Z szacunków resortu zdrowia wynika, że do końca roku łączna wartość tzw. nadwykonań, tj. świadczeń udzielonych przez świadczeniodawców ponad limit określony w kontrakcie z NFZ, może wynieść nawet 2 mld zł. Część szpitali przesuwa więc terminy planowanych operacji. Często – na przyszły rok. Inne natomiast, nie mogąc doczekać się zapłaty za nadwykonania, przesyłają do NFZ przedsądowe wezwania do uregulowania zaległości lub kierują sprawy bezpośrednio do sądu.

Minister zdrowia Ewa Kopacz uspokaja i zapewnia, że w NFZ są dodatkowe pieniądze na pokrycie świadczeń ponadlimitowych. Jednak poszczególne oddziały wojewódzkie nie wiedzą, ile ani kiedy otrzymają obiecane środki. Nie ma też pewności, że zostaną one przez nie wykorzystane na pokrycie właśnie nadwykonań.

Dyrektorzy szpitali obawiają się także, że problemy finansowe Funduszu spowodują obniżenie wartości przyszłorocznych kontraktów. To jeszcze bardziej ograniczy dostęp do niektórych świadczeń zdrowotnych i wydłuży szpitalne kolejki.

Windykator w NFZ

Na skierowanie spraw przeciw NFZ na drogę sądową zdecydowały się już niektóre szpitale w województwie lubelskim. Tam oddział Funduszu nie zapłacił za tegoroczne nadwykonania.

– Też zastanawiam się nad takim rozwiązaniem. NFZ nie płaci za świadczenia udzielone ponad limit w tym roku, co powoduje konieczność np. przesuwania terminów operacji planowych – mówi Krzysztof Tuczapaski, prezes niepublicznego szpitala w Zamościu.

Szpitale z województwa podlaskiego, które też czekają na uregulowanie tegorocznych płatności, nie wykluczają skorzystania z pomocy firm windykacyjnych. Coraz więcej z nich zgłasza się z takimi propozycjami do dyrektorów szpitali.

– Do naszej palcówki zwróciła się firma, która zaproponowała odzyskanie pieniędzy z NFZ. Chodzi o około 1 mln zł – mówi Grzegorz Dembski, dyrektor Szpitala Ogólnego w Grajewie.