Dyrektorzy urzędów pracy obawiają się, że w 2010 roku mogą nie wydać wszystkich pieniędzy, jakimi będą dysponować na szkolenia.
Publikacja: 13 października 2009, 03:00 Aktualizacja: 13 października 2009, 14:31
W przyszłym roku urzędy pracy mogą mieć dwa razy więcej pieniędzy na szkolenia. Tak wynika z planu finansowego Funduszu Pracy na 2010 rok, który jest częścią projektu budżetu. Na szkolenia jest przeznaczone 367 mln zł. W tym roku na ten cel ma trafić 173 mln zł. Resort pracy zakłada, że w przyszłym roku przybędzie szkolących się bezrobotnych, a co za tym idzie wzrośnie kwota na sfinansowanie stypendiów.
– W 2010 roku stopa bezrobocia wzrośnie, trudno będzie o pracę, dlatego bezrobotni powinni być zainteresowani podnoszeniem kwalifikacji – mówi Małgorzata Adamczyk, dyrektor Urzędu Pracy w Olkuszu.
Od 1 lutego 2009 r. bezrobotni otrzymują wyższe stypendium szkoleniowe. Wynosi 575 zł albo 690 zł miesięcznie. Wyższa kwota jest wypłacana, jeśli bezrobotny ma wykształcenie gimnazjalne lub niższe, nie ma kwalifikacji zawodowych, ma ponad 50 lat i prawo do zasiłku, pod warunkiem, że szkoli się co najmniej 30 godzin w tygodniu i nie mniej niż 150 godzin miesięcznie. Gdy ma mniej godzin szkolenia, wysokość stypendium ustala się proporcjonalnie. Wcześniej, tj. do końca stycznia 2009 r., bezrobotni, którzy nie ukończyli 25 lat, otrzymywali w trakcie szkolenia stypendium w kwocie odpowiadającej 40 proc. zasiłku (220,72 zł), a ci, którzy mieli więcej niż 25 lat, otrzymywali dodatek szkoleniowy (20 proc. zasiłku).
Niektórzy przedstawiciele urzędów pracy nie podzielają optymistycznego założenia, że kryzys spowoduje wzrost liczby bezrobotnych, którzy będą się szkolić. Znają skalę zainteresowania szkoleniami w tym roku.
– Sześciu na dziesięciu bezrobotnych w ogóle nie jest zainteresowanych podejmowaniem jakiejkolwiek aktywności w celu znalezienia zatrudnienia – mówi Grażyna Laurowska, kierownik Działu Rynku Pracy w Urzędzie Pracy w Legnicy.
Olkuski pośredniak w ubiegłym roku przeszkolił 395 bezrobotnych, a od stycznia do października 2009 r. – 515. Mimo niemal trzykrotnego wzrostu kwoty na szkolenia. W Sandomierzu tamtejszy urząd pracy przeszkolił w 2008 roku 350 bezrobotnych, a do końca tego roku liczba takich osób może być mniejsza. Mimo że w tym roku na szkolenia urząd dysponuje 400 tys. zł, a w ubiegłym była to kwota 300 tys. zł.
Dyrektorzy urzędów pracy spodziewają się, że w przyszłym roku będzie więcej bezrobotnych niż w tym. Niektórzy są jednak przeciwni wydawaniu środków na szkolenia na siłę, tylko po to, aby je wydać. A o to nietrudno. Firmy szkoleniowe chętnie zarobią na organizacji szkolenia, nawet jeśli nie będzie ono przydatne dla bezrobotnych.
– Gdybym otrzymał dwa razy więcej środków na szkolenia, to miałbym kłopot z ich wydaniem – mówi Jerzy Marian Łatkowski, dyrektor Urzędu Pracy w Sandomierzu.
Dodaje, że dlatego planując wydatki na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu, część przyznanych pieniędzy na szkolenia wolałby przeznaczyć na dotacje czy refundację dla przedsiębiorców za zatrudnienie osoby bezrobotnej. Te cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem.
1: Teśka z IP: 83.17.191.* (2009-10-13 11:41)
Owszem i zgoda. Można wspomóc przedsiębiorców i stażami i szkoleniami, gdyż to efekt najlepszy, ale jak zagwarantują utrzymanie przyjętego stażysty na przyuczenie. Obecnie po skończeniu stażu zwalniają i przyjmują następną osobę. Nie patrząc na to, że poprzednia osoba czegoś już się nauczyła. Potem narzekają, że kandydaci do pracy nie mają odpowiednich umiejętności i doświadczenia. Pytam, jak mają mieć? Jak jest tylko chęć zatrzymania pieniędzy, bo za staże płaci UP, a pracodawca jakby nie patrzyć, jakiś zysk ma. Raz, że nie płaci ze swojej kasy, a drugie przecież ten stażysta jakąś w końcu pracę wykonał. No, a jak można wydać więcej środków na szkolenia, skoro w rekrutacji nie jest przewidziane nawet dofinansowanie do kosztów dojazdu. Choćby chętna osoba chciała uczestniczyć to się nie załapie bo nie ma opłaconego dojazdu. Tyczy się to głównie bezrobotnych i poszukujących z wiosek. Samo przekonanie do zmiany myślenia, że Państwo musi coś dać, nie jest łatwe. A inna sprawa dotyczy osób niepełnosprawnych. Niedawno przeczytałam artykuł o ich bierności zawodowo- społecznej. Więc pytam, jak taka osoba, która chce i mogłaby w efekcie pracować, ma dotrzeć nie tylko do UP, by się zarejestrować, a potem się szkolić skoro mieszka na wsi i nie ma środków na dojazd na szkolenie. Bo UP nie ma możliwości na tę pomoc. Bo programy są tak skonstruowane, że nie przewidziano. Więc myślę, że w programach szkoleń powinno się zagwarantować również koszty dojazdu. A skoro szkolenia i promocja zatrudnieniowa jest skierowana do osób ze znacznym i umiarkowanym stopniem to wiadomo, że ta osoba samodzielnie nie dojedzie, wie trzeba przewidzieć większe środki na ten cel.
2: Niech sie nie obawiają -podam im swoje konto z IP: 84.234.1.* (2009-10-13 15:46)
i ja na pewno wydam >

Przygotowane przez rząd rozwiązania nie zyskały akceptacji związkowców. Funkcjonariusze i żołnierze krytykują pomysł wykonywania obowiązków służbowych aż do ukończenia przez nich 55 lat.