu sformalizowane. W badanej próbie wzięło udział 508 osób, z czego 63 proc. stanowili Polacy.

Może wrócą

Jacek Męcina, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, uważa, że jeśli te niepokojące sygnały się potwierdziły, a skala nadużyć nie zmieniła się lub rosła, jest szansa, że Polacy zamiast wyjeżdżać za pracą na Wyspy, zaczną wracać.

- Warunki i płacy, i pracy w Polsce zmieniają się na lepsze - mówi.

Tymczasem TUC wydał poradnik dla imigrantów, na razie po angielsku, ale wkrótce zostanie przetłumaczony m.in. na język polski.

JUSTYNA WOJTECZEK

justyna.wojteczek@infor.pl

OPINIA

MAREK KOSEWSKI

psycholog społeczny, Wyższa Szkoła Finansów i Zarządzania w Warszawie

Polacy, którzy pojechali za chlebem do Wielkiej Brytanii, nie spodziewają się, że świat pracy wygląda tam inaczej niż w Polsce, gdzie na przykład pewną normą jest zmuszanie ludzi do pracy w nadgodzinach. Niezwykłe jest to, że nie mają w sobie ani chęci, ani zdolności do przeciwstawienia się niekorzystnej sytuacji. Pomimo, że zwykle pracują w grupach narodowościowych, nie potrafią się samoorganizować do jakiegoś buntu. Niewątpliwie są na etapie, kiedy istotne są zarobki, ale odnoszą ich wysokość do zarobków w Polsce, a nie Wielkiej Brytanii. Ta bierność jednak długo nie potrwa, bo w pewnym momencie zaczną myśleć, że faktycznie zarabiają lepiej niż w Polsce, ale warunki pracy im uwłaczają. Kampanie edukacyjne tamtejszych związków zawodowych z pewnością przyspieszą ten proces. Trzeba pamiętać, że próba dotyczy pracowników, którzy w przeważającej większości nie znają wcale, albo znają słabo język angielski.