To właśnie dzięki tej fali przedsiębiorczości bezrobocie wciąż pozostaje w Polsce na stosunkowo niskim poziomie.

– Ludzie wolą działać na własną rękę, bo ciężko im znaleźć stały etat. Więc często własny biznes jest dla nich ostatnią deską ratunku – mówi Jakub Marschall z urzędu pracy w Mikołowie. A eksperci dodają, że zakładanie własnych firm to zjawisko charakterystyczne dla czasów gorszej koniunktury. Zachętą do zakładania własnej firmy są unijne dotacje w wysokości 40 tys. zł, a także wsparcie finansowe, jakie początkujący biznesmeni mogą otrzymać z urzędów pracy. Nie bez znaczenia jest też wzrost dochodów Polaków. Dzięki temu zwiększa się popyt na usługi oferowane przez powstające firmy.

Kolejki po wnioski

W poznańskim urzędzie pracy tylko we wrześniu ponad 300 osób złożyło wnioski o dotacje na biznes. Otrzymała je jedynie połowa, bo dla reszty zbrakło pieniędzy. – Musimy wybierać lepsze pomysły, bo nie da się wszystkim przekazać pieniędzy – mówi Maria Sowińska, zastępca dyrektora poznańskiego urzędu. I dodaje, że nikt się nie spodziewał aż tak wielkiego zainteresowania.

– Bo bezrobocie w naszym regionie bardzo wzrosło: we wrześniu było o 60 proc. większe niż pod koniec 2008 r. Uważaliśmy więc, że w kryzysie nikt nie będzie chciał ryzykować i otwierać własnej firmy. Okazuje się jednak, że dla wielu osób to był sposób na wyjście z bezrobocia i znalezienie miejsca na rynku pracy – tłumaczy.

Spore kolejki po dotacje były również w Mikołowie. W powiecie, który liczy 90 tys. mieszkańców, wnioski o dofinansowanie złożyły 172 osoby. Izabela Dawidowska-Nowak w lecie odbyła szkolenia, a dwa miesiące temu wystąpiła o dotacje unijne. Tydzień temu uzyskała pozytywną odpowiedź: od nowego roku otwiera Regionalne Centrum Logopedyczno-Szkoleniowe Kreacji Wizerunku Publicznego.

– Po dwunastu latach pracy w poradni odczuwałam potrzebę uniezależnienia się – opowiada. Chce pomagać ludziom z zaburzeniami mowy i szkolić osoby, które działają publicznie i chciałyby poprawić swój wizerunek.

Dotacje uzyskał także Ireneusz Szlachta z Rzeszowa. – Pracowałem w firmie zajmującej się światłowodami, ale moja praca mnie wykańczała. Szczerze jej nie znosiłem – opowiada. Był tak zdesperowany, że nawet planował wziąć kredyt, aby mieć gotówkę na działalność. – Na szczęście trafiła się okazja, że można było ubiegać się o dotacje z UE, i udało się. W poniedziałek dostaję pieniądze na konto – dodaje. Mężczyzna już za miesiąc otwiera w Boguchwale, małym miasteczku pod Rzeszowem, własny pub. Jest pewien, że projekt wypali.