Na pierwszy rzut oka te dane są optymistyczne: w porównaniu z rokiem 2007 ubóstwo w Polsce zmniejszyło się o 4 punkty procentowe. Poprawę sytuacji widzą także autorzy rządowego raportu „Polska 2030”. Ostrzegają jednak: obecny kryzys gospodarczy może spowodować, że osoby, którym udało się wyjść na prostą, znów spadną poniżej granicy ubóstwa.

Szczególnie narażone na biedę są w Polsce dzieci. Przede wszystkim dlatego, że bardzo niskie są u nas świadczenia rodzinne. – Rodziny wielodzietne są jedną z biedniejszych grup społecznych i często zdarza się, że nie wystarcza im nawet na jedzenie. Najgorsza sytuacja panuje w małych miejscowościach. Trudno tam zdobyć pracę, a pomoc z samorządu jest niewielka – opowiada Beata Mirska ze stowarzyszenia „Damy radę”, która opiekuje się rodzinami w kryzysie. Do siedziby stowarzyszenia w Warszawie przyjeżdżają po pomoc osoby z małych miast i wiosek, gdzie nie działają żadne organizacje pozarządowe. I opowiadają, że często w domu brakuje nawet jedzenia.

Dlaczego tak się dzieje? Według ekspertów polskie władze wydają stosunkowo dużo pieniędzy na walkę z wykluczeniem społecznym. Mimo to rezultaty są słabe. – System jest nieszczelny. Często wsparcie trafia do rodzin, które wcale nie są dotknięte ubóstwem – mówi autor Diagnozy Społecznej, psycholog społeczny prof. Janusz Czapiński.

A jeśli trafią do właściwych osób? Zasiłki, jakie dostają rodziny naprawdę biedne, nie wystarczają na podstawowe potrzeby. Coraz częściej również praca zarobkowa nie wystarcza, by wyrwać się z biedy. – Zajmowaliśmy się rodziną, w której było dziesięcioro dzieci. Opiekowała się nimi matka, a ojciec pracował. Zarabiał nawet całkiem nieźle, bo około 2 tys. zł. Jednak po opłaceniu rachunków często nie wystarczało im na jedzenie czy ubranie. Zdarzało się, że matka zwalniała dzieci ze szkoły, by szły do lasu zbierać owoce, i je sprzedawali. Ci ludzie dostali pralkę z opieki społecznej, ale gdy się zepsuła, nie było ich stać na naprawę – opowiada Roman Górecki, prezes stowarzyszenia „Nasze gniazdo”.

Kolejny problem to brak mieszkań. Na własne lokum biednych nie stać, a na lokale socjalne czeka się latami. Często są one w bardzo złym stanie. Anna Osińska z międzynarodowej organizacji ATD walczącej z nędzą i wykluczeniem społecznym, opowiada o wielodzietnej rodzinie, która w wyniku pożaru straciła dom pod miastem. Pogorzelcy dostali mieszkanie zastępcze, które było zagrzybione. Kuratorka postanowiła odebrać im dzieci, bo uznała, że nie mogą mieszkać w takich warunkach. Rodzice wzięli kredyt na odnowienie mieszkania, jednak wilgoć nie znikała. Zostali więc z ratami kredytu, niskimi zarobkami oraz grzybem w mieszkaniu zastępczym. – Problem polega na tym, że często biedne osoby się gromadzi w jednej dzielnicy, co tylko pogłębia ich wykluczenie – mówi Anna Osińska z ADT.

Jak więc walczyć z ubóstwem? – Konieczne jest znalezienie złotego środka między zmniejszaniem klina podatkowego (czyli różnicy między wydatkami pracodawcy na pensje a faktycznym wynagrodzeniem) a zwiększaniem nakładów na świadczenia z pomocy społecznej i rodzinne – piszą autorzy raportu „Polska 2030”.

Anna Osińska zwraca z kolei uwagę na potrzebę zmiany mentalności. – Polacy bardzo często traktują biednych w kategoriach: my – oni. Biedni są traktowani jak obcy, a nie jako część naszego społeczeństwa. A przecież to wspólny problem, bo każdy może stać się ubogi – mówi. W najbliższą sobotę na całym świecie obchodzony jest Dzień Walki z Ubóstwem.