Kilka dni temu w biurze rzecznika praw dziecka odbyło się specjalne spotkanie z autorytetami w dziedzinie stomatologii dziecięcej. Statystyki są alarmujące.

Stan uzębienia polskich dzieci jest od lat na najniższym poziomie nie tylko w Europie, ale i na świecie. Na spotkaniu u rzecznika praw dziecka Marka Michalaka konsultant krajowy w dziedzinie stomatologii dziecięcej prof. Barbara Adamowicz-Klepalska przedstawiała wyniki badań z 2008 roku. Okazuje się, że 85,4 proc. 6-latków, 94 proc. 15-latków i 96 proc. 18-latków cierpi na próchnicę. Z tego powodu co dziesiąty badany 15-latek miał usunięty co najmniej jeden stały ząb.

W Polsce wskaźnik zapadalności na próchnicę utrzymuje się na tym samym poziomie co 30 lat temu. Przeciętnie dzieci mają więcej niż pięć zębów zaatakowanych przez próchnicę. Ich rówieśnicy z zachodu Europy – zaledwie jeden.

Co gorsza, tylko 15 proc. zębów przedszkolaków dotkniętych przez próchnicę jest leczone. Na zachodzie Europy wskaźnik ten wynosi ok. 80 proc. W efekcie spośród 5 zębów mlecznych z próchnicą ponad 4 wymaga leczenia lub usunięcia. W krajach rozwiniętych to statystyki niespotykane.

– W najbliższym czasie rzecznik ponownie zwróci się do ministra zdrowia w sprawie dentobusów – zapowiada biuro prasowe Marka Michalaka. Wcześniej rzecznik już dwukrotnie prosił minister Ewę Kopacz o wysłanie do szkół ekipy stomatologów. W lipcu ubiegłego roku z identyczną propozycją zwróciła się do resortu zdrowia prof. Adamowicz-Klepalska.

– W Polsce przeciętny 12-latek ma trzy zęby z próchnicą. W Szwecji maksymalnie jeden. Dentobusy byłyby bardzo dobrym rozwiązaniem. Przyjeżdżałyby do szkół i brały na przeglądy całe klasy – mówi prof. dr hab. med. Magdalena Wochna-Sobańska, konsultant z województwa łódzkiego.

Przewoźne gabinety dentystyczne, objeżdżałyby szkoły i oferowały zabiegi profilaktyczne i leczenie w ramach ubezpieczenia. Bez dodatkowych opłat.

Jak tłumaczą pracownicy rzecznika praw dziecka, Marek Michalak będzie postulował, by na początek stomatolodzy odwiedzali jedynie szkoły podstawowe. – Od czegoś trzeba zacząć – tłumaczą urzędnicy Michalaka.