Ponad 2,3 mln Polaków pokonuje codziennie kilkadziesiąt, a czasem nawet kilkaset kilometrów, by dojechać do pracy.
Publikacja: 4 listopada 2009, 22:23 Aktualizacja: 5 listopada 2009, 13:09
Jak wynika z najnowszego raportu Głównego Urzędu Statystycznego, aż co czwarty polski pracownik najemny pracuje w innej gminie niż ta, w której mieszka. – Jeszcze niedawno uważano, że nie jesteśmy mobilni w poszukiwaniu pracy. A tymczasem okazuje się, że staliśmy się narodem współczesnych nomadów – mówi socjolog ekonomii Leszek Gilejko.
Mateusz Zaczyński z Lublina od dwóch lat swój każdy dzień zaczyna o 4.30 rano. Wstaje tak wcześnie, bo o 5.15 ma pociąg do Warszawy. Dojazd do stolicy zajmuje mu 2 godziny i 37 minut. Jeżeli pociąg nie ma opóźnienia, to Zaczyński ma jeszcze kilka minut, by w drodze do pracy kupić kawę. O 17.15 siedzi z powrotem w pociągu, tym razem do Lublina.
W domu jest chwilę po 20. – Na początku było ciężko, ale już się przyzwyczaiłem – opowiada Zaczyński, który pracuje jako informatyk. Choć codziennie na podróżach do pracy traci blisko 6 godzin, nie chce przeprowadzić się do Warszawy. – Kocham Lublin, a poza tym wcale nie jestem pewien, jak długo jeszcze będę pracował w Warszawie. Co będzie, jeśli kupię sobie w stolicy mieszkanie, a potem za rok czy dwa znajdę pracę w Krakowie? – tłumaczy.
Podobnie jak on, choć nie zawsze aż tak długo, dojeżdża do pracy już co czwarty pracownik. – Wyniki badań bardzo nas zaskoczyły – przyznaje rzecznik Głównego Urzędu Statystycznego Wiesław Łagodziński. – Do tej pory porównywano nas do ciągle podróżujących za pracą Amerykanów i martwiono się, że Polacy nie są tak mobilni. A tymczasem okazało się, że jest zupełnie inaczej. W ponad 600 polskich gminach więcej niż 80 proc. pracujących mieszkańców dojeżdża do pracy w innej gminie – dodaje Łagodziński.
Tak właśnie wygląda sytuacja w okolicach Warszawy. Stolica zasysa większość mieszkańców z okalających ją miejscowości. – To doskonale widać rano. Wszyscy z okolicy zjeżdżają się samochodami, zostawiają je przy dworcu i wsiadają w pociąg do Warszawy. Dobrze, że jest kolej podmiejska, bo bez niej moja podróż do pracy zamiast 50 – 60 minut zajmowałaby dwa razy tyle czasu – opowiada Michał Fiedorowicz, biotechnolog z podwarszawskiego Jaktorowa.
Zdaniem eksperta ds. rynku pracy Dominiki Staniewicz ludzi dojeżdżających do pracy może być jeszcze więcej, niż podaje GUS. – Przecież jest wiele osób, które mieszkają w dużych miastach i codziennie przejeżdżają kilkadziesiąt kilometrów w drodze do biura. I wcale nie opuszczają przy tym własnej gminy – dodaje Staniewicz.
1: Zroz. z IP: 84.29.118.* (2009-11-05 14:10)
Na zachodzie jest to prawie norma.Znam takich ktorzy dojezdzaja do pracy ponad 200 km w jedna strone.A 50 km na tutejsze warunki to bardzo blisko.Wiem,ze w Angli ludzie dojezdzali do pracy w Szkocji,nawet kilkaset kilometrow,najpierw swoim autem,lub innym publicznym srodkiem a pozniej helikopterem.W Polsce ludzie musza sie dopiero z tym oswajac.
2: HL z IP: 195.205.254.* (2009-11-05 14:32)
W takim razie dlaczego w Radomiu jest 20% bezrobocie, gdy w odległej o 100 km Warszawie ciągle poszukiwani są pracownicy?
3: r z IP: 89.75.159.* (2009-11-05 18:18)
A w "Misiu" taki fakt posłużył do wyśmiewania PRL-u. I co ?
4: matka z IP: 77.253.5.* (2009-11-05 19:58)
TYLKO KOGO STAĆ NA TAKIE DOJAZDY ZAROBI 1500 A 400 WYDA NA BILET
5: Owca z IP: 217.153.187.* (2011-06-21 10:35)
A ja codziennie jeżdże z Puław do Wawy. Powód - lepsza pensja 3x. Nawet po odliczeniu dojazdów mi się opłaca.

Przygotowane przez rząd rozwiązania nie zyskały akceptacji związkowców. Funkcjonariusze i żołnierze krytykują pomysł wykonywania obowiązków służbowych aż do ukończenia przez nich 55 lat.