– Takie postępowanie jest nieuzasadnione, zwłaszcza że są inne skuteczne metody sprawdzania podwładnych – argumentuje. – W takim razie sprawa oprze się o sąd – odpowiada Mariola Dudziak, dyrektor szpitala w Wałbrzychu, który w kwietniu – ku powszechnemu niezadowoleniu załogi – założył czytniki odcisków.

Coraz więcej szpitali wymaga od swojego personelu odcisku palca przy wejściu i wyjściu z pracy. I choć taki system kontroli odbywa się w pustce prawnej, wśród dyrektorów zyskuje coraz więcej zwolenników. – Niemożliwe stało się możliwe. To wspaniałe, że nie musimy już płacić za godziny faktycznej nieobecności – mówią dyrektorzy szpitali, które w ostatnim czasie zdecydowali się zainstalować tzw. biometryczny system kontroli czasu pracy.

Skanery odcisków są już w szpitalu specjalistycznym na gdańskiej Zaspie, wielospecjalistycznym w Jaworznie czy szpitalu im. Sokołowskiego w Wałbrzychu i wielu innych.

Związki zawodowe ze szpitala w Wałbrzychu wypowiedziały czytnikom wojnę. – To nie obóz pracy, tylko szpital – oburza się Leszek Majkowski z Wielozakładowego Związku Zawodowego Pracowników Ochrony Zdrowia.

Napisał skargę do PIP i głównego inspektora danych osobowych.

Ten ostatni poparł protest. – Brak jest przepisów, na podstawie których pracodawca mógłby żądać danych biometrycznych, jak linie papilarne czy obraz tęczówki oka – powiedział nam Michał Serzycki.

Jego zdaniem proceder narusza także zasadę adekwatności, czyli równowagi między dobrem pracownika a interesem pracodawcy.

Serzycki podkreśla, że pozyskiwanie takich danych nadmiernie ingeruje w prywatność pracownika. A czas pracy można kontrolować za pomocą np. kart magnetycznych.

Jednak pracodawcy ani myślą stosować się do zaleceń inspektora Serzyckiego. – Jestem piętnowana za to, że dobrze pilnuję publicznych pieniędzy? Nie rozumiem tego. Wygląda na to, że sprawa będzie musiała oprzeć się o sąd – mówi Mariola Dudziak, dyrektor szpitala w Wałbrzychu.

Także Krystyna Grzenia, dyrektor szpitala specjalistycznego na gdańskiej Zaspie, który jako jeden z pierwszych wprowadził czytniki, nie dopuszcza myśli, że musiałaby je zdemontować. – Skanowanie odciska jest szybkie i pewne, bo kartę można zgubić albo odbić za kogoś – tłumaczy.

Dyrektorzy i dystrybutorzy systemów biometrycznych przypominają, że o naruszeniu praw pracowniczych i ustawy o ochronie danych osobowych nie ma mowy, bo wprawdzie kopie linii papilarnych są w czytnikach, ale nie da się ich stamtąd wyciągnąć na zewnątrz, np. wydrukować.

Jak podkreśla mecenas Małgorzata Głuszek-Stopczyk specjalizująca się w prawie pracy, zapisy kodeksu pracy stały się nieadekwatne do rzeczywistości i wymagają nowelizacji. Tymczasem gdy dojdzie do procesu, sąd będzie musiał rozważyć, co jest dobrem wyższym – dobra osobiste pracowników czy interes szpitala. – Dopiero pierwszy prawomocny wyrok w tej sprawie da nam jakąś wskazówkę, choć nie będzie obowiązującym źródłem prawa – dodaje.

3 tys. zł tyle kosztuje czytnik linii papilarnych