W I półroczu 2009 r. liczba poszkodowanych w wypadkach przy pracy w budownictwie spadła o 20 proc. w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Zmniejszyła się też o 16 proc. liczba osób z ciężkimi obrażeniami ciała oraz o 22 proc. liczba ofiar śmiertelnych. Zdaniem Danuty Koradeckiej, dyrektora Centralnego Instytutu Ochrony Pracy – Państwowego Instytutu Badawczego, statystyki nie pokazują faktycznego stanu bezpieczeństwa pracy.

– Obecnie firmy budowlane realizują mniej inwestycji, wiele osób pracuje nielegalnie i nie wszystkie wypadki są zgłaszane – wymienia Danuta Koradecka.

Główne nieprawidłowości podczas wykonywania prac budowlanych to brak środków ochrony przed upadkiem z wysokości, niezabezpieczenie dojść i przejść, brak instruktażu stanowiskowego, aktualnych orzeczeń lekarskich o przeciwwskazaniach do pracy na określonym stanowisku oraz oceny ryzyka zawodowego. Mniej błędów stwierdzono na placach budów, gdzie inwestycje realizowały duże, specjalistyczne firmy z wieloletnim doświadczeniem w branży budowlanej.

Do końca września 2009 r. wypadkom ulegali najczęściej robotnicy zatrudnieni na stanowiskach pomocniczych, murarze, cieśle, stolarze budowlani, robotnicy budowlani robót stanu surowego (np. monterzy rusztowań) oraz betoniarze. Aż 95 proc. poszkodowanych pracowało krócej niż rok.

– Jeśli pracodawcy wiedzą, jakie konsekwencje wiążą się z wypadkami śmiertelnymi pracownika, to na pierwszym miejscu stawiają BHP – uważa Maria Łoś-Stasiak, kierownik działu BHP z Ośrodka Dokształcania Zawodowego Green West w Warszawie. Dodaje, że firmy budowlane w kryzysie oszczędzają na szkoleniach BHP. Szkolenia są konsultowane z pracodawcą, który często zataja informacje o zagrożeniach na palcu budowy. Pracownicy muszą obsługiwać różne maszyny, nie posiadając odpowiedniego przeszkolenia, bo nie ma na nie czasu i pieniędzy.

– Świadomość pracodawców jest niewielka, dopiero po kontroli z PIP i mandacie dowiadują się o niektórych przepisach. Pracownicy często nie znają też swoich praw – twierdzi Adrian Kalinkiewicz, właściciel firmy szkoleniowej BHPZONE.

Na budowie wypadki mniej niebezpieczne, typu przecięcie ręki czy poparzenie, nie są w ogóle zgłaszane. Pracownicy boją się stracić pracę, w trakcie zwolnienia lekarskiego na ich miejsce może przyjść ktoś inny. Firmie, która wielokrotnie zgłasza wypadki do ZUS, może zaś zwiększyć się składka wypadkowa na ubezpieczenie. Kary w inspekcji parcy również są wysokie, minimalne to 1 tys. zł. Dlatego przedsiębiorstwa wolą nie zgłaszać takich sytuacji i uzgodnić formę wypłaty odszkodowania bezpośrednio z pracownikiem.

– Pracownicy także nie zgłaszają wypadków, bo nie chcą stracić miejsca pracy – mówi Maria Łoś-Stasiak.

Pracownik musi zadecydować, co mu się bardziej opłaca – donieść na pracodawcę i walczyć o odszkodowanie, ale stracić pracę, czy dogadać się z pracodawcą.