Osoby tracące pracę nie chcą podejmować zatrudnienia poza miejscem zamieszkania. Firmy szkoleniowe nie będą ze środków UE wypłacać dodatków relokacyjnych. Głównym narzędziem walki z kryzysem w 2010 roku mają być unijne dotacje na własną firmę.
Publikacja: 29 października 2009, 03:00 Aktualizacja: 29 października 2009, 08:45
Mija pół roku od ogłoszenia tzw. Pakietu Antykryzysowego Ministerstwa Rozwoju Regionalnego (MRR). Przewidywał szybsze rozpatrywanie wniosków o przyznanie dotacji i wsparcie osób podejmujących pracę poza miejscem zamieszkania. Jednak pomysł wypłacania im specjalnych dodatków, relokacyjnego i motywacyjnego, się nie sprawdził. Na razie nie powstają unijne projekty, które oprócz szkoleń doradztwa zawodowego i psychologicznego przewidują znalezienie przez realizatora szkoleń lub przez osobę szkoloną zatrudnienia w innej miejscowości lub za niższym wynagrodzeniem w innej firmie oraz wypłatę dodatków.
W kilku województwach (warmińsko-mazurskim, łódzkim, mazowieckim) konkursy, w których zostaną wybrani realizatorzy projektów dla osób tracących pracę i pozostających bez zatrudnienia, jeszcze trwają. W regionach, które szybko rozpisały i rozstrzygnęły konkursy (lubelskie, podlaskie i pomorskie), dodatki relokacyjne i motywacyjne nie będą wypłacane.
– Nieliczni projektodawcy deklarowali zainteresowanie dodatkami relokacyjnymi, ale i tak nie będą ich oferować ze względu na brak zainteresowania ze strony tracących pracę – mówi Kamila Siwak, dyrektor Departamentu EFS Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego.
Podobne doświadczenia ma Wojewódzki Urząd Pracy w Gdańsku, który zamiast organizować nowy konkurs, zaproponował instytucjom szkolącym w tym województwie osoby bezrobotne dodatkowe 600 tys. zł na wypłatę dodatków relokacyjnych. Skorzystała tylko jedna. Pozostałe obawiały się, że niewiele ponad 3 tys. zł dodatku relokacyjnego nie będzie dostateczną zachętą dla uczestników szkoleń do zmiany miejsca zamieszkania.
Warunkiem uzyskania świadczenia jest podjęcie zatrudnienia w odległości powyżej 50 km od miejsca zamieszkania.
– To duża odległość. Jak potwierdziło nasze badanie, jedynie co 10 mieszkaniec Pomorza byłby skłonny dojeżdżać do pracy, pokonując codziennie taki dystans. Liczy się też koszt wynajęcia mieszkania – mówi Joanna Witkowska, wicedyrektor WUP w Gdańsku.
1: cba z IP: 95.50.45.* (2009-10-29 07:46)
50km do przejechania (w sposób zgodny z przepisami) w polskich warunkach to conajmniej godzina w jedną stronę- nikt przy zdrowych zmysłach nie tęskni za taką pracą chyba że mu się opłaca albo jest desperatem- poza tym proszę sobie policzyć koszty dojazdu (nawet na gazie) i większe koszty utrzymania pojazdu, dojazd publicznymi środkami transportu jest łatwy tylko w mieście, na prowincji w praktyce odpada (nieliczne lub ich brak kursy nie wtedy kiedy trzeba), wynajem mieszkania w mieście jest podwójnie drogi (czynsz+zarobek dla właściciela) co czyni nieopłacalnym migrację, mobilność jest opłacalna wtedy gdy zarobki tam gdzie się jedzie są wysokie czego dowodem praca Polaków za granicą, wówczas niedogodności nie są przeszkodą
2: Kilio z IP: 213.25.175.* (2009-10-29 10:11)
Bezrobotni powinni wystepowac o dotacje z unii na zalozenie wlasnej firmy.
3: sebanik z IP: 89.78.123.* (2009-11-02 15:40)
Ja śmigam 70 km do pracy. Czas dojazdu to minimum 1,5 godz w jedna strone. Czesto wydluza sie to do 2 godz.

Narodowy Fundusz Zdrowia teoretycznie umożliwia przesłanie wniosków o europejską kartę ubezpieczenia zdrowotnego drogą elektroniczną. Tyle że odpadają te, na których brakuje... własnoręcznego podpisu.
Na jaką partię oddałbyś/oddałabyś głos, gdyby wybory odbywały się dzisiaj?