Od stycznia 2010 r. w skład armii zawodowej ma wchodzić 100 tys. żołnierzy służby stałej i kontraktowej. W niektórych zadaniach mają ich wspomagać ochotnicy z Narodowych Sił Rezerwowych (NSR). Mają w nich służyć byli żołnierze rezerwy. Dlatego Ministerstwo Obrony Narodowej (MON) przygotowało projekt rozporządzenia w sprawie określenia liczby ochotników żołnierzy rezerwy, którzy mogą być powoływani do obycia czynnej służby wojskowej pełnionej w ramach NSR. Trafił już do konsultacji społecznych. Wynika z niego, że w przyszłym roku w NSR ma służyć 10 tys. żołnierzy.

– Wojskowe Komendy Uzupełnień będą w pierwszej kolejności zwracać się do byłych żołnierzy z propozycją zawarcia kontraktu na służbę w NSR – mówi płk Stanisław Ruman, szef Zespołu do spraw Profesjonalizacji Sił Zbrojnych.

Dodaje, że MON zdaje sobie sprawę, że mogą być zakłócenia w naborze rezerwistów, gdyż nie będzie wystarczającej liczby chętnych.

Żołnierze NSR nie otrzymają uposażenia za pozostawanie w gotowości, ale jedynie za miesięczny okres ćwiczeń odbywający się w ciągu roku i okres czynnej służby, do której mogą być powoływani. Jeśli żołnierz NSR będzie pracownikiem, za służbę w armii otrzyma uposażenie nie niższe od pensji.

– Ochotników byłoby więcej, jeśli otrzymywaliby oni uposażenie za czas pozostawania w gotowości – ocenia mjr Bogusław Korsan, zastępca Wojskowego Komendanta Uzupełnień w Białymstoku.

Rekompensatę za okres służby pracownika w armii otrzymają też pracodawcy. Wyniesie miesięcznie do 2,5-krotności średniej płacy. Firma otrzyma jednak tę rekompensaty, tylko jeśli udowodni, że poniosła straty z powodu nieobecności pracownika (np. zatrudniła inną osobę). W 2010 roku utrzymanie żołnierzy NSR ma kosztować ok. 171 mln zł.